Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja GazetaZabrze. O piłkę walczą w powietrzu Adam Banaś i Paweł Grocholski
Zawodnicy i kibice zaczną drżeć o miejsce w pierwszej lidze, a trener Adam Topolki o zachowanie posady w GKP - takie mogą być skutki złego wyniku w sobotnim meczu gorzowian z Górnikiem Łęczna.
Przede wszystkim brakuje nam dwóch "oczek" ze spotkania ze Zniczem Pruszków, które mimo dobrej gry zremisowaliśmy 2:2. Z Górnikiem w Zabrzu też walczyliśmy, przegraliśmy 0:1, ale akurat ten mecz mieliśmy prawo spisać na straty. Taki sobie start na wiosnę spowodował, że nad strefą spadkową mamy już tylko 5 pkt przewagi. I za rywala Łęczną, która jest jeszcze za nami (13. miejsce, punkt mniej). Pod wodzą Wojciecha Stawowego zespół miał walczyć o ekstraklasę, a tutaj znanego szkoleniowca już dawno w Górniku nie ma i pozycja w tabeli powoduje u klubowych włodarzy ciarki na plecach. - Oglądałem naszych najbliższych przeciwników w przegranym 1:3 spotkaniu z Wisłą w Płocku i uczulam graczy, że czeka nas ciężka przeprawa - opowiadał trener GKP Adam Topolski. - Choć była porażka to piłkarze z Łęcznej stworzyli tam naprawdę wiele sytuacji. Mają budzący respekt skład, wielu doświadczonych graczy, a z przodu Nakoulmę z Burkina Faso, o którego pyta się wiele klubów ekstraklasy.
Na sobotnie spotkanie - początek o godz. 15 na stadionie przy ul. Olimpijskiej - wracają pomocnicy Brain Obem i Artur Andruszczak. - Bardzo liczę na ich wysoką dyspozycję oraz doświadczenie - przyznał Topolski. - Gdybyśmy mogli z nich skorzystać w gorących momentach w Zabrzu to być może cieszylibyśmy się z fajnej punktowej zdobyczy. Teraz koniecznie trzeba ograć Łęczną, aby odgonić spadkowe koszmary. Będzie piękna pogoda, pewnie dużo kibiców i do tego musimy dołożyć ładną grę, co najmniej dwa gole i nasze zwycięstwo.
Ładną grę, czytaj: ofensywną. Na pewno w GKP znów zobaczymy minimum trzech napastników. Jeszcze nie wiadomo jakich. O skład bardzo mocno walczy m.in. Adam Czerkas i kto wie, czy w sobotę nie pojawi się na boisku od pierwszej minuty. - Cały czas powinniśmy równać do najlepszych, a ci po pierwsze chcą stworzyć widowisko, grać do przodu, a po drugie są uniwersalni, sprawdzają się w ataku i obronie - zakończył gorzowski szkoleniowiec. - Na taki styl postawiliśmy u nas i jak widać wcale nie tracimy wielu bramek, tylko musimy zachować zimną krew w polu karnym rywala. Odnaleźć luz i prawidłowe zachowania ze sparingów, gdzie trafiliśmy seryjnie.