Liga Mistrzów. Tiki-taka żyje, Mourinho wciąż wyjątkowy: Okoński inaczej o półfinałach

01.05.2014 08:17
Sergio Ramos celebruje gola - dwa trafienia Hiszpana znokautowały Bayern

Sergio Ramos celebruje gola - dwa trafienia Hiszpana znokautowały Bayern (Fot. MICHAEL DALDER)

Ogłaszanie śmierci tiki-taki jest tak samo nieuzasadnione, jak nazywanie Jose Mourinho "parkującym autobus" mordercą piłkarskich widowisk. To, co wydarzyło się podczas półfinałów Ligi Mistrzów, ale także w trakcie przedzielającego je meczu Liverpool-Chelsea w Premier League, każe pytać raczej o sztukę defensywy - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".


Bayern-Real, czyli czy tiki-taka jest skończona

"Przegraliśmy, bo nie byliśmy przy piłce wystarczająco często" - mówiąc to zdanie, Pep Guardiola ukręcił na siebie medialny bicz. Po klęsce Bayernu z Realem trenera Bawarczyków nie bronił prawie nikt, a jeśli w ogóle znalazł się jakiś odważny, to przyjmował postawę w stylu: "dobrze się stało, najwyższa pora, żeby coś zmienić, znaleźć plan B, stać się bardziej elastycznym", i z pewnością nie po to, by usłyszeć, że sam Guardiola nie zamierza nic zmieniać. Jeśli kiedyś portretowano Arsene'a Wengera jako ideologa, obsesyjnie ponoć przywiązanego do stawiania na młodych, jeśli Andre Villas-Boasa obdarzano mianem dogmatyka uparcie trzymającego się gry wysoką linią obrony, to cóż dopiero powiedzieć o człowieku, który poniósł właśnie największą porażkę w karierze i najwyraźniej nie zamierza wyciągnąć z niej żadnych wniosków? No może poza tym, że będzie odtąd w realizowaniu własnych założeń jeszcze bardziej konsekwentny? "Nie jest ważne, co myślicie - mówił trener Bayernu po meczu na Allianz Arena. - Nie zmienię swoich poglądów, a moje poglądy są takie, że musimy grać piłką i atakować tak często, jak się da".

Nie żebym miał zamiar bronić tiki-taki jako takiej - podobnie zresztą jak nie broniłbym żadnego innego sztywno stosowanego systemu. Piłka nożna ewoluuje, zmieniają się style gry, ustawienia, trenerskie filozofie i mody, inaczej mówiąc: co przyniosło Guardioli triumfy w Barcelonie, okazało się nie wystarczać jego następcom w tym klubie, i analogicznie: co przyniosło sukcesy Juppowi Heynckesowi w Bayernie, wcale nie musiało gwarantować sukcesu przychodzącym po nim szkoleniowcom.

O dwóch rzeczach muszę jednak przy okazji wspomnieć. Pierwsza to z trudem skrywana satysfakcja (mająca jakiś podtekst klasowy? antyinteligencki?), że ten "filozofujący ważniak" po latach nieprzerwanych sukcesów dostał wreszcie solidny łomot. Druga, ważniejsza: trudno ogłaszać śmierć tiki-taki po meczu, w którym Bayern wcale jej nie pokazał. Pomińmy nawet to, że gra oparta na posiadaniu piłki i intensywnym pressingu zapewniła Bawarczykom mistrzostwo kraju (a po drodze przyniosła zwycięstwo nad Borussią w Dortmundzie - owszem, piłkarze Jürgena Kloppa wzięli za tamtą porażkę srogi rewanż, ale kiedy sprawa tytułu była już przesądzona) oraz wiele zwycięstw w drodze do półfinału Ligi Mistrzów (co do mnie, zawsze będę pamiętał popis gry monachijczyków w wyjazdowym meczu z Manchesterem City). Sformułowanie "intensywny pressing" wskazuje na fakt, że nie z tiki-taką mieliśmy do czynienia w starciu Bayernu z Realem.

Kiedy Pep trenował Barcelonę, tiki-taka nie polegała tylko na klepaniu do znudzenia "ja do mnie-ty do ciebie", aż się przeciwnik zmęczy i straci koncentrację - Katalończycy byli także mistrzami odbioru. A tutaj? W Bayernie od pierwszej minuty zagrał Thomas Müller, ustawiony za plecami Mandżukicia, zaś Lahm ze środka pomocy powędrował na prawą obronę. Tu już nie o posiadanie piłki i nie o pressing po jej stracie miało chodzić - tu celem była zwiększona obecność piłkarzy Bayernu w polu karnym gości ("penetracja", jak mówią w taktycznym żargonie). Gospodarze mieli zagrać bardziej bezpośrednio niż w pierwszym spotkaniu, szybciej strzelać, częściej dośrodkowywać w pole karne, gdzie Mandżukić nie był już osamotniony.

Co jednak najważniejsze: wszystko spełzło na niczym nie dlatego, że tiki-taka już nie działa, tylko dlatego, że przy dwóch stałych fragmentach gry dramatycznie zawiodło strefowe krycie ("dobrze je przeanalizowaliśmy" - mówił z zadowoleniem po meczu Carlo Ancelotti...). Z czterech bramek Realu z osławionego kontrataku padła tylko jedna.

Ten kontratak zasługuje oczywiście na osobne opisanie. Zwrócenie uwagi na fakt, że pierwszym ekspediującym piłkę sprzed własnego pola karnego był Gareth Bale. Że kolejne, może najważniejsze podanie wykonał Angel di Maria, którego rola w wyprowadzaniu szybkiego ataku jest w drużynie Realu równie ważna, jak niedoceniana. Że przyjmujący piłkę już na połowie boiska Benzema musiał w zasadzie jedynie zastawić się przed obrońcą i zagrać w tempo do rozpędzonego Bale'a. Że Bale po tym siedemdziesięciometrowym biegu mógł przecież wykańczać akcję samemu, ale nie - on również zdecydował się na podanie, żeby pan Zasłużona Złota Piłka mógł strzelić swoją rekordową, piętnastą bramkę w jednym sezonie Ligi Mistrzów. Dodając do niej kolejną, przeskoczył Messiego, van Nistelrooya i Altafiniego o dwa gole - a zważywszy że finał jeszcze przed nim, to wcale nie musi być koniec.

Chelsea-Atletico, czyli kto lepiej rozumie piłkę od Mourinho

Oczywiście w piłce nożnej ludzie są zwykle ważniejsi od systemów. Już nie pamiętam, kto lapidarnie podsumował rzecz całą na Twitterze, pisząc, że mając Xaviego, Iniestę i Messiego - grasz tiki-takę, a mając Ronaldo i Bale'a - kontratakujesz (jeśli nie masz ani jednych, ani drugich - "parkujesz autobus", dodajmy, odświeżając słynną frazę Jose Mourinho na temat ultradefensywnej postawy Tottenhamu w derbach Londynu przed dziesięcioma laty). W innej ze swoich ostatnich wypowiedzi trener Chelsea powiedział po prostu, że skoro masz w składzie Czecha i Drogbę, po prostu musisz grać długą piłką (ciekawe, czy myślał o Courtois i Coście...).

W ogóle "w piłce nożnej mamy dziś mnóstwo filozofów - ironizował Mourinho jeszcze przed rewanżowym półfinałem - i mnóstwo ludzi, którzy rozumieją tę grę lepiej ode mnie", niewątpliwie czyniąc aluzję do Guardioli. Rywalizacja między tymi dwoma panami była w ostatnich latach malownicza i szczegółowo opisywana, a ich fundamentalnie różne podejście do futbolu doskonale streszcza wykład poglądu samego Jose Mourinho na temat posiadania piłki, zawarty w książce hiszpańskiego dziennikarza Diego Torresa (podaję za Jonathanem Liew z "Daily Telegraph"). Otóż po pierwsze, twierdzi dawny szkoleniowiec Realu, mecz wygrywa ten, kto popełnia mniej błędów. Po drugie, futbol sprzyja tym, którzy sprowokują więcej błędów rywala. Po trzecie, grając na wyjeździe, zamiast próbować być lepszym od przeciwnika, można właśnie grać na jego błędy. Po czwarte, ten, kto jest częściej przy piłce, ma więcej okazji do pomyłki. Po piąte, niejako na zasadzie odwrócenia: kto jest rzadziej przy piłce, rzadziej się też myli. Po szóste, kto ma piłkę, ten się boi (w domyśle: straty, popełnienia błędu, utraty kontroli nad meczem...). Po siódme, kto nie ma piłki, jest zatem silniejszy.

Sprytne, prawda? Guardiola jeszcze w czasach Barcelony przyznawał, że strasznie się denerwuje, kiedy przeciwnik ma rozegrać akcję na połowie jego drużyny i to dlatego chce, żeby jego podopieczni byli jak najczęściej przy piłce. Mourinho nadał tym słowom nowy sens: w gruncie rzeczy zarzucił swojemu wielkiemu rywalowi tchórzostwo, a z reaktywności swoich drużyn uczynił cnotę.

Podnosząc jednak kwestię czynnika ludzkiego w systemach, trzeba powiedzieć równie prosto jak trener Chelsea: po ósme, zarówno ten, kto ma piłkę, jak i ten, kto walczy o jej odzyskanie (wszystko jedno, czy podczas meczu nastawia się na murowanie bramki, czy na ofensywę), może popełnić błąd. Może np. zdekoncentrować się tuż przed przerwą - co przydarzyło się w niedzielę piłkarzom Liverpoolu w spotkaniu z Chelsea, a w środę piłkarzom Chelsea w meczu z Atletico. Albo stracić z oczu zawodnika, którego teoretycznie powinien kryć - jak Hazard Juanfrana na moment przed pierwszym golem dla gości. Albo nie zdołać wybić dośrodkowania, jak chwilę później Cole i Terry. Nie zdążyć do piłki i sfaulować rywala w polu karnym, jak Eto'o w drugiej połowie wczorajszego meczu.

Paradoks polega na tym, że Mourinho ma rację: mecz rzeczywiście wygrywa ten, kto popełnia mniej błędów. Ale to nie jest rozmowa o wyższości kontrataku nad "parkowaniem autobusu" albo nad tiki-taką. Chelsea i Bayern przegrały w półfinałach, bo grający w tych drużynach konkretni piłkarze w konkretnych sytuacjach popełnili elementarne błędy (w przypadku drużyny angielskiej zapewne zdumiewało to bardziej, bo to głównie perfekcyjnej grze w obronie zawdzięczała tegoroczne sukcesy).

Już nie mówię o tym, że utożsamianie Chelsea z "parkowaniem autobusu" jest niesprawiedliwe. Cokolwiek mówił i mówi Jose Mourinho - czy narzeka na XIX-wieczny rzekomo futbol West Hamu, czy sam gra jak West Ham w spotkaniu z Liverpoolem albo w pierwszym meczu z Atletico - jego drużyna potrafi zarówno rozpocząć szybki atak sprzed własnego pola karnego, jak po odbiorze piłki już na połowie rywala; warto przypomnieć sobie choćby pogrom, jaki sprawiła całkiem niedawno Arsenalowi, stosując tę drugą strategię. O tym, że choć Azplicueta czy Luiz są nominalnie obrońcami, to wczoraj wcale nie grali w obronie, aż nie wypada wspominać, skoro pamięta się rolę, jaką Azplicueta odegrał przy bramce Torresa (skądinąd: kilkudziesięciometrowy bieg Williana do piłki podczas tej akcji był jedną z ozdób spotkania). Uniwersalność piłkarzy jest kluczem do sukcesu we współczesnej piłce, nieprawdaż? Strata gola do szatni była potężnym ciosem dla Chelsea, ale po przerwie jej strategia na ten mecz nadal funkcjonowała bez zarzutu - aż do momentu, w którym Eto'o sfaulował Costę we własnym polu karnym; warto pamiętać, że chwilę wcześniej gospodarze mieli fantastyczną okazję na strzelenie drugiej bramki - strzał Terry'ego obronił Courtois.

Słysząc więc o tym, jak Diego Simeone "przechytrzył" albo "zdeklasował" Mourinho, mam wątpliwości. Jego pomysły na ten mecz były w gruncie rzeczy dość podobne do tych, które nieraz oglądaliśmy na Stamford Bridge w wykonaniu gospodarzy - tylko jego zawodnicy rzadziej się mylili. Zobaczmy zresztą: kiedy się słucha pomeczowych komplementów Mourinho pod adresem Atletico, brzmi to jak komplementy standardowo wygłaszane pod adresem Chelsea, kiedy zaś Tiago chwali Simeone za to, że zmienił mentalność swoich piłkarzy, nauczył ich grać jak drużyna itd. - brzmi to jak opowieść o Mourinho.

Pisząc to, nie chciałbym w żaden sposób odmawiać trenerowi Atletico wielkości - także dlatego, że pamiętam o dysproporcji klubowych budżetów, która czyni awans jego podopiecznych do finału Ligi Mistrzów zjawiskiem równie nieprawdopodobnym, jak niemal pewne już mistrzostwo Hiszpanii. Zauważyłem oczywiście, że na początku drugiej połowy świetny Koke zmienił miejsce na boisku, a Atletico zaczęło zyskiwać kontrolę nad meczem. Pytanie jednak, czy taki właśnie rozwój wydarzeń nie był Mourinho na rękę - albo inaczej: pytanie, o czym rozmawialibyśmy teraz, gdyby Courtois nie obronił tamtego strzału Terry'ego.

Jedno z moich ulubionych zdań o futbolu sformułował kiedyś Harry Redknapp. "Piłka nożna jest grą opinii" - powiedział, co oznacza, że o decyzje trenerów możemy się spierać do końca świata. Moja opinia jest taka, że Simeone i Mourinho mają mnóstwo wspólnego. O tym, że ostatecznie triumfował ten pierwszy, zadecydowały detale. Nie mówię już o tym, że wyjątkowo również byłby w stanie podziękować matkom swoich piłkarzy za ich wielkie huevos.

Mecz, który dał finał Atletico Madryt, na dużych zdjęciach!


Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy

Kto wygra finał Ligi Mistrzów?
Komentarze (28)
Liga Mistrzów. Tiki-taka żyje, Mourinho wciąż wyjątkowy: Okoński inaczej o półfinałach
Zaloguj się
  • boguslawbch6808

    Oceniono 160 razy 40

    Czytając ten artykuł odniosłem wrażenie, że Atletico szczęśliwie udało się wyeliminować Chelsea... A co było każdy widział...

  • redi31

    Oceniono 53 razy 29

    A czy nie uważacie, że jedna taktyka sprawdzi się w jednej lidze a w drugiej nie? Brazylia, Hiszpania Argentyna. w krajach gdzie piłkarze bawią się grą można stosować tiki takę. W Bundeslidze raczej nie. W Bundeslidze grają NIEMCY Holendrzy, Francuzi, POLACY, Kupa zawodników z Bałkanów. Mają oni tiki takę we krwi :D :D Zwłaszcza Polacy :D Guardiola się w Bayernie nie sprawdzi. Za Heynkesa Bayern był najmocniejszym EUROPEJSKIM zespołem. Teraz ma mocny skład z egzotycznym stylem gry i to będzie porażka. Chyba, że tak jak zasugerował :D Wymieni większość składu która nie pasuje do jego filozofii.

  • guccilittlepiggy

    Oceniono 22 razy 18

    niezmiennie do łez rozbawiają mnie komentarze w stylu "przestałem czytać po pierwszym akapicie" - z kina wyszedłem, bo w pierwszej scenie był pocałunek, a nie mordobicie. Powoli zaczynam rozumieć mizerię internetowego dziennikarstwa (to na szczęście nie ten przypadek) , bo dla bałwanów również nie chciałoby mi się wysilać. co do meritum, w końcu ktoś spojrzał na sprawę trzeźwym okiem, bez ciągłego lizusostwa, obwieszczania kolejnej europejskiej potęgi, która oto będzie nam miłościwie panować przez lata, prowadzona przez nieomylnego geniusza ku historii. coś takiego w naturze nie występuje i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie zaistnieć miało. nie ujmując niczego klasie Barcelony, Bayernu, a w tej chwili Realu/Atletico i stylu w jakim zdobywały/zdobędą europejskie trofea, dominująca drużyna musi, po prostu musi obronić tytuł i basta, do tego czasu bawimy się w powszechne, coroczne zaklinanie rzeczywistości, które powoli zaczyna mnie już męczyć. tak, fan ma być ślepo zakochany, naiwny, głupi i opętany żądzą dominacji. tak, sam na to choruję. tak, zdarzają się ciężkie, nieuleczalne przypadki, jak Brazylijczycy w ich posthiszpańskiej traumie i to też jest piękne. ale czy doprawdy muszę, rok w rok, czytać te same artykuły o końcu jednej ery (jednorocznej) i początku drugiej (też jednorocznej) z krótką (a jakże - jednoroczną!) przerwą na Chelsea? Erę mamy od lat tę samą: bez drużyny, która potrafiłaby obronić Puchar Europy, a decydują o tym szczegóły, błędy i przypadek (wspierane, rzecz jasna przez solidniejsze podstawy, ale to oczywiste) dlatego wciąż chce mi się te i inne igrzyska oglądać

  • cichonio

    Oceniono 17 razy 15

    Doczytałem do końca i muszę jeszcze jedno napisać, bo ostatnio dziennikarze coraz częściej zwracają uwagę, że w piłce liczą się detale, a całe ideologie dorabia się później, jak już wiadomo jaki był wynik. Przede wszystkim, jeśli to jest prawdą do końca, to teksty, które panowie smażycie są zwykłym biciem piany (i trochę tak jest, ale skoro ludzie i tak czytają...). Myślę, że kiedy ktoś mówi: gdyby piłka leciała ciut niżej, a gdyby ten nie obronił strzału... to zwyczajnie chce bronić przegranego. Po zwycięstwach wszyscy chwalą zasługi, nie przypadek.

    Ja rozumiem, że ta gorączka wokół tiki-taki vs parkowanie autobusów przybrała trochę chore rozmiary. Mourinho nie jest moralnym winowajcą (na boisku, bo poza nim palec w oko itp.), bo grał obronnie. Oskarżać go w ten sposób to objaw frustracji. Ale Chelsea bynajmniej nie przegrała pechowo, wręcz przeciwnie. W pierwszym meczu dostała, co chciała, 0-0. W drugim, miała prowadzenie, więc też idealny rozwój wypadków. Do tego gol Torresa był po rykoszecie. I z tej sytuacji dała sobie strzelić trzy gole, nie odpowiadając żadnym.

    Przepraszam bardzo, ale jeżeli wiesz jak grać tylko póki nie stracisz gola, to to nie jest przypadek, tylko słabość. "Dla Chelsea, po przerwie jej strategia na ten mecz nadal funkcjonowała bez zarzutu - aż do momentu, w którym Eto'o sfaulował Costę we własnym polu karnym". Przypominam, że Chelsea musiała gonić wynik, i że okres, o którym pan pisze trwał 15 minut. Strategia działała dobrze, bo oddali jeden strzał, obroniony?? Na fantastycznie! Strategia działała fantastycznie, tylko straciliśmy gola... Pan tak na poważnie?

    Można zwalać wszystko na indywidualne błędy, ale też są granice. Hazard się nie poślizgnął, tylko odpuścł krycie. Widać trener go nie nauczył defensywnych obowiązków. Jeśli Mourinho nie chciał stracić gola, to powinien Hazarda nie wystawiać. Tylko przecież Chelsea chciała coś strzelić. Więc Mourinho nie potrafi atakować, nie odsłaniając własnej bramki? Wielki mi trener. Eto'o zbłądził we własnym polu karnym? No to Chelsea powinna grać częściej z dala od niego. Im częsciej piłka jest w twojej 'szesnastce' tym większa szansa, żę stracisz gola - proszę, tak jak Mourinho wymyśliłem element strategii. W piłce o wielkości decydują szczegóły? No to Inter powinien odpaść z Barceloną, bo gol Bojana był prawidłowy. Tylko dla piewców wielkości Mourinho to nagle nie jest przypadek... z obrońcami Guardioli jest zresztą tak samo.

    Dla mnie wątpliwości nie ulega jedno. Atletico przez dziesięć minut pierwszej połowy było za butrą LM i pomimo gry na wyjeździe, gdy presja rosła lawinowo, potrafiło przejąć kontrolę i doprowadzić do wyrównania. Potem zmusiło Chelsea do kolejnych błędów i przez ostatnie pół godziny właściwie grało z Chelsea w dziadka. Klasowa drużyna musi być gotowa odwrócić losy meczu, kiedy nie idzie, a nie tylko liczyć, że nie straci. A jak straci, to się plan sypie. Mourinho najwyraźniej swojej drużny na odrabianie wyniku nie przygotował. Po stracie drugiego gola, CFC nie miała pomysłu ani umiejętności na odrobienie strat i to nie był przypadek. Curtois bronił dobrze, ale od tego jest bramkarz, żeby bronił. Nagle jego dobra dyspozycja stawiana jest osobno od postawy całego zespołu, wygodne, nie? Schwarcer z refleksem obronił strzał Ardy, ale to już nie jest przypadek, tylko zasługa Chelsea?

    Wróćmy do podstaw i powiedzmy wprost: sądzą po wynikach, 0-0 w Madrycie wcale nie okazało się sukcesem Chelsea, Atletico było wyraźnie lepsze na przestrzeni dumeczu. Mourinho niewiele ostatnio wygrał, czy się skończył? Jasne, że nie. wiele meczów w tym sezonie Chelsea wygrała w imponującym stylu, a czwarty pólfinał LM z rzędu to też nie byle co. Czy Mourinho wciąż jest 'wyjątkowy'? Można wątpić. Możliwości miał zbyt duże, żeby brak trofeów do końca usprawiedliwiać. To po prostu bardzo solidny trener, którego drużyny mają jednak ograniczenia. I tak jak Guardiola, będzie musiał co nieco zmienić, żeby wrócić na szczyt.

  • cichonio

    Oceniono 28 razy 14

    Ten plan Mourinho brzmi fajnie, ale bezpośredni bilans z Guardiolą ma jednak kiepściutki. Jeżeli liczy się wynik, nie styl, to i tak Mourinho nie wypada najlepiej. Przez cztery sezony wygrał raptem dwa [krajowe] trofea. Według kryteriów jego samego, nie wypada najlepiej. Porażka Pepa w tym sezonie pewnie bardziej spektakularna niż Mou, ale ludzie zapominają, że Bayern jednak coś już wygrał, i to w czasie najkrótszym w historii. To się chyba trochę liczy (w końcu wynik się liczy, nie?). Śmierć tiki-taki... brednie. Ani gra piłką nie umarła ani kontratak nie umarł. Sam styl nigdy niczego nie gwarantuje.

  • tomek85krk

    Oceniono 28 razy 6

    "z trudem skrywana satysfakcja (mająca jakiś podtekst klasowy? antyinteligencki?)"

    No to się wydało, że nikt nie lubi tu bogatych inteligentów X-) Jak ci napiszę Michale, żeś matoł, to już będziesz wiedział, skąd takie podejście me.

    Mou przegrał walkę o LM, bo taka jest piłka - raz wygrywa jeden zespół, raz drugi. Dojście do półfinału to bardzo dobry wynik. Natomiast walkę o mistrzostwo Anglii przegrał w starciu z zalegającym na dnie tabeli Sunderlandem, na własnym stadionie. I to był ten moment sezonu, w którym pokazał, że wcale nie jest taki "special", na jakiego się kreuje. Bo gdyby był, nie wypuściłby takiej szansy z ręki.

  • karoltom9292

    Oceniono 7 razy 5

    Nie każdy styl pasuje do danej ligi, zespołu czy charakterystyki piłkarzy. Nie wyobrażam sobie żeby Bale, Ronaldo, czy Ibra rozgrywali koronkową tikitakę jak w piłce ręcznej przed polem karnym przeciwnika. Tak powiedzmy Neymar, w lidze hiszpańskiej radzi sobie bardzo przyzwoicie, można powiedzieć że jest tam jednym z lepszych piłkarzy. Gwarantuję że w Anglii by nie istniał. nie przebiłby się przez obronę i byłby najczęściej faulowanym piłkarzem w sezonie.

    Atletico wczoraj pokazało świetny futbol. Nie była to jakaś kosmiczna przewaga nad Chelsea, ale trzeba przyznać że zagrali lepszy mecz i zasłużenie awansowali do finału. Jeśli chodzi o taktykę, to zaparkowanie autobusu przez chelsea, nie dało by wiele, bo athletico było groźne w każdym aspekcie i myślę że Mou wiedział o tym doskonale. Można mówić że Athletico nie ma drogich wybitnych piłkarzy, ale Juanfran, Miranda, Raul Garcia i Gabi są aktualnie w najlepszej wyjściowej 11 tego sezonu ligi mistrzów (wg UEFA). do tego dochodzi Diego, Diego Costa, świetnie spisujący się bramkarz i inteligentny trener, przewidujący ruchy przeciwnika i inteligentnie na nie reagujący.

  • zetkafour

    Oceniono 1 raz 1

    A może chodzi o to czy trener potrafi z grupy zawodowych piłkarzy, którzy dziś tutaj a jutro tam, stworzyć ZESPÓŁ ?

  • guccilittlepiggy

    Oceniono 2 razy 0

    niezmiennie do łez rozbawiają mnie komentarze w stylu "przestałem czytać po pierwszym akapicie" - z kina wyszedłem, bo w pierwszej scenie był pocałunek, a nie mordobicie. Powoli zaczynam rozumieć mizerię internetowego dziennikarstwa (to na szczęście nie ten przypadek) , bo dla bałwanów również nie chciałoby mi się wysilać. co do meritum, w końcu ktoś spojrzał na sprawę trzeźwym okiem, bez ciągłego lizusostwa, obwieszczania kolejnej europejskiej potęgi, która oto będzie nam miłościwie panować przez lata, prowadzona przez nieomylnego geniusza ku historii. coś takiego w naturze nie występuje i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie zaistnieć miało. nie ujmując niczego klasie Barcelony, Bayernu, a w tej chwili Realu/Atletico i stylu w jakim zdobywały/zdobędą europejskie trofea, dominująca drużyna musi, po prostu musi obronić tytuł i basta, do tego czasu bawimy się w powszechne, coroczne zaklinanie rzeczywistości, które powoli zaczyna mnie już męczyć. tak, fan ma być ślepo zakochany, naiwny, głupi i opętany żądzą dominacji. tak, sam na to choruję. tak, zdarzają się ciężkie, nieuleczalne przypadki, jak Brazylijczycy w ich posthiszpańskiej traumie i to też jest piękne. ale czy doprawdy muszę, rok w rok, czytać te same artykuły o końcu jednej ery (jednorocznej) i początku drugiej (też jednorocznej) z krótką (a jakże - jednoroczną!) przerwą na Chelsea? Erę mamy od lat tę samą: bez drużyny, która potrafiłaby obronić Puchar Europy, a decydują o tym szczegóły, błędy i przypadek (wspierane, rzecz jasna przez solidniejsze podstawy, ale to oczywiste) dlatego wciąż chce mi się te i inne igrzyska oglądać

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Liga Mistrzów, grupa A

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Manchester Utd 6 15 12:3 5 0 1
    2 FC Basel 6 12 11:5 3 0 2
    3 CSKA Moskwa 6 9 8:10 3 0 3
    4 Benfica 6 0 1:14 0 0 6

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa B

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 PSG 6 15 25:4 5 0 1
    2 Bayern 6 15 13:6 5 0 1
    3 Celtic 6 3 5:18 1 0 5
    4 Anderlecht 6 3 2:17 1 0 5

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa C

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Roma 6 11 9:6 3 2 1
    2 Chelsea 6 11 16:8 3 2 1
    3 Atletico Madryt 6 7 5:4 1 4 1
    4 Qarabag 6 2 2:14 0 2 4

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa D

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Barcelona 6 14 9:1 4 2 0
    2 Juventus 6 11 7:5 3 2 1
    3 Sporting CP 6 7 8:9 2 1 3
    4 Olympiakos 6 1 4:13 0 1 5

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa E

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Liverpool 6 12 23:6 3 3 0
    2 Sevilla 6 9 12:12 2 3 1
    3 Spartak Moskwa 6 6 9:13 1 3 2
    4 NK Maribor 6 3 3:16 0 3 3

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa F

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Manchester City 6 15 14:4 5 0 1
    2 Szachtar 6 12 9:9 4 0 2
    3 Napoli 6 6 11:11 2 0 4
    4 Feyenoord 6 3 5:14 1 0 5

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE
  • Liga Mistrzów, grupa G

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Besiktas 6 14 11:5 4 2 0
    2 FC Porto 6 10 15:10 3 1 2
    3 RB Lipsk 6 7 10:11 2 1 3
    4 Monaco 6 2 6:16 0 2 4

    • Awans do 1/16 LE
    • Awans do 1/8 finału
  • Liga Mistrzów, grupa H

    lp Drużyna M Pkt Br Zw R Por
    1 Tottenham 6 16 15:4 5 1 0
    2 Real Madryt 6 13 17:7 4 1 1
    3 Dortmund 6 2 7:13 0 2 4
    4 APOEL 6 2 2:17 0 2 4

    • Awans do 1/8 finału
    • Awans do 1/16 LE