Sport.pl

Derby Trójmiasta. Na razie 3:0 dla Lechii

Maciej Korolczuk, Łukasz Pałucha
2009-11-24 , aktualizacja: 24.11.2009 19:17
A A A Drukuj
Fot. Damian Kramski / Agencja Ga
W środę czwarte w ekstraklasie derby Trójmiasta Arka Gdynia - Lechia Gdańsk. Zapowiadają się porywająco, bo remis nikogo nie zadowoli - obu drużynom opłaca się zagrać o wygraną

Fot. Dominik Werner / Agencja Ga Fot. Dominik Werner / Agencja Ga
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencj
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencj
Historia derbowych meczów Arki z Lechią w ekstraklasie jest krótka i jednostronna. W ciągu roku drużyny grały trzykrotnie i za każdym razem triumfowali biało-zieloni. Jeszcze w 2008 r. wygrali 1:0 w Gdyni, w tym roku dwukrotnie pokonali w Gdańsku Arkę 2:1. Lechia jest wyżej w tabeli, ale Arka - po słabym początku - jest na fali wznoszącej.

W Arce jedyne znaki zapytania dotyczą obsady lewej obrony i prawej strony drugiej linii. Nadal niepewny jest występ Wojciecha Wilczyńskiego (uraz uda), który nieoczekiwanie stał się jednym z pewniaków trenera Dariusza Pasieki. Miała na to wpływ nie tylko piękna bramka strzelona ostatnio Piastowi Gliwice, ale przede wszystkim równa forma w poprzednich spotkaniach. Niebagatelne znaczenie ma też fakt, że młody obrońca, grający ostatnio w drugiej linii, nie zawiódł Pasieki ani razu. W ekstraklasie zagrał w tym sezonie czterokrotnie. Pasieka postawił na niego dopiero w 10. kolejce w Kielcach (ostatnie pół godziny), ale to wystarczyło, by został w składzie na dłużej. Jego obecność w meczowej kadrze wyjaśni się kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego Marcina Borskiego z Warszawy. Szkoleniowiec Arki coraz odważniej stawia zresztą na młodzież. Z Lechią oprócz Wilczyńskiego zagra także Mateusz Siebert, Przemysław Trytko oraz Marcin Budziński. Aby w składzie zmieścił się ten ostatni, na ławkę może wrócić Tomasz Sokołowski, a wtedy na lewej obronie zagrałby Wilczyński. W drużynie żółto-niebieskich obok kontuzjowanych od dłuższego czasu Roberta Bednarka i Bartosza Karwana zabraknie też Michała Płotki.

W poprzednim sezonie zwycięstwo w Gdyni aż do ostatniej kolejki pozostawało jedynym wyjazdowym triumfem Lechii. W obecnych rozgrywkach gdańszczanie lepiej radzą sobie jednak poza domem. Podobnie jest jednak z Arką, która na Olimpijskiej wygrała tylko raz - z Odrą. Statystyki wskazują na Lechię, ale że wyświechtane powiedzenie, iż derby rządzą się swoimi prawami sprawdziło się w niedzielę w Sosnowcu (Cracovia wygrała z Wisłą), śmiało można uznać, że trójmiejskie derby nie mają faworyta.

Dla Lechii derby będą idealną okazją na rehabilitację za ostatnią porażkę z GKS Bełchatów. Gdańszczanie muszą jednak zmienić w swojej grze... wszystko. W sobotę sił i determinacji starczyło im na pół godziny, słabo spisała się defensywa, pomocnicy nie podawali celnie do napastników, a ci - cofając się po piłkę - przeważnie się gubili. Lechia nie była kolektywem, który wcześniej stworzył trener Tomasz Kafarski. W porównaniu z meczem z GKS w meczowej osiemnastce Lechii nastąpiła tylko jedna zmiana - Paweł Nowak zastąpił Marko Bajić. - Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważny jest ten mecz dla kibiców. Będziemy walczyć do ostatnich sił o zwycięstwo, nie możemy zawieść - mówi Tomasz Dawidowski, który w barwach Lechii wygrał wyjazdowe derby z Arką w sezonie 1997/98. Mecz rozegrany został jeszcze na stadionie przy ul. Ejsmonda, a Lechia wygrała 2:1.

Prawdopodobny skład Arki: Bledzewski - Kowalski, Szmatiuk, Siebert, Wilczyński (Sokołowski) - Budziński (Wilczyński), Mrowiec, Ława, Ljubenov - Sakaliev, Trytko. Prawdopodobny skład Lechii: Kapsa - Rogalski, Wołąkiewicz, Kożans (Cvirik), Kaczmarek - Surma, Piątek, Pietrowski (Nowak) - Lukjanovs, Buzała, Zabłocki.



Sonda - kto wygra derby?

Dawid Nowak, napastnik GKS Bełchatów: Stawiam na zwycięstwo Arki. Grałem ostatnio przeciwko obu drużynom [strzelił po golu Arce i Lechii] i lepsze wrażenie zrobiła na mnie Arka, mimo że grała na naszym boisku. Zespół z Gdyni przegrał trzy razy z rzędu z Lechią i teraz weźmie rewanż.

Tomasz Brzyski, obrońca Ruchu Chorzów: Wynik derbów zawsze ciężko przewidzieć, zwłaszcza jeśli zagrają drużyny o podobnym potencjale. Zadecyduje atut własnego boiska i wygrają gdynianie.

Tomasz Frankowski, napastnik Jagiellonii Białystok: Obie drużyny są naszymi rywalami w walce o utrzymanie w lidze, więc najkorzystniejszym wynikiem byłby dla mnie remis. Arka i Lechia na tym nie stracą, a mogą pomóc innym...

Paweł Sobolewski, pomocnik Korony Kielce: Wygra Arka, nie tylko dlatego, że gra u siebie. Kiedy trenera Marka Chojnackiego zastąpił Dariusz Pasieka, gra drużyny z Gdyni znacznie się poprawiła.

Bartosz Bosacki, obrońca Lecha Poznań: Po meczu Wisła - Cracovia utwierdziłem się w przekonaniu, że wynik derbów ciężko jest przewidzieć. W derbach Trójmiasta emocji nie zabraknie, a minimalnie większe szanse ma Arka.



Komentarz Grzegorza Kubickiego: Remis? Nie!

Już się cieszę na wielkie derby. Pełne otwartej gry, sytuacji podbramkowych, no i goli. Dlaczego się tego spodziewam? Bo obie drużyny zagrają o zwycięstwo.

Wygrana Lechii (plus zwycięstwo w ostatnim w tym roku meczu z Cracovią) zapewni jej komfort i spokojny sen zimowy. Drużyna z Gdańska miałaby wtedy 25 pkt i już przed rundą wiosenną utrzymanie byłoby na wyciągnięcie ręki. W poprzednim sezonie już 30 pkt dawało bowiem pozostanie w lidze.

Wygrana Arki sprawi, że drużyna z Gdyni będzie się mogła poczuć tak, jak teraz Lechia, czyli w miarę bezpiecznie. Zbliży się do lokalnego rywala na dwa punkty, a w weekend mogłaby go nawet wyprzedzić (jeśli Arka wygra u siebie ze Śląskiem, a Lechia przegra w Białymstoku). Wygrać derby i zaraz potem być wyżej w tabeli - bezcenne.

Tylko remis sprawi, że obie drużyny będą smutne.



Komentarz Macieja Korolczuka: Luz czy koncentracja

W Gdyni zdają sobie sprawę, że właśnie nadarzyła się niepowtarzalna okazja przełamania się w spotkaniach z Lechią (po trzech porażkach). Arka małymi krokami pnie się w górę tabeli, jej gra nie przyprawia już o zawroty głowy, dopisuje jej też szczęście, które w trudnych momentach może być kluczową sprawą. Z kolei biało-zieloni złapali wyraźnie zadyszkę. Piorunujący początek rozgrywek piłkarzom Tomasza Kafarskiego zaczął się odbijać czkawką, na którą szkoleniowiec nie może ostatnio znaleźć skutecznej recepty.

Na boisku różnic w umiejętnościach piłkarskich nie będzie. Obie drużyny stylem gry nie powalają, a wirtuozerii nie ma nawet w dawkach homeopatycznych. Dlatego o wygranej zadecydują trenerzy.

Kafarski sprawia wrażenie, jakby derby rozgrywał od kilku dni. Wycofany, ze wzrokiem utkwionym w ziemię, skoncentrowany do granic możliwości. Po drugiej stronie jest wyluzowany Pasieka, jakby nie zdający sobie sprawy z rangi meczu. Pierwszy z nich smak zwycięstwa w derbach Trójmiasta poznał już dwukrotnie, drugi wie tylko, z czym się je zwykłe ligowe punkty. Czy skrajnie różne zachowanie szkoleniowców może dać odpowiedź, jak będzie wyglądało spotkanie derbowe? Może. Dystans Pasieki szybciej da mu zimne spojrzenie, niż spiętemu i przekonanemu o swojej racji Kafarskiemu.

Poprzednie derby stały pod znakiem wielkiej niewiadomej. Z obozu Lechii straszono wielkim Ivansem Lukjanovsem, Arka odgryzała się Tadasem Labukasem. Do dziś obaj pozostają bez bramki w ekstraklasie, Litwin trafił nawet na ławkę rezerwowych. Środowy mecz jest dla nich najlepszą z możliwych okazją do przełamania.

Podziel się