Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W Radomiu i Gorzowie kibole też biją piłkarzy

Grupa bandytów napadła w klubowym budynku na piłkarzy Radomiaka po przegranym meczu z Pogonią Siedlce. W Gorzowie Adrian Łuszkiewicz i Emil Drozdowicz, czołowi piłkarze pierwszoligowego GKP, też zostali zaatakowani przez chuliganów.
Sport.pl na Facebooku! Najświeższe informacje »

Prezes Radomiaka Mirosław Hernik twierdzi, że ucierpiało kilku zawodników. Obrońca, któremu złamano nos, wyjechał do rodzinnego miasta. Inni zawodnicy też się boją i nie chcą zeznawać na policji. Do zdarzenia doszło w niedzielę późnym wieczorem, gdy drużyna wróciła z Siedlec.

Grupa kiboli miała otoczyć zawodników w klubowym budynku i tam doszło do ich zastraszania, a następnie pobicia. Z naszych informacji wynika, że wcześniej ktoś wyłączył korki i nie było światła.

Radomska policja nie ma oficjalnego zgłoszenia o zajściu i pobiciu. - Piłkarze boją się zeznawać, a ja zastanawiam się, czy nie zrezygnować z prowadzenia klubu - mówi prezes Radomiaka. - Teraz zostali pobici piłkarze, a za tydzień to na mnie napadną. Jeśli kibice nie chcą Radomiaka, to go nie będzie - mówi szef Hernik. W środę ogłosi, czy wycofa Radomiaka z III ligi.

Komendant miejski Roman Jaśkiewicz informuje, że policjanci byli w poniedziałek w klubie. - Coś się zdarzyło, została naruszona nietykalność jednego z piłkarzy, ale nie mamy zgłoszenia od pokrzywdzonego. Jednak sprawy nie odpuszczamy. Przesyłamy akta do prokuratury, będziemy dążyć do tego, by to zdarzenie było traktowane jako przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego - mówi Jaśkiewicz.

Piłkarze pierwszoligowego klubu GKP wracali z Wodzisławia, gdzie niespodziewanie pokonali Odrę 3:1. Adrian Łuszkiewicz i Emil Drozdowicz mieli do domu już 200 m. Nie dało się nie zauważyć, że reprezentują GKP. Mają klubowe dresy, obwieszeni są dużymi torbami.

Łuszkiewicz: - Na jednym z balkonów grupa podpitych ludzi krzyknęła: "O ku..., piłkarzyki ze Stilonu". Odezwałem się do nich, chyba niepotrzebnie.

Po chwili grupa wyrostków pobiegła w stronę piłkarzy. Drozdowicz zdążył rzucić torby i uciec. Łuszkiewicz nie miał tyle szczęścia. Kilkunastu napastników powaliło piłkarza i kopała go tak mocno, że ma odbite nerki i boli go kręgosłup.

Starcie zaczęło się od słów: "Tacy, ku..., byliście cwani w piątek?! Teraz zobaczymy!". W piątek było otwarcie zmodernizowanego stadionu żużlowego i prezentacja drużyny. Na imprezie pojawili się jednak kibice Stilonu. Doszło do starcia zwaśnionych grup, ochrona użyła gazu.

Pobicie może być więc odpryskiem wojny chuliganów sympatyzujących z dwoma gorzowskimi klubami - Stalą i Stilonem (drużyna występuje pod nazwą GKP). Konflikt narasta od kilku miesięcy, czyli odkąd prezydent miasta Tadeusz Jędrzejczak znacznie obciął dotację dla wszystkich klubów. Ale dla żużla miasto wybudowało imponujący obiekt za 40 mln zł i kupiło turniej Grand Prix.

- Wszczęliśmy śledztwo z urzędu - wyjaśnia rzecznik prokuratury Dariusz Domarecki.

Trzecioligowe Orlęta Kielce miały gościć Unię Tarnów, ale w obawie przed kibolami gości przeniosły mecz... na boisko rywala. - Bandziorstwo wygrało - irytują się kibice.

Orlęta to LZS na obrzeżach Kielc, ze stadionem dla 500 osób i latami występów w ligach amatorskich. Historyczny sukces osiągnęły kilka miesięcy temu - awansował do trzeciej ligi małopolsko-świętokrzyskiej. Teraz zajmuje 16. miejsce i do bezpiecznego 13. traci jeden punkt.

Okazję do odrobienia strat miały w sobotę, ale szansa zmniejszyła się już przed meczem, bo zamiast grać w Kielcach, musiały drugi raz w sezonie jechać do Tarnowa. Przegrały 0:1. - Żałujemy, że nie mogliśmy grać na swoim boisku, bo od pięciu meczów byliśmy na nim niepokonani. Szkoda, ale bezpieczeństwo ludzi jest ważniejsze - mówi Krzysztof Dziubel, trener Orląt.

Mecz przeniesiono do Tarnowa, bo Orlęta obawiały się najazdu kiboli. - Mieliśmy sygnały, że może przyjechać większa ekipa Unii oraz zaprzyjaźniona z nimi Wisła Kraków - mówi jeden z członków Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Policja zapewnia, że z inicjatywą przeniesienia meczu wyszły Orlęta. - Poparliśmy ją, bo organizator poinformował, że stadion nie spełnia warunków technicznych, by przyjąć taką liczbę gości [spodziewano się około 250 przyjezdnych] - tłumaczy Grzegorz Dudek pełniący obowiązki rzecznika świętokrzyskiej policji.

- Nasz stadion nie jest przystosowany do przyjęcia tylu kibiców, nie mamy nawet tzw. klatki. Nasze mecze nie są imprezami masowymi. Musimy wpuścić każdego, kto kupi bilet - przyznaje Kundera.

Manuel Arboleda » - nielubiany mistrz prowokacji


Więcej o: