Więcej o derbach Krakowa na krakow.sport.pl Trener Robert Maaskant po piątkowym treningu krakowian nie przypominał siebie. Na ogół zagaduje dziennikarzy, żartuje i wita się z wszystkimi pracownikami klubu, ale wczoraj wolnym krokiem przeszedł przez korytarz, bez uśmiechu rzucając krótkie "hello". Trochę lepiej wyglądał na konferencji prasowej, ale w dobrych humorze utrzymuje go tylko wrodzony optymizm.
Pozycja Holendra w klubie jest bardzo słaba: nie awansował do Ligi Mistrzów, żegna się z Ligą Europy, w ekstraklasie zajmuje czwarte miejsce, a jego zespół gra kiepsko. - Czy muszę wygrać derby, by utrzymać posadę? Zawsze muszę zwyciężać. Taka moja praca - przyznał po czwartkowej porażce z Fulham w Londynie.
Wilk: - Temat dotyczący zmiany trenera w ogóle nie chodzi nam po głowie, jest poza nami. Znamy rangę derbów i musimy je wygrać. Innego wyjścia nie widzę.
Brak zaproszeń, noże i świńskie łby 5 listopada 2010 r. Wisła ma za sobą fatalną serię (jedna wygrana w siedmiu meczach) i kolejne spotkanie gra po drugiej stronie krakowskich Błoń. Maaskant pierwszy raz od czasu przyjazdu do Polski musi odpowiadać na pytania dotyczące ewentualnego zwolnienia, a wszyscy w klubie zastanawiają się, czy inwestycja w Holendrów nie była strzałem w stopę. Wisła znowu gra słabo, ale w ostatniej minucie ratuje ją Nourdin Boukhari, który tą bramką uchronił się przed zesłaniem do panteonu najsłabszych transferów Wisły w ostatnich latach. Bogusław Cupiał triumfuje i daje Maaskantowi dalej pracować. - Tamto spotkania było przełomowe - mówi kilka dni po zdobyciu mistrzostwa trener Wisły.
Dokładnie rok i dzień później Maaskant liczy na identyczne rozwiązanie, bo dla właściciela klubu derby to rzecz święta. Cupiał podchodzi do nich bardziej jak kibic, a nie szef klubu. - Ten mecz ma dla niego ogromne znaczenie - przyznaje jeden z byłych pracowników Wisły. Dlatego po przegranej z Cracovią Cupiał może przekreślić trenera, ale w razie zwycięstwa dać mu kolejny kredyt zaufania.
Z rywalką zza Błoń od lat nie jest mu po drodze i m.in. z tego powodu nigdy nie zaprosił do swojej loży Janusza Filipiaka, tylko sadzał go niżej między fanami opatulonymi w szaliki Wisły. Innym razem prezes Cracovii poprosił Wisłę o więcej zaproszeń dla gości z Niemiec, ale ich nie otrzymał (choć loża świeciła pustkami). W efekcie Filipiak na derby w ogóle nie przyjechał.
Ale Cupiał także nie bywa na stadionie Cracovii i nie można mu się dziwić. Jeszcze kilka lat temu piłkarze mistrza Polski przy Kałuży byli witani nożami i świńskim łbem, płonęły setki ich szalików, a spiker gimnastykował język, byle tylko nie wypowiedzieć nazwy "Wisła". Dlatego też po ostatniej wygranej część wiślaków nie świętowała na murawie, tylko szybko schowała się w szatni. - Ale tam feta była wielka. Gdy wygrywasz na stadionie Cracovii, i to po golu w ostatniej minucie, to nie możesz być smutny. Przydałoby się ten moment powtórzyć w niedzielę - przyznaje Wilk.
Wiele wskazuje, że wariant z porażką jeszcze przy Reymonta nie jest rozkładany na części pierwsze, co nie oznacza, że Maaskant może spać spokojnie. Pierwsze podsumowanie jego pracy miało nastąpić po zakończeniu rundy, ale ewentualna rozmowa z prezesem Bogdanem Basałajem i dyrektorem sportowym Stanem Valcksem miała dotyczyć przedłużenie wygasającej z końcem sezonu umowy, a nie wcześniejszego rozwiązania kontraktu. Według wstępnych założeń Holender miał być bowiem chroniony do czasu, kiedy jego zespół będzie się trzymał w czołówce, a jak na razie do pierwszego Śląska
Wrocław traci cztery punkty.
Inna sprawa, że Maaskant ma na swoją obronę mocny argument, czyli kontuzje Radosława Sobolewskiego, Maora Meliksona i Patryka Małeckiego, a do niedawna także Cwetana Genkowa. Oprócz nich leczą się także Gordan Bunoza, Rafał Boguski i Tomas Jirsak (być może na Cracovię będzie gotowy). Bez nich Wisła kuleje równie mocno jak np. Legia bez Miroslava Radovicia i Danila Ljubolji czy
Lech Poznań bez Atrjoma Rudniewa i Semira Sztilicia. - Pod względem kadrowym nie jest łatwo, ale muszę pracować z tymi zawodnikami, których mam. Może i są zmęczeni, ale takie jest życie piłkarza - podkreśla Maaskant.
Jest wszystko i ostatnie miejsce Jeśli jednak Wisła jest w dołku, to Cracovia w kryzys wpadła po same uszy. Klub ma stabilnego właściciela,
budżet pozwalający grać o górną część tabeli i zawodników, których nazwiska coś w polskiej lidze znaczą lub znaczyły (np.
Andrzej Niedzielan, Arkadiusz Radomski, Saidi Ntibazonkiza). Mimo tego ostatnie trzy sezony zespół rozbijał się po dole tabeli i niemal do ostatniej kolejki walczył o utrzymanie lub zostawał w lidze dzięki problemom rywali (nie przyznanie licencji ŁKS-owi). - Mają ma niezłą drużynę, znam ich kilku zawodników z Holandii. Dziwię się, że są tak nisko w tabeli. O zwycięstwo na pewno łatwo nie będzie - przyznaje Maaskant.
Dariusz Pasieka, trenera Cracovii: - Z dnia na dzień derbowa gorączka jest coraz większa. Zrobimy wszystko, by wygrać. To dałoby nam pozytywnego kopa Ale nie chcę nadmuchiwać balonika, by nie wywierać na zawodnikach niepotrzebnej presji.