Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Ostatnia misja Fabiańskiego

Posady pierwszego bramkarza Arsenalu się nie doczekał, bywało, że wyśmiewały go brukowce. Ostatnio broni jednak pewnie i zanim latem opuści Londyn, może pomóc w zdobyciu pierwszego od 2005 r. trofeum.
W ostatniej minucie wtorkowego meczu z Bayernem Łukasz Fabiański zatrzymał strzał z rzutu karnego Thomasa Müllera. Piłka powoli wkręcała się do bramki, ale zdołał ją wybić. Interwencja nic Arsenalowi nie dała, mecz skończył się remisem 1:1, dzięki zwycięstwu 2:0 w Londynie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów awansowali Bawarczycy.

Choć Fabiański bronił w Monachium świetnie, mało prawdopodobne, by występ na Allianz Arenie zmienił jego sytuację. Pierwszym bramkarzem Arsenalu jest Wojciech Szczęsny, gdyby nie czerwona kartka w pierwszym spotkaniu z Bayernem, to on broniłby we wtorek.

29-letni Fabiański stracił już chyba nadzieję na przebicie się do pierwszej jedenastki. Niedawno odrzucił ofertę przedłużenia wygasającego latem kontraktu. Anglicy plotkują, że może się przenieść do FC Basel, ostatnio rozbijającego się w europejskich pucharach, zmierzającego po piąte mistrzostwo Szwajcarii z rzędu.

Trener Arsene Wenger mówił niedawno, że jeśli Polak zmieni zdanie, chętnie go zatrzyma. Nic jednak nie wskazuje na to, by mógł mu zaoferować więcej niż kilkanaście meczów w sezonie. A Fabiański może być znużony życiem rezerwowego, pełnego sezonu nie zagrał od odejścia z Legii w 2007 r. Prawdopodobnie to ostatni moment, by dostać posadę pierwszego bramkarza w niezłym klubie. A przedłużenie umowy z Arsenalem prawdopodobnie oznaczałoby, że już zawsze będzie tylko zmiennikiem.

Fabiańskiemu i tak nie sposób odmówić cierpliwości. Czekał, aż karierę zakończy Jens Lehmann, przetrwał Manuela Almunię, liczył na prześcignięcie Szczęsnego. Nic z tego, tylko raz zagrał w sezonie 20 meczów, przez ostatnie dwa i pół roku wybiegł na boisko 19 razy. O jego losie zdecydowały wydarzenia z jesieni 2010 r. Po kontuzji Almunii wskoczył do składu, kilka razy zagrał tak, że Wenger zobaczył w nim bramkarza, który na lata nie wyjdzie z bramki Arsenalu. Późną jesienią zrujnował sobie jednak opinię błędami, brukowce nazwały go "Flappy-handskim". Gdy doznał urazu, między słupki wskoczył nieznany wówczas Szczęsny. Wenger wciąż na Fabiańskiego liczył, ale po jednej kontuzji przyszła następna. I Szczęsny miejsca w jedenastce nie oddał, starszy kolega stawał w bramce incydentalnie.

Choć pobyt Fabiańskiego w Londynie trudno uznać za udany, wciąż ma szansę, by opuścić Emirates jako zwycięzca. W półfinale Pucharu Anglii Arsenal zmierzy się z drugoligowym Wigan, jeśli wygra, o trofeum zagra z trzecioligowym Sheffield United albo beniaminkiem Premier League Hull. Wenger od początku wystawia Polaka w tych rozgrywkach, nie ma powodu, by nagle z niego zrezygnował. A jeśli Arsenal zdobędzie pierwsze trofeum od 2005 r. (Puchar Anglii), kibice z pewnością Fabiańskiego nie zapomną.

Więcej o: