Taco Hemingway: Premier League to trudna do zdefiniowania magia

Taco Hemingway

Taco Hemingway (Filip Blank)

Jedno z muzycznych odkryć 2015 roku. Znało go kilkaset osób, ale po wydaniu "Trójkąta Warszawskiego" stał się najgorętszą ksywką w polskiej muzyce alternatywnej. Koncerty na największych festiwalach, pierwsze miejsce na liście przebojów "Trójki" - to był szalony rok dla Filipa Szcześniaka. Mało kto wie, że oprócz muzyki jego największą pasją jest angielski futbol. Od połowy poprzedniego roku odciął się od mediów. O futbolu chciał jednak porozmawiać. Poznajcie innego Taco Hemingwaya - kibica Tottenhamu, fana "grubego Ronaldo" i nałogowego gracza w "Fifę".
Gdy rozmawialiśmy po twoim koncercie w poprzednim roku, powiedziałeś, że najlepszym piłkarzem w historii jest Dymitar Berbatow.

- Może przesadziłem, bo Dymitar Berbatow jest typem piłkarza, któremu się nie bardzo chce pracować. Wiele osób się ze mną zgodzi, że jeśli chodzi o naturalny talent, to jest to pewnie jeden z najlepszych graczy w historii. Ale nie wykorzystał tego potencjału.

Jako piłkarz jest gatunkiem na wyginięciu. Nie ma już grających na takim luzie, w tempie chodzonym, dla samej rozrywki i frajdy.

- Trochę jakby zupełnie przy okazji grał w piłkę i zarabiał za to chore pieniądze. Berba nie biegał zbyt wiele, grał jakby od niechcenia, ale jak już miał piłkę przy nodze to wyczyniał cuda. Do tego palił papierosy, a to nieszczególnie pomaga w bieganiu. Miał za to złoty dotyk.

To kto był najlepszy w historii? Teraz podpadniesz albo fanom Realu, albo Barcelony.

- Nikomu nie podpadnę. Dla mnie najlepszy w historii był Ronaldo Nazario de Lima, czyli "gruby Ronaldo", bo tak niestety ochrzcił go internet. Do dziś jest moim idolem. Był pierwszym piłkarzem, którego losy zacząłem śledzić. Pierwszy plakat na ścianie? Właśnie on, w zielonym stroju Barcelony, z sezonu 1996/1997. Miał wtedy najlepsze przyspieszenie na świecie. Gdziekolwiek grał - kibicowałem tej drużynie, kochałem go.

Nawet Realowi Madryt?

- Tak, pamiętam jak przeszedł do Realu po mundialu w 2002 r. Mam w głowie jego pierwszą bramkę, widziałem ją na żywo w telewizji - świetny wolej po przyjęciu klatką piersiową, piłka najpierw odbiła się od ziemi, a potem poleciała w górę. Rzadkie zagranie. Myślę, że nie znajdziesz wielu ludzi, którzy strasznie by się ze mną kłócili o ten status Ronaldo. Oczywiście, można rozmawiać o statystykach, o jego kontuzjach. Gdyby nie one, Ronaldo byłby jeszcze lepszy. A i tak to mój piłkarz wszechczasów.

Miałeś jego koszulkę, ale taką z bazaru?

- Jasne, że tak. Tę Brazylii z 1998 r. To jest koszulka, którą mógłbym ci narysować z pamięci, miała taki śmieszny, zielony kołnierzyk. Miałem też koszulkę Nuno Gomesa, miałem nawet Bergkampa. Pamiętam też, że w 2002 r., jak cała reszta futbolowego świata, złapałem zajawkę na Senegal i zdobyłem koszulkę Papy Diopa. W zeszłym roku byłem w Marbelli na takim bazarku i z satysfakcją zobaczyłem, że takie koszulki wciąż są sprzedawane. Tęsknie za tymi czasami, jako dziecko kocha się piłkę w inny sposób.

Ale nie masz wrażenia, że Cristiano Ronaldo i Leo Messi odjechali wszystkim w historii?

- Ich statystyki są rzeczywiście kamieniami milowymi, których nikt może nie przebić. Zastanawiałem się ostatnio, czy to futbol zmienił się w taki sposób, czy oni są totalnymi fenomenami? To zresztą strasznie filmowa historia, dwóch typów, którzy rywalizują ze sobą i są przeciwnymi modelami kariery. Wielki talent kontra ciężka praca.

Był Berbatow, to przejdźmy do Tottenhamu. Dlaczego właśnie im kibicujesz? Jawi się to trochę jako hipsterski wybór.

- Już jak byłem dzieckiem, to oglądałem Premier League. Już wtedy Tottenham wpadł mi w oko, ale niezbyt go zapamiętałem. Później, w czasach dominacji Manchesteru United zacząłem tułać się piłkarsko. Oglądałem trochę ligi hiszpańskiej, Serie A, choć nigdzie się nie zadomowiłem. Powód dla którego na dobre zostałem z Tottenhamem jest prosty - mecze z Interem Mediolan w 2010 r. Tym meczem, przegranym 3:4 na Giuseppe Meazza, gdy hat-tricka zdobył Gareth Bale, przyciągnęli wielu nowych fanów. Gdy już mieszkałem w Londynie, to chodziłem do pubów i oglądałem ich mecze.

Nie na stadion?

- Na White Hart Lane byłem trzykrotnie. Ale ciężko dostać bilety, jeśli nie ma się dużo czasu albo dużo pieniędzy. A nawet jak już znajdą się pieniądze, to trafić na wolny bilet też nie jest łatwo. Można jedynie gadać z konikami. Byłem dwa razy na Lidze Europejskiej, na meczach z Interem i Olympique Lyon. Atmosfera była świetna.

W Anglii trybuny atmosferą przypominają bibliotekę.

- W Anglii teraz goście zwykle przekrzykują gospodarzy. Tottenham ma takich "away fans", którzy robią to na wszystkich stadionach w Anglii, słyszę w zasadzie tylko ich piosenki, gdy oglądam mecze wyjazdowe w telewizji. Jednak w starciu z Interem, to włoscy fani byli głośniejsi. Futbol się komercjalizuje i ludzie, którzy byliby na stadionie najgłośniejsi teraz nie są w stanie kupić sobie biletu. Hałas robią więc w pubach.

- Widziałem ostatnio statystykę dotyczące cen biletów w Anglii i Niemczech. Zdarzało się, że karnet sezonowy na Borussię Dortmund był tańszy niż bilet na jeden mecz Premier League. Po wynegocjowaniu nowego kontraktu telewizyjnego w Anglii pojawiły się głosy, że to spowoduje obniżenie cen biletów. Nic takiego się nie stało, ba!, Liverpool ostatnio podniósł ceny, więc kibice się zbuntowali. Prezesi klubów Premier League po prostu wiedzą, że nie będą mieli problemów z zapełnieniem stadionu czy sprzedażą karnetów. Kiedyś z czystej ciekawości rozglądałem się za możliwością kupienia karnetu na Tottenham. Ktoś musi umrzeć albo zrezygnować, żeby go dostać. Oczekiwanie na karnet trwa 10 lat. Prezesi mają świadomość, że jeżeli na mecz np. z Norwich podniesiesz cenę biletu z 30 funtów na 55 i tak ten produkt, jakim jest bilet, sprzedasz bezproblemowo. Przyjdą albo turyści, albo kibice, którzy wcześniej nie mieli sił brać udziału w wyścigu po wejściówkę. Karl-Heinz Rummenigge, prezes zarządu Bayernu Monachium powiedział ostatnio, parafrazuję: "Owszem, moglibyśmy podwyższyć ceny. Zyskalibyśmy na tym tylko kilka milionów euro, które dla nas, gdy negocjujemy nowy transfer zawodnika, są kwotą zupełnie nieistotną. Po co nam te dwa miliony, kiedy zepsujemy atmosferę w relacjach z kibicami?" To jest dobre podejście.

Tottenham to twoja późna miłość - miałeś 20 lat, jak zacząłeś im kibicować.

- Późna, ale cieszę się, że w końcu to do mnie dotarło, dzięki nim jestem wyznawcą Premier League i uważam, że to najlepsza liga świata.

Nie hiszpańska La Liga?

- Nie. Jest w Premier League coś niesamowitego, to trudna do zdefiniowania magia. Na moje zainteresowanie wpływa przy okazji znajomość języka, mogę swobodnie wszystko śledzić: wkręcić się w podcasty, programy publicystyczne i czytać gazety.

Mam wrażenie, że Anglicy myślą sobie: "co tam puchary, przecież mamy najlepszą ligę świata i ona jest najważniejsza".

- Strasznie rozśmieszył mnie Liverpool, który latami tęsknił za Ligą Mistrzów. Przez trzy lata marzyli o powrocie do wielkiej europejskiej piłki. W końcu mieli mecz z Realem Madryt na Bernabeu, a Brendan Rodgers wystawił skład C. Dlaczego? Bo musieli się skupić na sytuacji w lidze angielskiej. Czyli: musieli odsunąć mecz w LM na drugi tor, celem zakwalifikowania się do niej w następnym sezonie.

Nie wkurza cię to transferowe szaleństwo, np. Gianelli Imbula przechodzący do Stoke za 18 milionów funtów?

- Jak zobaczyłem nagłówek to sobie pomyślałem - Stoke? 18 milionów funtów? Szok. Oni przegięli, wydali w tym okienku więcej niż cała Hiszpania. Dziwi Newcastle wydające ogromne pieniądze na dziwne transfery. To smutne, choć i tak jest normalniej niż w Chinach, gdzie zaczęła się patologia. Przecież zapłacili kilkanaście milionów za Paulinho, 42 miliony euro za Jacksona Martineza. Mam wrażenie, że to wszystko, także w Anglii, musi w końcu pierdolnąć, tak jak rynek finansowy. Inna sprawa, że Anglicy wydają realne pieniądze, bo dostają miliardy za prawa telewizyjne, takich pieniędzy nie ma na żadnym innym europejskim rynku.

- To też jeden z powodów dla których można lubić Tottenham, który jednak rozsądniej obraca finansami. Oczywiście, po sprzedaży Garetha Bale'a wpadli w zakupowy szał, ale część zawodników z tego zaciągu się sprawdziła, reszta została sprzedana z niewielką stratą. Jednak u nas już nie sprowadza się kosztownych gwiazd, a szuka młodych i zdolnych: jak Harry Kane, Dele Alli, Eric Dier, Ryan Mason. I daje się szanse utalentowanym trenerom, jak Mauricio Pochettino. Wierzę, że jeżeli Tottenhamowi udałoby się osiągnąć sukces w najbliższych latach, mogłoby to zmienić myślenie, podejście do transferów w całej Anglii. Inną sprawą jest to, że te horrendalnie wysokie transfery dotyczą w dużej mierze brytyjskich zawodników, a oni zawsze mieli zawyżone ceny.

Ostatnio wyczytałem fajną statystykę - Leicester spędziło jako lider więcej dni w tym sezonie niż Tottenham od początku powstania Premier League. Boli?

- Przez te pięć, sześć lat intensywnego kibicowania Tottenham wiele razy łamało mi się serce. To niewdzięczny klub do kibicowania, my nie lubimy być na szczycie tabeli. Zdarzały się sezony fatalne, gdy zwolniony został Andre Villas-Boas i zastąpił go Tim Sherwood. Zabawny typ, król gazetowych nagłówków, uwielbia być w światłach reflektorów, na konferencjach zdawał się zastanawiać co nowego powiedzieć, by nazajutrz było o nim jak najwięcej memów. Ale taki jest Tottenham - zawsze są jaja, zawsze coś się dzieje. Ja nie wyobrażam sobie, żeby kibicować np. Bayernowi Monachium. Zastanawiam się w przypadku takiego klubu - kiedy kończy się pasja? Ciągle wygrywają, to może się znudzić. Może się mylę.

- Nie lubię też tej garstki kibiców Realu i Barcelony, i innych kolosalnych klubów, którzy toczą nienawistne wojny w Internecie jakby to była rywalizacja podwórko na podwórko, jakby grali klasowca w szkole. Ale nie wolno oczywiście nikomu takiej pasji zabierać. Jest taki świetny podcast Guardiana, "Football Weekly". Jeden z dziennikarzy zaczął mówić o swoim koledze, który kibicuje Manchesterowi City od dekad. Mówił, że wśród fanów City istnieje taka nostalgia, tęsknota za czasami, gdy byli biedni i byli zespołem środka tabeli. Sukcesy nie zawsze przekładają się na szczęście kibiców.

