Po nieoczekiwanej, ale zasłużonej porażce na swoim boisku z Odense 1:3 - teoretycznie najsłabszym rywalem w grupie K - w czwartek wiślaków sprawdzą wicemistrzowie Holandii. W pierwszym spotkaniu zremisowali na wyjeździe z angielskim Fulham 1:1 i to świadczy o tym, jak ciężkie zadanie czeka wiślaków.
Trener Maaskant wrócił do ojczyzny po raz pierwszy, odkąd rok temu podjął pracę w Wiśle, więc na dobrym wyniku jego polskiej drużyny zależy mu szczególnie. Jeszcze miesiąc temu od fazy grupowej grupy Ligi Mistrzów dzieliło wiślaków zaledwie kilka minut, ale dziś z czterech ofensywnych zawodników z tamtych meczów został tylko jeden.
Pierwszego kontuzja wyeliminowała Cwetana Genkowa. W lidze w strzelaniu goli znakomicie zastępuje go jednak Izraelczyk David Biton. Strzelił siedem z dziewięciu bramek Wisły. Ale w pucharach nie trafił ani razu, z Odense nie wykorzystał idealnej okazji na 2:1.
W niedzielę urazów doznało kolejnych dwóch:
Maor Melikson i Patryk Małecki. Polaka zastąpi Serb Ivica Iliew - jedyny zdrowy piłkarz, na którego w wyjściowym składzie stawiał dotąd w pucharach Maaskant. Za Izraelczyka, który jest mózgiem i siłą napędową drużyny, zagra Tomas Jirsak lub Łukasz Garguła. Żaden z nich nie dorównuje umiejętnościami Meliksonowi.
Od czterech lat Czech ma tylko skromne argumenty, że 720 tys. euro na jego transfer były dobrze wydanymi pieniędzmi. Zaś Polak jeszcze ani razu nie pokazał, że zasługuje na pensję około 300 tys. euro rocznie. Maaskant postawi raczej na Jirsaka, który miewał dobre występy w pucharach, np. z Tottenhamem trzy lata temu. Garguła ma niewielkie doświadczenie, bo w Wiśle głównie leczył kolano. Na skrzydłach zagrają Iliew i Słoweniec Andraż Kirm.
Krakowianie pocieszają się, że w lidze odrobili straty i z dziesiątego miejsca, które zajmowali w sierpniu, awansowali na trzecie. Nad Legią mają trzy punkty przewagi.
- Mam nadzieję, że wszystkie błędy, które mieliśmy popełnić w tej rundzie, są już za nami - mówił wczoraj trener warszawian Maciej Skorża. Nawiązał do trzech kolejnych, wrześniowych, porażek: ze Śląskiem i z Podbeskidziem w lidze oraz faworytem grupy C PSV Eindhoven w Lidze Europejskiej. - Wreszcie mam zdrową drużynę. Poza Michałem Hubnikiem i Jakubem Koseckim wszyscy są do mojej dyspozycji. Po kontuzjach wrócili Michał Kucharczyk,
Ivica Vrdoljak i Manu - dodał trener.
W pierwszej kolejce zespół z Izraela przegrał u siebie z rumuńskim Dinamem Bukareszt 0:1, więc teoretycznie łatwiejszego rywala w grupie Legia nie znajdzie.
- Chcemy awansować, dlatego musimy wygrywać na swoim boisku. Sześć punktów u siebie to minimum, by myśleć o awansie, dziewięć byłoby ideałem - powiedział Skorża.
W przypadku Legii za słowami nie szły dotąd czyny. W tym sezonie z pięciu meczów przy Łazienkowskiej gospodarz tylko raz cieszył się z wygranej - w lidze z Górnikiem.
Remisy z Gaziantepsporem oraz Spartakiem
Moskwa w kwalifikacjach LE odebrano w
Warszawie jako sukces, ale wpadki w ekstraklasie spowodowały, że wróciły spekulacje o dymisji 39-letniego Skorży. Warszawska drużyna musi zacząć zwyciężać, bo za jego kadencji przegrała aż 14 z 37 meczów ligowych, czyli prawie 40 proc.
- Teraz zespół zaczyna coraz lepiej funkcjonować. Nie ma sensu w nim grzebać, trzeba tylko gdzieniegdzie użyć smaru, żeby poszczególne tryby zaczęły się kręcić jeszcze lepiej. Ligowe porażki siedzą w głowach, ale nie sparaliżują nas. Niedzielny mecz z Wisłą nie ma w tej chwili znaczenia, liczy się tylko Hapoel - mówił Skorża. - Rywale grają dobrze presingiem, lubią utrzymywać się przy piłce. Nie można im dać się rozwinąć, trzeba zepchnąć do defensywy, odebrać piłkę, stłamsić i stworzyć jak najwięcej sytuacji do zdobycia gola. Ostatnio byliśmy nieskuteczni, więc tych szans naprawdę musi być sporo - powiedział Skorża. - Jeśli przegramy, będziemy w złej, ale nie beznadziejnej sytuacji. Nie wyobrażam sobie jednak, że [tu trener zawiesił głos, jakby chciał dodać "nie wygramy", ale zdanie dokończył tak] nie powalczymy o zwycięstwo.
Legia nigdy dotąd nie grała z klubem z Izraela, ale Skorża - jako szkoleniowiec Wisły - pokonał w eliminacjach Ligi Mistrzów Beitar Jerozolimę.
Pracując w Holandii, trener Maaskant nigdy nie pokonał Twente. - Robert to utalentowany szkoleniowiec. Dobrze wygląda, ładnie mówi i elegancko się ubiera. Mówimy o nim "książę" holenderskiej piłki - opowiadał wczoraj uśmiechnięty trener drużyny z Enschede Co Adriaanse. - Wyciągnął Wisłę na szczyt, zdobył mistrzostwo, ale po roku pracy trudno mówić, by zupełnie przestawił ją na holenderski styl. Zna Twente i to, jak pracuję. Ale ja też go znam. Wiem na przykład, że w nocy przed meczem lubi przejść się korytarzem i pod drzwi wsuwać karteczki z informacjami dla poszczególnych piłkarzy. Z Odense Wisła przegrała, ale była lepsza. Za odważną grę zapłaciła golami utraconymi w końcówce. To silna drużyna. Dobrze się czuje, grając z kontry, dlatego musimy być ostrożni, żeby za łatwo nie tracić piłki. Defensywa Wisły jest słabsza niż atak, więc będziemy naciskać skrzydłami i podyktujemy wysokie tempo.
W tym sezonie Legia przegrała tylko jeden z pięciu meczów pucharowych, ale dopiero w konfrontacji z Izraelczykami jest faworytem. Wisła była nim trzy tygodnie temu z Odense. Może teraz, kiedy niewielu liczy na jej dobry wynik, sprawi niespodziankę?
EWENTUALNIE
Kew Jaliens, stoper mistrza Polski, napisał do przyjaciela Denny'ego Landzaata z Twente, że do Enschede jedzie z Wisłą po wygraną. - Zawsze lubił dużo mówić. Odpowiadam mu: "Wyluzuj Kew, bez nerwów" - śmieje się pomocnik wicemistrzów Holandii