Kiedy G±siński przyszedł zim± do Cracovii, na pytanie kto będzie odkryciem rundy stwierdził: - Mam nadzieję, że ja. Tak się nie stało, bo przegrał rywalizację z Wojciechem Kaczmarkiem. I okazało się, że trener Szatałow dobrze wybrał, bo bramkarz nie zawalał goli, a był jednym z tych, którzy pomogli klubowi utrzymać się w ekstraklasie.
Może szkoleniowiec doszedł do wniosku, że skoro w tym sezonie siedem razy zmieniał zestawienie linii obrony i nic to nie dało, to może pora dać szansę G±sińskiemu. Je¶li tak się stanie, to będzie pierwszy jego pierwszy mecz w ekstraklasie od przyj¶cia do Cracovii.
Jarosław K. Kowal: Po dobrej grze i obronionym rzucie karnym liczy pan na występ przeciwko Górnikowi Zabrze w sobotę?
Szymon G±siński: Tak.
Rozmawiał pan o tym z trenerem?
- Pomidor.
Czyli?
- Trener Szatałow to poważny człowiek. Obiecał, że je¶li zachowam czyste konto, to będę bronił. Nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Czy dołożyłem cegiełkę do zwycięstwa? Nie będę fałszywie skromny i nie powiem, że nie. Po rzucie karnym akcje poszły w górę.
To zwycięstwo was podbuduje?
- Martwi mnie słabsza gra w końcówce, kiedy niepotrzebnie straciłem trochę nerwów. Mimo to musimy docenić tę wygran±. Widziałem, jak bardzo byli¶my zmotywowani przed spotkaniem. Zależało nam, by wygrać dla trenera. Nie da się ukryć, że był to mecz ze smaczkiem. Przed jego pocz±tkiem krzesło szkoleniowca paliło się z naszej winy, nie z jego.
Defensywa znów zagrała niepewnie.
- Faktycznie, było parę nieporozumień. Każdy mecz gramy w innym ustawieniu, ale nie możemy tłumaczyć się w ten sposób. Może nie czepiajmy się obrony, skoro nie stracili¶my gola. U¶miechnijmy się i my¶lmy pozytywnie. Je¶li w kolejnych meczach mobilizacja będzie podobna, to machina w końcu ruszy.