Tottenham zaczyna też mieć nowe, fajne i bogate czasy.

- Mówi się, że nowy stadion będzie otwarciem nowej ery w historii klubu. Cieszy na pewno to, że przestaliśmy robić dziwne rzeczy. Powstało nawet od tego stwierdzenie używane w angielskiej prasie futbolowej, zachować się w sposób " Spursy", to znaczy spieprzyć coś w spektakularny sposób, oddać prowadzenie, strzelić horrendalnego samobója, zaliczyć kuriozalną wpadkę obrony - Tottenham się w tym lubował. Ale teraz ta drużyna w fajny sposób dojrzewa. Widać, że młody zespół wyciąga wnioski z meczów ze Stoke czy Leicester, gdy traciliśmy prowadzenie w końcówkach. Początek tego sezonu był ciężki, ale idziemy do przodu.

Wspomniałeś o Dele Allim. Ekscytowałbyś się nim tak, jak kiedyś Ronaldo?

- Myślę, że dzieciaki najbardziej lubią Harry'ego Kane'a, to on jest legendą dla młodzieży. Wychował się w szkółce Tottenhamu, a Dele Alli przyszedł latem z MK Dons. Ale oczywiście jest strasznym kozakiem, bramka z Crystal Palace była niesamowita. Zszokowało mnie, że on miał czelność coś takiego wymyślić i wykonać mając 19 lat. Młodzi piłkarze często się boją wygłupić, bo trener patrzy, bo media skrytykują, dopiero z czasem przychodzi odwaga. A on to ma.

I może kiedyś, jak Bale, trafi do Realu.

- Anglicy ogólnie nie radzą sobie poza wyspami, co dobrze pokazuje historia Michaela Owena. On nie prezentował się w Realu jakoś fatalnie, ale furory nie zrobił. Z jego pobytem w Madrycie wiąże się świetna anegdota. Owen tęsknił za Wielką Brytanią, za własnym językiem, kulturą. Do tego stopnia, że codziennie rano jeździł kilkadziesiąt minut na lotnisko, tylko po to, by kupić jakąś angielską gazetę. Znając go najpewniej chodziło o "The Sun". Dopiero po roku dowiedział się, że w lobby na recepcji też były te gazety i tych kilometrów nie musiał robić. Cudowna historia. Teraz Owen jest najgorszym telewizyjnym ekspertem jakiego znam. Ma niesamowicie drażniący głos, bardzo nosowy. Zdarza mi się oglądać mecze, które komentuje, wtedy moja dziewczyna prosi, żebym ściszył. No i jego ekspertyza jest porażająco oczywista. Jak ktoś strzeli nad bramką, to mówi że za mocno. Jak obok - zbyt niecelnie. Wszystkim wydaje się, że dobry piłkarz od razu będzie dobrym ekspertem.

Ale np. Gary Neville i Jamie Carragher się sprawdzili.

- Gary był super, natomiast z Carragherem jest taki problem, że ma tak specyficzny akcent i rozumieją go tylko ludzie z Liverpoolu. Ale razem wypadali świetnie. Szkoda, że Neville poszedł dostawać wpierdol w Hiszpanii. Myślę, że ma problem, bo nie zna języka, nie ma jak w łatwy sposób przekazać zawodnikom swojego pomysłu na grę.

A z polskich ekspertów masz swoich ulubieńców?

- Nie oglądam polskiej ligi. Powinienem, trochę mi wstyd. Może gdybym miał wykupiony pakiet telewizyjny, to oglądałbym ekstraklasę. Nie wiem czy mogę to mówić i ogłaszać publicznie, ale oglądam dużo meczów na streamach, a to jest turbo upierdliwie. Przyznaję się, że czasami szukam ligi angielskiej udostępnianej z polskiej TV, by móc nie tylko obejrzeć mecz, ale i posłuchać Andrzeja Twarowskiego i Rafała Nahornego. Są największymi kotami, jeśli chodzi o angielski futbol w Polsce. Podrzucam właśnie komuś pomysł: zrobić z nimi wywiad-rzekę, spisać w książkę, która może się dobrze sprzedać. W Londynie siedziałem cały dzień w pubie i oglądałem wszystko co leciało. Ale wkurzyłem się na Sky, gdy wykupiliśmy pakiet z moim ziomkiem, Jonaszem, spojrzałem w kalendarz telewizyjny i okazało się, że zobaczę tam jakieś 40 proc. meczów Tottenhamu. Czyli są mecze, których nie obejrzysz inaczej niż na streamie. W Polsce też tak może być, nawet jak będzie mecz Tottenham - Stoke to faworyzowany będzie mecz Arsenalu czy Chelsea.

To kiedy widziałeś ostatni raz mecz polskiej ligi?

Nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Ostatni raz Legię oglądałem w europejskich pucharach, mecz wyjazdowy z Napoli. Muszę do tego wrócić, do ekstraklasy, sprawdzić co się dzieje u nas. Na Łazienkowską wcześniej chodziłem bardzo wyrywkowo. Jednak przyjaciele, którzy mnie na Legię namawiali sami przestali chodzić. Kilka razy w życiu byłem na Żylecie, częściej jednak siedzieliśmy z boku, na pograniczu dwóch sektorów.

Atmosferą Legia wygrywa z Tottenhamem?

Nawet nie ma porównania. Wśród brytyjskich kibiców panuje tęsknota za starymi, dobrymi czasami. Oni zazdroszczą nam tego, co mamy. Żyleta jest poza konkurencją z tym, co widziałem na White Hart Lane i Stamford Bridge. Oprawa meczowa w Premier League nie istnieje. Przeglądam często fora angielskie, na których krążą filmiki i zdjęcia z Legii, widać podziw względem tego, jak wygląda to w Polsce.

To rozstrzygając ostatni spór naszego pokolenia: z gier FIFA czy Football Manager?

- Przesiedziałem dużo godzin nad Football Managerem, szczególnie jak byłem młodszy. Grałem w tą legendarną edycję Championship Manager 01/02. Kilka lat temu wróciłem znowu do gry, ale byłem onieśmielony skomplikowaniem rozgrywki. Kupiłem teraz najnowszego, przesiedziałem nad nim kilka wieczorów i łapałem się za głowę, jaka to łamigłówka. A ja jestem fatalny taktycznie, nie rozumiem taktyki i zazdroszczę ludziom, którzy ogarniają co się naprawdę dzieje na boisku. Ja widzę jedynie piłkarza, który biega i podaje piłkę. Dlatego FIFA jest prostsza, to czysta rozrywka, choć strasznie uzależnia.

- Gram sezony w trybie online, zawsze mam cel awansować do pierwszej dywizji i ją wygrać, więc kiedy dostaniesz wpierdol od @TacoHemingway... to byłem ja! Chociaż strasznie się boję, że ktoś mnie rozpozna i zgniecie jak karalucha, jakieś 0:6.



20 mln euro dla Lewandowskiego? Rekord Bundesligi. Ilu sportowców na kontraktach zarabia więcej?


Najnowsze informacje

Premier League 2018/19

lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
1 Liverpool 16 42 34:6 13 3 0
2 Manchester City 16 41 45:9 13 2 1
3 Tottenham 16 36 30:16 12 0 4
4 Chelsea 16 34 33:13 10 4 2
5 Arsenal 16 34 35:20 10 4 2
6 Manchester Utd 16 26 28:26 7 5 4
7 Everton 15 23 21:17 6 5 4
8 Bournemouth 16 23 25:26 7 2 7
9 Leicester 16 22 21:20 6 4 6
10 Wolverhampton 16 22 17:19 6 4 6
11 West Ham 16 21 23:25 6 3 7
12 Brighton 16 21 19:22 6 3 7
13 Watford 15 20 18:21 6 2 7
14 Cardiff City 16 14 15:30 4 2 10
15 Newcastle 16 13 13:22 3 4 9
16 Crystal Palace 16 12 13:23 3 3 10
17 Burnley 16 12 15:32 3 3 10
18 Huddersfield 16 10 10:27 2 4 10
19 Southampton 16 9 13:30 1 6 9
20 Fulham 16 9 16:40 2 3 11

  • LM
  • LE
  • Spadek