Michał Pol: Bayern stracił w tym sezonie Bundesligi tylko 17 goli i jest bliski pobicia rekordu Werderu, który w sezonie 1987-88 stracił tylko 22 bramki. Franz Beckenbauer mówi, że wraz z Martinem Demichelisem tworzy Pan parę najlepszych środkowych obrońców świata, z którymi może równać się tylko duet Rio Ferdinand - Niemanja Vidić... Lucio: - To zawsze miłe, kiedy twój szef ma tak dobrą opinię na twój temat. Nie jestem człowiekiem, który przywiązuje uwagę do cyfr i statystyk. Liczy się tylko to, że dzięki naszej grze Bayern wciąż ma szanse na trzy trofea w tym sezonie. Jedno już mamy - Puchar Niemiec, a odzyskanie mistrzostwa jest na wyciągnięcie ręki. Po latach tylko trofea zostaną.
A Oliver Kahn powiedział, że jesteście najlepszą para obrońców jaka kiedykolwiek grała przed nim w całej jego karierze... - Bardzo się cieszę, że wszystkim nam udało się osiągnąć tak dobra formę w tym sezonie. Zwłaszcza, że to ostatni sezon w karierze Oli'ego. Z Martinem świetnie się rozumiemy, choć on jest Argentyńczykiem, a ja Brazylijczykiem. Obaj tak samo kochamy wygrywać. Obaj gramy już tyle lat w Bundeslidze, że udało nam się połączyć południowoamerykańską technikę i energię z niemiecką dyscypliną. Tylko ci Latynosi, którym się to udaje, odnoszą sukcesy w Niemczech.
Czy to jest trochę tak, że staracie się w tym sezonie wyjątkowo, żeby Kahn mógł godnie zakończyć karierę? - Myślę, że każdy z nas chce coś osiągnąć w futbolu. Każdy zawodnik Bayernu ma swoją dużą ambicję i nie potrzebuje cudzej motywacji. Po tym jak zawiedliśmy w ostatnim sezonie (czwarte miejsce w tabeli nie dało prawa gry w Lidze Mistrzów - red.) ważne było, żeby odzyskać tytuł. A Kahnowi zależy na wygrywaniu zawsze tak samo w każdym sezonie. Nie inaczej jest teraz. Po meczu z Zenitem motywował nas w szatni do walki. Wołał, że trzeba zrobić wszystko, że musimy pojechać na finał do Manchesteru. Ale przecież każdy z nas chce tego samego co on.
Pana samobójcza bramka w meczu z Zenitem St. Petersburg podarowała Rosjanom remis 1:1. Teraz to oni będą faworytem w rewanżu. Zapatrzył się Pan na Johna Arne Riise, który zrobił to samo we wtorkowym półfinale Ligi Mistrzów Liverpool - Chelsea? - To nie jest dla mnie dobry temat do żartów. Czułem się po tej bramce fatalnie, choć przecież nie chciałem jej strzelić. Ale zniweczyłem
pracę kolegów. Starałem się jak mogłem to naprawić, ale się nie udało, choć raz byłem blisko. Prawie przez to nie spałem w nocy.
Bayern mógł zostać mistrzem Niemiec już w w tej kolejce. Czy to dobrze, że sprawa odwlekła się do przyszłego tygodnia już po rewanżowym meczu z Zenitem? - Każdy moment jest dobry, żeby wywalczyć mistrzostwo Niemiec. To dla nas najważniejszy punkt sezonu. Nie ma obawy, że radość z tytułu przeszkodziłaby nam w koncentracji na Pucharze
UEFA. Wszyscy jesteśmy profesjonalistami.
W ubiegłym tygodniu Brazylijczyk Roger Guerreiro otrzymał w ekspresowym tempie polskie obywatelstwo, dzięki czemu będzie mógł wystąpić w reprezentacji Polski na Euro 2008. Co o tym sądzi kapitan reprezentacji Brazylii? - To normalna sytuacja i specjalnie mnie nie dziwi. Nie ma dziś chyba na świecie kraju, w którym nie występowaliby brazylijscy piłkarze, bo cały świat zdaje sobie sprawę z ich talentu. W Bundeslidze chyba tylko jeden klub nie zatrudnia Brazylijczyka. Po prostu moi rodacy umieją grać w piłkę.
Ale mówimy o reprezentacji narodowej, a nie klubach. Roger wystąpi w czerwcu na mistrzostwach Europy. - Jeśli wam, Polakom taka sytuacja nie przeszkadza to dlaczego ma przeszkadzać mnie? Takie są przepisy. Nie znam Rogera, ale jeśli mieszka w waszym kraju, zżył się z nim i otrzymał obywatelstwo, to Bóg z nim. Życzę mu wszystkiego dobrego. Sam chciałbym wystąpić na mistrzostwach Europy.
[Rzecznik Bayernu, Markus Hoerwick, który przysłuchiwał się rozmowie: - Lucio chciał wystąpić w reprezentacji Austrii, bo zna język. Ale okazało się, że nie można reprezentować dwóch krajów (śmiech)...]
Brazylia wydaje co roku tyle piłkarskich talentów, że właściwie na mistrzostwach świata można by wystawić 32 drużyny złożone z samych Brazylijczyków, a poziom turnieju pewnie byłby większy niż zazwyczaj. - Do takiej sytuacji jeszcze chyba daleka droga. Ale to prawda, że talentów mamy w Brazylii tysiące, a reprezentacja tylko jedna, a w niej liczba miejsc ograniczona. Dlatego rozumiem to jeśli jakiś Brazylijczyk odnajdzie swoje szczęście gdzieś w świecie.