Piotr Jawor: Ile meczów Standardu pan obejrzał?
Andrzej Bahr: Wszystkie w tym roku [pięć - przyp. red.], a także spotkania w Lidze Europy. W niedzielę pierwszy raz widziałem ich na żywo. Sporo szczegółów i smaczków przekazał mi też Kazimierz Jagiełło [były dyrektor sportowy Polonii - przyp. red.], który wiele lat spędził w Belgii. Na żywo mecze Standardu oglądał również Edward Klejndinst [skaut Wisły - przyp. red.]. Jeszcze do żadnego starcia nie przygotowywaliśmy się tak skrupulatnie.
Przed meczem z Anderlechtem Jose Riga, trener Standardu, stwierdził, że w Belgii pogoda do gry jest nienormalna.- Bez przesady, podczas meczu były cztery stopnie mrozu. Można oczywiście mieć obiekcje co do boiska, bo przypomina klepisko. Piłka skakała, ale nie ma się tym co za bardzo przejmować. Nasza płyta wygląda trochę podobnie, ale w czwartek powinna być zielona.
Aleksander Kłak mówi: "Jak zawodnicy w Belgii widzą śnieg, to odechciewa im się biegać i psychicznie niemal wysiadają".- Też mamy zawodników z Hondurasu czy Kostaryki. Dla Osmana Chaveza pogoda jest jak na biegunie. To zawodowcy i dostosują się. Pogoda na pewno nie jest tak zła, by mogła wypaczyć wynik meczu.
Jak przyjęli pana działacze Standardu?- Są wypracowane pewne standardy i zostały zachowane. Miałem bardzo dobre miejsce, możliwość wejścia do strefy VIP.
Jak wygląda organizacja klubu?- Przede wszystkim wrażenie robi publiczność. Atmosfera jest przytłaczająca i Anderlecht to odczuł. Można to porównać do trybun w Nikozji, gdzie fani Apoelu wywierają presję na rywalach. To duży plus dla gospodarzy, bo niesieni dopingiem są bardzo waleczni.
Jak prezentują się belgijscy kibice w porównaniu z fanami Wisły?- Jeśli chodzi o głośność, to jest podobnie, ale stadion jest inaczej zbudowany. Jest bardziej spójny, przypomina klatkę, w której jest zamknięty rywal. Trybuny są wysokie i trzypoziomowe. Ludzie siedzą na wysokości piątego czy szóstego piętra. Wydaje się, jakby wisieli nad bramką lub stali na linii. Anderlecht sobie jednak z tym poradził, bo golami można uciszyć każde trybuny.
Bramkę zdobył Mohammed Tchite, który wrócił po dwóch miesiącach leczenia kontuzji.- Nie byłem zaskoczony, że zagrał. Wiedziałem, że trenuje i pytaniem było, czy wystąpi z Anderlechtem, czy dopiero z nami. To doświadczony zawodnik, ale gra podobnie jak inny napastnik Standardu - Michy Batshuayi. Obaj są szybcy i niebezpieczni w grze jeden na jeden. Wielką bronią Standardu jest kontratak i na to musimy uważać. Tylko czekają na odpowiedni moment i już są pod bramką rywala.
Ale u siebie nie będzie się bronić?- W takich meczach nie można kalkulować. Znamy ich mocne i słabe strony. To nie jakaś fantastyczna drużyna, też popełniają błędy. Zapowiada się ciekawa i ostra konfrontacja. Grają technicznie i kombinacyjnie, w klasycznym ustawieniu 4-4-2. Są też bardzo agresywni. W każdym meczu dostają po dwie, trzy żółte kartki. To młody zespół, zawodnicy chcą coś udowodnić. Jeszcze niewiele osiągnęli, część nie sprawdziła się w dobrych klubach i szuka furtki, by się pokazać.
Wydaje się, że ich piętą achillesową są boczni obrońcy.- Defensywa nie jest bez wad, a pierwsza bramka z Anderlechtem zdecydowanie obciąża konto bramkarza. Prawy obrońca Reginal Goreux został przesunięty z pomocy, a na prawej gra młody Sebastien Pocognoli. Obrońcy często skracają pole gry oraz próbują łapać rywali na spalone, a to przy drugiej bramce wykorzystał Anderlecht. Taki jest ich styl, a tego na poszczególne mecze się nie zmienia. Ich główną siłą jest jednak ofensywa.