Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Wisła w Europie za 650 tys. euro

3 : 1
Informacje
Liga Mistrzów 2011/12 - 3. runda kw.
Środa 03.08.2011 godzina 20:30
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Wisła Kraków
1
2
3
Liteks Łowecz
0
1
1
Składy i szczegóły
Wisła Kraków
Bramki: Gole: Melikson (43., 57. karny), Wilk (85.)
Kartki: Melikson - żółta
Skład: Pareiko - Lamey (88. Jovanović), Jaliens, Chavez, Diaz - Nunez, Sobolewski - Małecki (75. Wilk), Melikson (84. Paljić), Kirm - Genkow.
Liteks Łowecz
Bramka: Bodurow (68.)
Kartki: Yelenkovich - czerwona
Skład: Litex: Vinicius - I. Miłanow, Nikołow, Bodurow, Żanew - G. Miłanow (72. Codo), Jelenković Cz - Tom, Janew (62. Cwetkow), Cwetanow (51. Todorow) - Thiago.
Maor Melikson wprowadził Wisłę do europejskich pucharów. Krakowianie pokonali Liteks Łowecz 3:1 i od Ligi Mistrzów dzieli ich tylko jeden przeciwnik
Ile kosztują europejskie puchary? Według krakowskich rachunków ok. 650 tys. euro. Tyle mistrzowie Polski zapłacili za Maora Meliksona, który przez pół roku zrobił więcej niż dziesiątki piłkarzy w erze Bogusława Cupiała.

Izraelczyk w ojczyźnie był piłkarzem jednym z wielu. Potrafił błysnąć podaniem, strzelał bramki, ale grał w średnim Hapoelu Be'er Szewa, który nie przyciąga ani wielkich piłkarzy, ani mediów. W Polsce wystarczyło mu jednak pół roku, by został gwiazdą. Wiosną zawodnicy i trenerzy wybrali go na odkrycie ekstraklasy, a zasłużył sobie m.in. 80-metrowym rajdem w spotkaniu z Widzewem Łódź, ponadprzeciętną szybkością i niespotykaną w Polsce techniką.

Najważniejsze jednak, że Melikson zalet nie traci także w obliczu zagranicznych rywali. Podczas gdy dziesiątki piłkarzy Wisły w przeszłości lekceważyły przeciwników z Estonii, Azerbejdżanu czy Gruzji, Izraelczyk na razie nie odpuszcza nikomu. W Bułgarii zdobył zwycięską bramkę, a w środę pozbawił złudzeń Liteks.


Pod koniec pierwszej połowy bajecznie, a zarazem prosto rozegrał piłkę z Patrykiem Małeckim, uderzył mocno pod poprzeczkę i krakowianie byli o krok od fazy grupowej europejskich pucharów. Ale Meliksonowi ciągle było mało. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy w okamgnieniu uprzedził rywala, pomknął z piłką ok. 50 metrów i dopiero w polu karnym powalił go bramkarz. Był rzut karny czy go nie było? Raczej nie było, ale to rzecz o mniejszym znaczeniu dla wyniku dwumeczu. Po tej akcji Maaskant mógł ściągnąć Izraelczyka i wystąpić do klubu o przyznanie mu specjalnej premii, ale zamiast tego Melikson wziął piłkę, postawił na 11. metrze i z gracją zdobył drugiego gola, potwierdzając słowa Maaskanta. - Maor to zawodnik, który sam potrafi rozstrzygnąć spotkanie - mówił tuż przed sezonem szkoleniowiec. Holender ściągnął Meliksona dopiero kilka minut przed końcem, a trybuny zgotowały mu owację na stojąco.

Dzięki trafieniom Izraelczyka krakowianie mogli świętować awans do fazy grupowej europejskich pucharów. W piątek dowiedzą się, z kim zagrają o Ligę Mistrzów. Jeśli jednak i tym razem nie awansują do piłkarskiej elity, to wystąpią w fazie grupowej Ligi Europy. - Ale naszym głównym celem jest LM - zapewnia Maaskant.

Cuda i modlitwy nie pomogły

Droga do międzynarodowych rozgrywek nie była zbyt wyboista. Krakowianie rozgrzali się z półamatorami ze Skonto Ryga, ale z Liteksem wcale nie musieli zagrać dużo lepiej, by awansować. Zresztą przed rewanżem w liczącej 7,5 mln Bułgarii chyba tylko 40-tysięczny Łowecz wierzył w sukces Liteksu.

Po pierwszym meczu media nie zostawiły na mistrzach Bułgarii suchej nitki i radziły kibicom modlitwy oraz liczenie na cud. - U nas nikt nie wierzy, że mogą awansować. W pierwszym spotkaniu mieli więcej sytuacji, ale nie potrafili ich wykorzystać. Jedyną osobą, która otwarcie mówi o wygranej w rewanżu, jest trener Ljubosław Penew - przyznał Stanil Jotow, dziennikarz "7 Dni Sport".

Mimo to Bułgarzy zapowiadali, że zagrają w Krakowie o zwycięstwo, a na oficjalnej stronie klubu chwalili się, że zawodnicy Liteksu cieszą się w Polsce wielkim zainteresowaniem. I zapewniali, że nie przestraszą się krakowskiej widowni, choć wczoraj przy Reymonta pewnie stawiło się niewiele mniej kibiców (23 tys.) niż w Łoweczu na wszystkich meczach ligowych łącznie.

Wisła zaczęła dość sennie, co było wpisane w taktykę. - Wygrana w Łoweczu 2:1 to bardzo dobra zaliczka, rzadko który zespół strzelił w tej rundzie eliminacji aż dwie bramki na wyjeździe. Moi zawodnicy będą o tym pamiętać i nie rzucimy się do szalonych ataków - mówił Maaskant.

Szkoleniowiec przed spotkaniem zapowiadał, że w składzie ma kilka znaków zapytania. W porównaniu z pierwszym meczem mógł wymienić nawet pół składu, ale zdecydował się tylko na konieczne roszady: pauzującego za kartki Ivicę Ilieva zastąpił Patrykiem Małeckim, Gervasio Nunez zagrał za leczącego przez kilka dni uraz Cezarego Wilka, a do bramki wrócił Sergiej Pareiko.

Po pierwszych minutach wydawało się, że taki skład bez problemu awansuje. Mistrzowie Polski prowadzili grę, częściej przebywali na połowie rywala, ale nie stwarzali sytuacji. Ale gdy Liteks zaczął naciskać, kilka razy musieli ratować się wykopywaniem piłki w aut, a robili to w taki sposób, jakby licytowali się, kto jest w stanie wyżej posłać piłkę. Z czasem krakowianie zaczęli znowu panować i nie zmieniła tego nawet przypadkowa bramka Nikolaja Bodurowa. Bułgarom resztkę nadziei odebrał sędzia - czerwoną kartę za uderzenie Nuneza dostał Neboszja Jelenković.

Mimo pewnego zwycięstwa Maaskant będzie miał jednak nad czym pracować, bo momentami krakowianie oddawali zbyt dużo pola rywalom. Rozkręcili się dopiero, gdy Bułgarzy zaczęli godzić się z porażką.

Więcej o: