Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Michał Okoński: Media nie wstydzą się nigdy. Trener Tottenhamu tej wojny nie wygra

Takiego starcia między trenerem a dziennikarzami dawno nie oglądaliśmy. Trener Tottenhamu po meczu z Manchesterem United ostro odpowiedział przedstawicielom jednego z tabloidów. Problem w tym, że tej wojny nie wygra nigdy - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".
Z wyniku meczu na White Hart Lane zadowoleni byli wszyscy: ani Andre Villas-Boas, ani David Moyes nie mogli pozwolić sobie na porażki, gospodarze wreszcie zaczęli strzelać bramki, goście dwukrotnie odrobili straty, oglądało się to przyjemnie. Presja ciążąca na trenerze MU od jakiegoś czasu wydaje się lżejsza, i także ta spoczywająca na portugalskim szkoleniowcu mogłaby zelżeć, gdyby nie to, że zdecydował się on otworzyć nową linię frontu.

Utracona cześć trenera

Przed tygodniem Tottenham został rozgromiony przez Manchester City 6:0, a wielu dziennikarzy skorzystało z okazji, by zaatakować trenera Tottenhamu nie tylko z powodu rzeczywistych problemów, jakie jego piłkarze mają z kreatywnością i wykańczaniem akcji, ale za całokształt. David Hytner z "Guardiana", a także Neil Ashton i Martin Samuel z "Daily Mail" pisali o zrzucaniu odpowiedzialności przez trenera na piłkarzy; z ich relacji wyglądało to tak, jakby Villas-Boas mówił, że zawodnicy "powinni się wstydzić" swojej postawy w meczu z MC - podczas gdy w rzeczywistości użył sformułowania: "wszyscy powinniśmy się wstydzić". Wszyscy, czyli cały klub, z menedżerem w pierwszej kolejności.

Ashton i Samuel poszli krok dalej: pierwszy pisał, że każdy z nas mógłby mieć takie sukcesy w Porto, jak Villas-Boas, skoro grali tam Falcao i Hulk, drugi, że "urok" trenera Tottenhamu polega na tym, iż wina zawsze leży po stronie kogoś innego. A Portugalczyk nie wytrzymał na dzisiejszej konferencji prasowej po meczu z MU: widząc Neila Ashtona postanowił odnieść się do publikacji "Daily Mail".

"Jeden z tych, którzy obrażają moją uczciwość, moje wartości i mój profesjonalizm, siedzi wśród was", zaczął z grubej rury. "Podważa się sukcesy, jakie odnosiłem w innych klubach. To nie fair, to brak szacunku i atak na moją uczciwość" - kontynuował. Kiedy zaatakowany Neil Ashton próbował zareagować, Villas-Boas zarzucił mu, że zawsze atakuje ludzi, nie robiąc tego otwarcie, prosto w oczy, tylko zza biurka; że podważył kompetencje i uczciwość trenera Tottenhamu, choć nie mieli okazji zamienić ze sobą słowa. I raz jeszcze podkreślił, że kiedy po ubiegłotygodniowym 6:0 z MC mówił "powinniśmy się wstydzić", miał na myśli także siebie.

Krystaliczna niewinność dziennikarza

Jeszcze przed meczem z MU pisałem w Sport.pl, że poza garstką zafasynowanych taktyką hipsterów, angielscy dziennikarze nie lubią Villas-Boasa. Kolejne przykłady medialnej paranoi omawiam na swoim blogu, gdzie szerzej relacjonuję także wydarzenia z pomeczowej konferencji Villas-Boasa. Problem w tym, że menedżer Tottenhamu dostarczył właśnie mediom kolejnych argumentów.

Oto jak na dłoni zobaczyliśmy, że 36-letni zaledwie trener wciąż nie dorobił się grubej skóry, że nie jest - jak zapewniał kilka dni temu w Norwegii, przy okazji meczu Ligi Europejskiej z Tromso - uodporniony na krytykę. Takich atakuje się najłatwiej - w gruncie rzeczy wszystko jedno w jaki sposób. Nawet jeśli Villas-Boas wykazał Neilowi Ashtonowi, że przekręcił jego cytat, co (wydawałoby się) dla dziennikarza powinno być powodem do wstydu, dowiedział się tylko tyle, że media nie wstydzą się nigdy. Ripostując na łamach swojej gazety dziennikarz pominął niewygodne dla siebie kwestie i starcie z trenerem Tottenhamu przedstawił tak, żeby wyjść na ofiarę linczu i człowieka, który teraz otrzymuje na Twitterze pogróżki do fanów zespołu z White Hart Lane.

Lekcje wyjątkowego nauczyciela

O tym, że Andre Villas-Boas jest "wielkim" menedżerem, przekonywał dziś z Madrytu Gareth Bale, komplementujący dawnego szefa w telewizyjnym wywiadzie. Młody Portugalczyk miał się od kogo uczyć: najpierw zetknął się z Bobbym Robsonem, potem przez lata pracował w sztabie szkoleniowym Jose Mourinho. Z pewnością w tym czasie nauczył się mnóstwa rzeczy, ale jednej nadal nie potrafi. "Wyjątkowy" (kiedy zaczynał pracę w Chelsea, Mourinho mówił o sobie "Special One") takie starcia z dziennikarzami potrafił prowokować świadomie, żeby uczynić z własnego klubu oblężoną twierdzę i dodatkowo zintegrować jej załogę. Villas-Boas, mimo pozornego opanowania, po prostu stracił nad sobą kontrolę. Na miejscu Neila Ashtona zamiast przekręcać cytaty zapytałbym po prostu, odwołując się np. do słynnych słów sir Aleksa Fergusona, czy człowiek, który nie umie się kontrolować, może kontrolować mechanizm tak skomplikowany jak klub sportowy.

O Villas-Boasu w czasach Chelsea mówiono, że po przegranym meczu i przygotowując się do następnego, zwykł sypiać w ośrodku treningowym. Gdyby miał prostować wszystkie brednie, które ukazują się na temat jego klubu w mediach, transferowych plotek, podkręconych "newsów" itd., musiałby przestać sypiać w ogóle.

Więcej o:
Komentarze (5)
Michał Okoński: Media nie wstydzą się nigdy. Trener Tottenhamu tej wojny nie wygra
Zaloguj się
  • poldis

    Oceniono 70 razy 62

    Dziennikarze wszelkiej maści to w większości mendy skupione tylko i wyłącznie na tym jak sprzedać swoją opowieść (nie fakty) z jak największym hukiem. Odpowiadając za trenera śmiem twierdzić, że z dużą łatwością trener z takim doświadczeniem może prowadzić klub jeśli NIE OTACZA się takimi hienami jak ten dziennikarz. Ja na jego miejscu wyprosiłbym go z konferencji.

  • alp61

    Oceniono 10 razy 10

    Niby dość obiektywny opis sytuacji, tylko dlaczego to trener ma się zmieniać, udawać, że deszcz pada kiedy na niego plują, a nie nazwać po imieniu to co robi i kim jest dziennikarz. Zwłaszcza, że to nie pojedynczy przypadek, ale zjawisko w mediach powszechne. Kłamstwo, pomówienie, zniesławiająca plotka to codzienne zjawisko w mediach.
    Dlaczego w trosce o własną opinię uczciwi dziennikarze, którzy przecież są, nie nazwą po imieniu tej cynicznej gry w kasę swojego kolegi i nie pozbywają się ze swojego grona takiej zwykłej medialnej ... To się może zdarzyć w każdej rodzinie, ale jeżeli rodzina to toleruje i z tego procederu żyje, to staje się taka sama i traci szacunek.

  • starypryk79

    Oceniono 15 razy 9

    " poza garstką zafasynowanych taktyką hipsterów".

    Hipsterów? To hipsterzy fascynują się futbolową taktyką? Czego to się człowiek nie dowie z "porannej gazety"...

  • bogus1200

    Oceniono 12 razy 4

    A u Nas nawet nie można odpowiadać przedstawicielom jednego z tabloidów, gdyż zostanie się oskarżonym o antysemityzm

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX