Liga Mistrzów. Okoński: Klopp czaruje, Wenger robi swoje

06.11.2013, godzina 20:45

Borussia Dortmund

0 1
  • na żywo
Juergen Klopp

Juergen Klopp (Fot. Frank Augstein AP)

Juergen Klopp czaruje swoimi historiami jak niegdyś Jose Mourinho. Tym razem widowiska na Westfalenstadion jednak nie wyczarował. Nawet jeśli po cichu, Arsene Wenger zrobił swoje - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".
Klopp wygrał, owszem, w ostatnich dniach jeden ważny mecz. Tyle że był to mecz stoczony jeszcze, zanim jego piłkarze wyszli na boisko - o cytowalność i sympatię dziennikarzy. Jego poniedziałkowy wywiad dla "Guardiana" z porównaniem Arsenalu do orkiestry ("lubią mieć piłkę, rozgrywać, podawać, ale w sumie brzmi to dość cicho, nieprawdaż?") i wyznaniem, że on sam preferuje heavy metal, zawładnął medialną narracją. Na konferencji w Dortmundzie menedżer Arsenalu musiał w odpowiedzi bąkać coś o symfonii, która powstanie na boisku z połączenia gry obu drużyn, ale w gruncie rzeczy niewielu go słuchało: "Kloppomania", którą przyszło nam obserwować, dawała się porównać wyłącznie z miesiącem miodowym, jaki miał swego czasu z angielskimi mediami Mourinho. Malownicze gesty trenera Borussii, imitowanie przez niego skrzypiec, skojarzenia z perkusją i hardrockowymi gitarami, jeszcze jedna metafora obrazująca różnicę między Francuzem i Niemcem (Wenger: uprzejmy uścisk dłoni, Klopp - przybijanie piątek), kompletnie przyćmiły niewątpliwie mniej efektownego szkoleniowca rywali. Do czasu.

Chłopcy Wengera się uczą

Rzecz w tym, że Wenger wyciągnął wnioski z tego, co stało się przed dwoma tygodniami w Londynie. Kontrolowanie gry i utrzymywanie się przy piłce pozostały najlepszym sposobem na uciszenie Borussii, pod warunkiem zachowania zimnej krwi: koncentracji i wzajemnej asekuracji. "Pierwszy mecz przegraliśmy dlatego, że za wszelką cenę chcieliśmy wygrać i niepotrzebnie się odsłoniliśmy" - mówił Wenger. Tym razem o odsłonięciu nie było mowy. Borussia atakowała głównie prawym skrzydłem, Kevin Grosskreutz i Jakub Błaszczykowski nieustannie obiegali Kierana Gibbsa, ale kiedy już im się udawało, na ich drodze stawał wracający do strefy obronnej i wspierający lewego obrońcę Mikel Arteta (a po objęciu prowadzenia zagrożenie po tej stronie ostatecznie zniwelowało wejście Nacho Monreala). O doskonałym występie Laurenta Koscielnego i Pera Mertesackera rozpisywać się nie trzeba - zresztą, że potrafią dać sobie radę z arcytrudnymi rywalami, pokazali już, blokując drogę do bramki Wojciecha Szczęsnego duetowi Luis Suarez-Daniel Sturridge w niedzielnym meczu z Liverpoolem.

Arsenal wygrał, bo tym razem nie stracił, jak Aaron Ramsey w tamtym spotkaniu, piłki przed własnym polem karnym. I nie dał się rozciągnąć, stwarzając tym samym przestrzeń do kontrataku. Że przez godzinę nie oddał ani jednego strzału na bramkę? A co przyszło Borussii ze wszystkich jej strzałów, oddawanych głównie zza pola karnego? "Chłopcy Wengera", po pierwsze, nie są już takimi znowu chłopcami, po drugie zaś - uczą się na błędach.

Odwrócenie ról

Wywiad Kloppa dla "Guardiana" pod pozorami uprzejmości ("sir Arsene Wenger", powiedział m.in. o swoim rywalu) zawierał także bolesne szpile. "Kiedy oglądam Arsenal z ostatnich dziesięciu lat, widzę futbol prawie doskonały, ale wszyscy wiemy, że nie daje on trofeów. W Anglii mówią, że lubią Arsenal, ale że Arsenal powinien w końcu coś wygrać. A kto wygrywa? Chelsea, tylko że grając inną piłkę".

No to trener Borussii doczekał się meczu, w którym Arsenal zagrał jak Chelsea: cierpliwie i w sposób wyrachowany. Jakkolwiek to zabrzmi, Klopp został pokonany własną bronią: tym razem to on niepotrzebnie się odsłonił i po stworzeniu kilku dobrych sytuacji na początku drugiej połowy został boleśnie skarcony, a potem nie potrafił się już podnieść, ba: to kontratakujący goście mieli kolejne sytuacje do strzelenia bramki. Korci mnie opowiadanie o tym meczu przez proste odwrócenie ról: tam rozpędzony po wyrównującej bramce Arsenal dostaje nieoczekiwany cios od Lewandowskiego, tutaj Mesut Oezil z Olivierem Giroud i niewiarygodnym zaiste (mam napisać: "grającym pierwsze skrzypce"?) Ramseyem brutalnie zatrzymują łapiących wiatr w żagle gospodarzy po równie prostej, jak tamta Walijczyka, stracie piłki w środku pola.

Za głośno

Piłkarze Kloppa nie odpadli oczywiście z Ligi Mistrzów, więc trochę znakomitych wywiadów z nim jeszcze przeczytamy. Dziś jednak możemy bezkarnie bawić się jego frazami, bo doskonale nadają się na broń przeciwko niemu samemu.

Weźmy np. nieco inny przykład: "Gdybym jako czterolatek zobaczył Barcelonę z ostatnich lat, z łagodnością strzelającą rywalom po pięć czy sześć bramek, wybrałbym tenisa. Stawiam na futbol walki, nie na futbol łagodności. To, co nazywam niemiecko-angielską piłką: deszczowy dzień, grząskie boisko, wszyscy umorusani wracają do domu i wydaje się im, że przez miesiąc nie będą w stanie wrócić na boisko - to właśnie jest Borussia".

"Ależ on pięknie ściemnia" - myślałem sobie, mając w pamięci te słowa i patrząc na nienagannie gładką, mimo deszczowego dnia, murawę Westfalenstadion i równie nienaganne fryzury jego zawodników; rozgrywa nas tak samo jak Mourinho, tylko do innych tęsknot się odwołuje - za światem prawdziwej, ludowej, a nie komercyjnej piłki. Pamiętacie jeszcze alterglobalistyczne reklamy "Joga bonito" z Erikiem Cantoną w roli głównej, mające nas nakłonić do kupowania koszulek odzieżowego giganta? Wszyscy uwielbiamy być tak nabierani i stąd się pewnie bierze nasza miłość do Kloppa.

Tyle że miłość bywa ślepa. Pysznił się trener Borussii (a my, dziennikarze, słuchaliśmy go z uwielbieniem), że w pierwszym meczu z Arsenalem jego piłkarze przebiegli w sumie 11,5 kilometra więcej niż rywale - a Wenger cichutko polemizował, że ważniejsze od tego, ile się przebiegnie, jest to, jak inteligentnie się biega - i że lepsze zespoły mogą biegać mniej. Wyszło na jego.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Komentarze (5)
Liga Mistrzów. Okoński: Klopp czaruje, Wenger robi swoje
Zaloguj się
  • white89

    Oceniono 17 razy 9

    Klopp miał powody do pyszałkowatości, zwłaszcza po wywiezieniu punktów z Emirates i wdeptaniu w ziemię Stuttgartu. A statystyki przemawiały (mecze wygrane u siebie) za Dortmundem. Niemniej z tego znany jest trener BVB - wyjątkowo emocjonalne podejście, dość cięty język i (czasami nazbyt) efektowna gestykulacja wokół technicznego ;) Do złotoustego Jose (prócz trofeów) trochę brakuje, zresztą to 'Special One' czy 'w końcu niemożliwy do skopiowania 'Only One'.

    Z kolei Arsenal (paradoksalnie) czuje się wyjątkowo dobrze na wyjazdach, co dobrze prognozuje na wyjazd do Neapolu. Jestem tylko ciekaw na ile złota 11 starczy na kolejne potyczki. Bendtner raczej kupuje czas, niż wnosi 'Wengerowską' jakość. Sztab medyczny Arsenalu to jedna z większych, niepokojących tajemnic Premier League. Na dobrą sprawę wszyscy mogą wylądować z 12 punktami na zakończenie pojedynków grupowych...

  • www.kacperpowrozek.pl

    0

    O stosunkowo zaskakującej postawie defensywnej Rosickiego, grze Lewandowskiego i porównanie ustawienia Ramseya z meczem sprzed 2 tygodni na moim blogu. Zapraszam chętnych do przeczytania kacperpowrozek.pl/oprocz-pieknej-gry-potrafia-tez-wygrywac/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX