Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Inter Mediolan - kolos ledwie dyszy

Jeśli broniący tytułu piłkarze Interu Mediolan nie pokonają w środę Twente Enschede, zagrozi im upadek, jakiego Liga Mistrzów nie pamięta. A renomowanemu trenerowi Rafaelowi Benitezowi - najbardziej spektakularna klęska w karierze
3 : 0
Informacje
Liga Mistrzów 2010/11 - Grupa A
Wtorek 07.12.2010 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Werder Brema
1
2
3
Inter
0
0
0
Składy i szczegóły
Werder Brema
Bramki:
Prodl (38.), Arnautovic (49.), Pizarro (88.)
Kartki:
Pasanen - żółta
Skład:
Wiese - Schmidt, Mertesacker, Prodl, Pasanen (83. Silvestre) - Marin, Fritz, Frings (78. Bargfrede), Hunt - Almeida (75. Pizarro), Arnautovic
Inter
Skład:
Orlandoni - Zanetti (54. Natalino), Cordoba, Cambiasso, Biraghi - Nwankwo, Muntari - Santon (50. Biabiany), Thiago Motta (76. Mariga), Pandev - Eto'o
To nie jest zwyczajna zapaść, która dotyka wielu czempionów wycieńczonych notorycznym zwyciężaniem. Ani mediolańczycy nie są bowiem zwyczajnymi obrońcami trofeum, ani skala ich kłopotów nie jest zwyczajna. Wiosną wygrywali przecież wszędzie - nigdy wcześniej piłkarze włoskiego klubu nie kończyli sezonu ukoronowani potrójnie, czyli w Champions League, Serie A oraz krajowym pucharze.

Teraz mediolańczycy wszędzie zawodzą. Nie dali rady Atletico Madryt w Superpucharze Europy. Nie dali rady wicemistrzowi kraju (Roma) ani w derbach Milanowi, który w minionym sezonie wychłostali dotkliwiej niż w jakimkolwiek innym w ostatnim stuleciu. Z meczu z Juventusem uszli cało, bo zremisowali 0:0, ale ich bilans gier z tercetem potęg Serie A pozostaje fatalny - żadnej nie wbili gola. Strzelają je najrzadziej od 1994 roku, w tabeli zsunęli się na szóste miejsce.



LM pocieszenia też nie daje - po efektownym początku Benitez, wybitny specjalista od międzynarodowych bitew, poniósł

prestiżową klęskę w Londynie,

z uchodzącym za taktycznego abnegata i słabo zaznajomionego z europejską konkurencją trenerem Tottenhamu Harrym Redknappem. I awansu nerazzuri wciąż pewni nie są. Nie wspominając o powrocie na pozycję lidera, która prawdopodobnie pozwoli w następnej rundzie uniknąć batalii z faworytami rozgrywek - Barceloną, Chelsea, Manchesterem Utd czy Realem Madryt.

W innych okolicznościach szokowałoby już to, że gospodarze w ogóle traktują mistrzów Holandii, debiutujących w elicie, śmiertelnie poważnie. Powodów mają jednak mnóstwo.

W listopadzie nie wygrali ani razu, choć mierzyli się również z prowincjonalnymi Brescią, Lecce czy Chievo Werona. A Twente Enschede dowodzi przebiegły Michel Preudhomme, kolejny jajogłowy trener w futbolu i zarazem podobny do Beniteza fanatyk taktyki, który wspaniale wychwytuje wady oraz zalety przeciwnika, by następnie opracować precyzyjny plan gry. Na swoim boisku obrońców tytułu zatrzymał (2:2), choć ci przylecieli w pełnym składzie, ze wszystkimi bohaterami wiosny.

Teraz Benitez liczy żywych i półżywych, by za wszelką cenę uniknąć upychania w podstawowej jedenastce żółtodziobów. Zapłaci grubym ryzykiem - w centrum defensywy znów wystawi odliczającego dni do emerytury Marco Materazziego, któremu dotąd odważył się - czy raczej musiał - zaufać raz. I przez kardynalny błąd weterana Inter przegrał derby Mediolanu.

Hiszpański szkoleniowiec nie ma alternatywy. Bramkę i defensywę obsadzi prawdopodobnie ludźmi w wieku dla wyczynowca podeszłym (35 lat Castellazziego, 34 Cordoby, 32 Lucio, po 37 Zanettiego i Materazziego), na ławce rezerwowych usiądzie obok nastoletnich nowicjuszy. Wszystko przez zarazę, która położyła dziesięciu piłkarzy, w tym absolutnie kluczowych Julio Cesara, Maicona, Samuela i Milito.

Co gorsza, zagrają także ci, którzy kiedy indziej również zostaliby uznani za nie całkiem sprawnych, jak rewelacyjny wiosną rozgrywający Sneijder oraz Pandev.

Benitez dostał oficjalne - choć niezbyt mocne - wsparcie od właściciela klubu, ale też codziennie czyta, z kim Massimo

Moratti rozmawia o przejęciu drużyny.

Na giełdzie królują Luciano Spalletti (jeśli zechce, wolno mu rozwiązać kontrakt z Zenitem St. Petersburg), Leonardo (bez posady, ostatnio w Milanie), Fabio Capello (słabną jego notowania jako selekcjonera angielskiej kadry) i Marcelo Bielsa (na mundialu zachwycało jego Chile), ale wymienia się nazwiska wszystkich uznanych fachowców, którzy nie pracują lub ich przyszłość uchodzi za niepewną.

Beniteza obwinia się i za epidemię urazów (w większości przeciążeniowych), i za przygaszone miny piłkarzy. Wiosną w opałach znajdowali w sobie dodatkowy zapał do walki, teraz bezsilnieją. Ponoć dlatego, że José Mourinho, czyli fenomenalnego motywatora i zarazem gwałtownego wojownika, który kipiał w szatni i przy linii bocznej, zastąpił zimny technokrata, który mówi algorytmami. Piłkarze mają kłopot, by w ogóle się na jego słowach skupić. I przestali czuć się jak gladiatorzy.

Kapitan drużyny Javier Zanetti szefa broni, apeluje, by mediolańczyków oceniać dopiero wtedy, gdy wszyscy ozdrowieją. Tyle że nawet on - przez spędzone w klubie 16 sezonów niezawodny niemal zawsze - ostatnio w lidze kopał ślamazarniej niż kiedykolwiek wcześniej, a Holendrzy czekać nie zamierzają, zasadzą się na Inter już zaraz. Obiecywana ofensywa transferowa naprawiająca letnie zaniedbania też ruszy dopiero w styczniu, tymczasem grudzień zapowiada się intensywnie, bo triumf w LM zobowiązuje do wyjazdu na klubowe mistrzostwa świata.

W środę gospodarzy poprowadzi jeszcze Samuel Eto'o, snajper nadal bezlitosny, wielokrotnie ratujący im skórę. Potem jedynego ocalałego drapieżnika mediolańczycy stracą. Za uderzenie rywala Serie A zdyskwalifikowała go na trzy kolejki ligowe i Kameruńczyk nie zagra m.in. w arcytrudnym wyjazdowym boju z Lazio, sensacyjnym wiceliderem. Czy przetrwa do tego szlagieru trener Benitez, nie wiadomo.

Więcej o: