Rozmowa z Łukaszem Gikiewiczem*
Jerzy Walczyk: To prawda, że zastanawia się Pan nad odejściem z ŁKS-u?
Łukasz Gikiewicz: Nie ukrywam, że otrzymałem bardzo atrakcyjną ofertę z Górnika. Poza tym pytało o mnie kilka klubów z ekstraklasy i pierwszej ligi.
Kiedy podejmie Pan decyzję o ewentualnym transferze?
- O swoim losie zadecyduję po 1 grudnia, taką mam umowę z trenerem Grzegorzem Wesołowskim. Przy okazji chciałbym zdementować plotki, że mógłbym przejść do Widzewa. Ani mój menedżer, ani ja nie rozmawialiśmy z tym klubem.
Oferta z Górnika naprawdę jest aż tak kusząca?
- Proszę mi wierzyć, że jest naprawdę doskonała. Działacze z Łęcznej codziennie do mnie dzwonią. Słyszą, że muszą poczekać do końca listopada. Władze Łodzi zapowiedziały, że do tego dnia zostanie ujawniona nazwa firmy, która zostanie nowym właścicielem klubu.
A jeżeli tak się nie stanie?
- Nie dopuszczam do siebie czarnego scenariusza. Trener Wesołowski poprosił, abym poczekał spokojnie jeszcze kilka dni. Zapewnił, że do końca listopada otrzymam na pewno informację o mojej przyszłości.
Chce Pan odejść, choć ma Pan ważny kontrakt z ŁKS-em?
- Podpisałem umowę do czerwca 2010 roku, dlatego o moim odejściu będzie musiał zdecydować klub.
Nie powinien to być problem, bo ŁKS nie płaci od ponad trzech miesięcy.
- Myślę, że każdy z nas może rozwiązać kontrakt. Od momentu przyjścia do ŁKS-u nie otrzymałem żadnych pieniędzy. Nie jest tajemnicą, że długi wobec nas są ogromne, dlatego bez problemu możemy poprosić PZPN o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Zapewniam jednak, że teraz nikt o tym nie myśli, bo mamy nadzieję, że lada dzień pojawi się zapowiadany przez władze miasta inwestor. Za pozostaniem przemawiają też wyniki w lidze. Awans jest w zasięgu ręki.
ŁKS mógłby zarobić na Pańskim odejściu.
- ŁKS mógłby liczyć na sporą sumę odstępnego, ale o tym zadecydujemy wspólnie z działaczami i trenerem za tydzień.