Miasto liczące 200 tys. mieszkańców czeka na piłkarzy Legii i jej kibiców, którzy dostali od organizatorów 1625 wejściówek. Ma ich przyjechać więcej - wybrali się nawet ci bez voucherów, które dopiero na miejscu można wymienić na bilety. Burmistrz Eindhoven Rob van Gijzel wprowadzi od środowego popołudnia do piątkowego poranka stan wyjątkowy w mieście. Dzień przed meczem było wyjątkowo spokojnie, ale w czwartek ma już obowiązywać zakaz noszenia metalowych puszek i szklanych naczyń.
Kibice innych drużyn niż Legia i PSV nie są w mieście mile widziani. Szczególnie fani Den Haag, którym van Gijzel zabronił wstępu do miasta do piątku do 6 rano - ma takie prawo. Dziennikarze mają stale mieć przy sobie akredytacje oraz potwierdzenia hotelowej rezerwacji. Dziesiątki policjantów ma kontrolować polskie auta na drogach dojazdowych do Eindhoven, w mieście i okolicach położonego w centrum stadionu Philipsa wzmocnione patrole
policyjne.
Fani z Warszawy i Hagi rozrabiali kilka tygodni temu w Kownie, przy okazji pucharowego meczu Holendrów na Litwie, więc ryzyko awantur w Eindhoven jest ogromne. Tym bardziej że jesienią 2002 r. Legia też grała mecz pucharowy w Holandii. Po odpadnięciu w eliminacjach Ligi Mistrzów z Barceloną w pierwszej rundzie Pucharu UEFA odniosła historyczny sukces na boisku - wygrała 4:1 oraz 3:1 z Utrechtem i jako pierwszy polski zespół wyrzuciła z pucharów holenderski.
Poza boiskiem było zdecydowanie gorzej - na stadion próbowali wedrzeć się chuligani bez wejściówek, a po zdobyciu przez warszawian gola awanturę rozpoczęli Holendrzy i mecz przerwano na pół godziny. - Mam nadzieję, że będzie spokojnie, liczymy na doping i pozytywne wsparcie - mówił wczoraj trener Maciej Skorża, który miał spokój ledwie przez dwa tygodnie. W sierpniu jego drużyna zadziwiła wszystkich w Lidze Europejskiej. W kwalifikacjach do fazy grupowej wyeliminowała lepsze od siebie Gaziantepspor i Spartaka
Moskwa. Ale w sobotę w lidze w kompromitującym stylu przegrała na Łazienkowskiej z beniaminkiem T-Mobile ekstraklasy i Skorża znowu musiał się tłumaczyć z popełnionych błędów. Działacze nałożyli na piłkarzy kilkutysięczne kary finansowe.
Trudniejszego rywala do zmazania plamy ciężko sobie wyobrazić (w grupie grają jeszcze Hapoel Tel-Awiw i Rapid Bukareszt).
PSV ma 27. miejsce w rankingu UEFA - Spartak jest 39., a Legia dopiero 85. W poprzedniej edycji LE zespół Freda Ruttena zaszedł aż do ćwierćfinału, gdzie odpadł z Benficą
Lizbona. Teraz mierzy równie wysoko, choć celem nadrzędnym jest odzyskanie krajowego mistrzostwa. Na razie PSV w pięciu meczach zdobył 10 pkt, ale strzelił aż 14 goli. Legia straciła ich 11 w sześciu ostatnich spotkaniach, więc trudno przypuszczać, że będzie 0:0. PSV ma zagrać w najsilniejszym składzie, z polskim kadrowiczem Przemysławem Tytoniem w bramce i 13-krotnym reprezentantem Szwecji Oli Toivonenem w ataku.
Przed meczem w Moskwie, także z ćwierćfinalistą poprzedniej LE, mało kto wierzył w awans drużyny. Tak samo jak w zwycięstwo Podbeskidzia na Łazienkowskiej. Czy bez kontuzjowanych Michała Kucharczyka oraz Michała Hubnika Legia udowodni, że w piłce niemożliwe nie istnieje?
Za zwycięstwo UEFA płaci 140 tys. euro, za remis - 70 tys. Piłkarze Legii, którzy dostali od klubu pół miliona euro do podziału za sam awans, mają obiecane połowę tego, co zarobią w sześciu meczach grupowych. Ich planem jest awans do wiosennej fazy pucharowej.