Trener Lechii Tomasz Kafarski w porównaniu z ostatnim meczem z Podbeskidziem przeprowadził w zespole małą rewolucję. W pierwszej jedenastce dokonał aż pięciu zmian, a największemu przemeblowaniu uległa linia obrony. Na środek wrócił Krzysztof Bąk, a Rafał Janicki i Marcin Pietrowski po raz pierwszy w życiu zagrali na nowych pozycjach - odpowiednio prawej i lewej obronie. Na dodatek w bramce debiutował w meczu ligowym najmłodszy bramkarz ekstraklasy 18-letni Wojciech Pawłowski. I gdyby nie jego interwencje ten defensywny eksperyment zakończyłby się kompletnym fiaskiem już po pół godzinie
gry, bo obrona Lechii była dziurawa jak sito. Katem gospodarzy mógł być były piłkarz Lechii Buzała, który dwukrotnie znalazł się w sytuacji sam na sam z Pawłowskim - najpierw po pięknej kombinacji z Tomaszem Wróblem, a potem po świetnym prostopadłym podaniu Grzegorza Barana. Jednak w obu przypadkach "Buzi" pokazał to z czego znany był w Lechii - z równą łatwością przychodzi mu dochodzenie do dogodnych sytuacji strzeleckich, jak i koncertowe ich partolenie. Tak było i tym razem, choć trzeba przyznać, że swoje zasługi miał też Pawłowski, który do końca ze spokojem czekał na strzały napastnika Bełchatowa. I oba obronił.
Jednak prawdziwy popis nieskuteczności pod bramką rywala dali w pierwszej połowie lechiści. Najpierw w 23. minucie po wrzutce aktywnego Tomasza Dawidowskiego i zgraniu Janickiego, z ośmiu metrów w bramkę nie trafił Bąk. W 36. minucie obrońcę Lechii przebił Josip Tadić. Chorwat po fatalnym błędzie Mate Lacicia przez pół boiska biegł na spotkanie z bramkarzem GKS Łukaszem Sapelą i kiedy wydawało się, że bramka paść musi Tadić trafił z bliska w słupek! Dobitkę Łukasza Surmy zatrzymał ofiarnie interweniujący Maciej Szmatiukm, a piłkarze Lechii i trener Kafarski mogli tylko złapać się za głowy.
Po przerwie festiwal nieporadności kontynuował Buzała, który po kolejnym świetnym podaniu Wróbla, znów przegrał z Pawłowskim pojedynek sam na sam. Tego było już za wiele dla trenera gości Kamila Kieresia i po chwili miejsce "Buziego" zajął na boisku Marcin Żewłakow. Po zejściu Buzały goście wciąż stwarzali dogodne sytuacje do zdobycia gola, ale tym razem pomocną dłoń podał piłkarzom Lechii sędzia meczu Wojciech Krztoń. W 63 minucie Pietrowski ewidentnie sfaulował w polu karnym Wróbla, jednak gwizdek arbitra milczał. Za chwilę groźnie strzelał Żewłakow i znów ładną interwencją popisał się Pawłowski. A Lechia? A Lechia stała i czekała na uśmiech losu. Po niezłej pierwszej połowie, w drugich 45 minutach biało-zieloni znów grali dramatycznie źle. Wolno, niedokładnie, bez ambicji i bez sensu. Co prawda w końcówce piłka po strzale Ivansa Lukjanovsa i niepewnej interwencji Sapeli trafiła w słupek, ale to był tylko strzał rozpaczy. Rozpaczy tysięcy kibiców, którzy pożegnali swój zespół przeraźliwymi gwizdami.
Lechia Gdańsk - GKS Bełchatów 0:0. Lechia: Pawłowski
Ż - Janicki, Bąk
Ż, Vucko, Pietrowski - Benson (46. Lukjanovs), Surma, Nowak (76. Traore), Wiśniewski (63. Machaj) - Tadić, Dawidowski.
GKS: Sapela - Tanevski, Szmatiuk, Lacić, Popek (8. Modelski) - Wróbel, Baran, Fonfara, Bożok (83. Sawala), Kosowski - Buzała
Ż (58. Żewłakow).
Sędzia: Wojciech Krztoń (
Olsztyn).
Widzów: 17 313.
Euro 2012. Gniewino już gotowe, czeka na Iniestę i Xaviego [ZDJĘCIA]