Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Nieznośne Atletico

2 : 1
Informacje
Liga Mistrzów 2015/16 - Półfinał
Wtorek 03.05.2016 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Bayern Monachium
1
1
2
Atletico Madryt
0
1
1
Składy i szczegóły
Bayern Monachium
Bramki: Alonso (31.), Lewandowski (74.) Kartki: Martinez - żółta Skład: Neuer - Lahm, Boateng, Martinez, Alaba - Costa (73. Coman), Mueller, Alonso, Vidal, Ribery - Lewandowski
Atletico Madryt
Bramki: Griezmann (54.) Kartki: Gimenez - żółta Skład: Oblak - Juanfran, Godin, Gimenez, Filipe Luis - Niguez, Gabi, Fernandez (46. Carrasco), Koke (90. Savić) - F.Torres, Griezmann (82. Teye)
Diego Simeone i jego piłkarze drugi raz w ciągu trzech lat dotarli do finału Ligi Mistrzów. Pod bokiem innego madryckiego giganta urosła europejska potęga obalająca stereotypy
Prezes Bayernu Karl-Heinz Rummenigge zaatakował sędziego Cuneyta Cakira, którego błędy miały przyczynić się do fiaska jego klubu (wygrał we wtorek 2:1, ale odpadł z rozgrywek). Pomocnik Arturo Vidal zaryzykował tezę, że sny o Bawarczykach będą prześladowały graczy Atletico aż do finału na San Siro. Jak wyrzut sumienia, przecież piłce stała się krzycząca niesprawiedliwość! - Byliśmy lepsi w obu meczach, kontrolowaliśmy ich przez 180 minut - przekonywał Chilijczyk. Strzelec gola w rewanżu Antoine Griezmann zapytał tylko, czy lepsi są ci, którzy sprawniej wymieniają podania, czy ci, którzy wygrywają mecze.

Skromna drużyna Atletico spolaryzowała świat piłki. Dla jednych Diego Simeone jest geniuszem, który potrafił stworzyć z dobrych piłkarzy wielką drużynę. Synergia widoczna jest gołym okiem, tacy gracze jak Koke, Godin, Griezmann, Saul, Gabi - czyli ci, którzy na Vicente Calderon uchodzą za najwybitniejszych - nie mieliby szans na osiągnięcie szczytu, gdyby na ich drodze nie stanął argentyński szkoleniowiec. Przecież Fernando Torres zaledwie kilka miesięcy temu uważany był za futbolowego emeryta. W takim klubie jak Bayern skazano by go na grę w rezerwach.

Są tacy, którzy Atletico wielbią: za charakter, ambicję, a przede wszystkim przełamanie skostniałego układu sił w futbolu z topu. Najpierw obalili hierarchię w Hiszpanii, gdzie od dekady wyścig o mistrzostwo ograniczał się do walki Realu z Barceloną. Trzeba było zdobywać 100 pkt, żeby go wygrać. Reszta rywalizowała w innej lidze, patrząc na piłkarzy obu wielkich klubów jak na przybyszów z Marsa.

Simeone i Atletico powiedzieli "stop" w 2014 r. Podbili Hiszpanię, po czym porwali się na Europę. Dziś mają w CV triumfy nad największymi w LM: Chelsea, Barceloną, Bayernem. Real regularnie obijają w lidze.

Atletico jest zjawiskiem. Z budżetem 178 mln euro do biedaków nie należy, ale gdzie mu do najbogatszych. Można budować jak PSG i Manchester City. Można zasypać dystans do czołówki transferami za setki milionów. A można postawić na nową jakość, pomysł na grę.

Argentyński trener nie kupuje graczy z nazwiskami, on te nazwiska tworzy, większość piłkarzy Atletico przed przyjściem do klubu była anonimami. Simeone nie poprzestał na jednym wystrzale z 2014 r. Jeden raz do finału Ligi Mistrzów docierały w ostatnich 15 latach Leverkusen, Monaco, Porto czy Borussia. Wszystkie te kluby płaciły potem wysoką cenę, rozkupione przez bogatszych. Atletico przetrwało własny sukces, nie dając się zepchnąć ze szczytu, ocalając głód zwycięstw. Ten głód Simeone stale podsyca.

On może uchodzić za wizjonera. Kiedy 23 grudnia 2011 r. siadał na ławce rozbitego Atletico, futbol wyglądał zupełnie inaczej. Zaledwie pięć dni wcześniej w Jokohamie Barcelona wygrała finał klubowych mistrzostw świata, bijąc Santos 4:0. Stworzył ją i prowadził Pep Guardiola, maksymalizując czas utrzymania się przy piłce. Wtedy uważano, że ten czynnik jest kluczem do zwycięstw. Zespół Pepa co roku dominację nad rywalami pogłębiał.

Naśladowców była masa. Ofiarami tego sposobu myślenia zostali szefowie Bayernu, którzy zatrudnili Guardiolę, dając mu galaktyczną pensję 24 mln dol. za sezon. Simeone miał odwagę pójść własną drogą, chciał dominować i kontrolować rywali, oddając im piłkę. Kilka lat temu to była koncepcja skrajnie odmienna od powszechnie obowiązującej. We wtorek w Monachium doczekała się swojego apogeum. Bayern był przy piłce przez 68 proc. czasu gry (według strony UEFA, inne podają więcej). Wymienił 668 podań, Atletico zaledwie 212. Podobnie w statystykach wyglądał pierwszy mecz, a jednak to drużyna Simeone zwyciężyła. Identycznie było w ćwierćfinale z Barceloną.

Na pewno Atletico gra futbol oparty na defensywie. W lidze hiszpańskiej zdobyło 60 goli, prawie dwa razy mniej niż Real i Barcelona. Klucz do sukcesu leży w 16 bramkach straconych (dwa razy mniej niż Real). W 12 meczach LM Jan Oblak pozwolił się pokonać siedem razy. I to on był bohaterem we wtorek, kiedy w 35. min obronił rzut Thomasa Müllera. Gdyby Niemiec trafił, byłoby 2:0 i drużyna Simeone mogłaby się już nie podnieść.

W pojedynku z Guardiolą argentyński szkoleniowiec "przedyskutował" mit o znaczeniu posiadania piłki. I postawił na swoim. Był jednak daleki od triumfalizmu. Przyznał, że jako trener z tak znakomicie grającym rywalem jak Bayern w pierwszej połowie starcia w Monachium nigdy się jeszcze nie zetknął. Zareagował, wpuszczając w przerwie Yannicka Carrasco, zespół zaczął grać ofensywniej, co doprowadziło do wyrównania po strzale Griezmanna. Bo Atletico do perfekcji dopracowało nie tylko organizację gry w tyłach, ale także kontratak, prosty i szybki jak błyskawica.

Drużyna Simeone zapracowała na wielu krytyków. Rummenigge nazywa jej grę szkaradną i brutalną, wielu fanów mówi, że to nudziarze i mordercy futbolu, na których nie da się patrzeć. - Mam wygrywać, a nie podobać się - odpowiada Simeone. Jednych ta odpowiedź przekonuje, drugich odrzuca, bezsprzeczne jest jedno: dziś mieć Atletico za rywala to żadna przyjemność. Wystarczy o to spytać Roberta Lewandowskiego.

Bayern Monachium załamany, Atletico Madryt w euforii [ZDJĘCIA]




Czy Atletico Madryt wygra Ligę Mistrzów?
Więcej o: