Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Onyszko: nauczyłem się chodzić z klatą do przodu

- W żadnym klubie nie miałem problemów. Dla mnie to chore, że stałem się bardziej popularny dzięki autobiografii, aniżeli solidnej grze - mówi nowy bramkarz Odry Wodzisław Arkadiusz Onyszko
Marcin Fejkiel: Jak wyglądało Pańskie zderzenie z wodzisławską rzeczywistością?

Arkadiusz Onyszko, bramkarz Odry: Kiedy odchodziłem z Widzewa do duńskiego Viborga, też trafiłem do klubu z 35-tysięcznego miasteczka i było OK. Na temat Wodzisławia za wiele jeszcze powiedzieć nie mogę. Byłem dwa razy w centrum, założyłem sobie konto w banku pierwszy raz od 11 lat w Polsce. Mieszkam u bardzo miłej rodziny pod Wodzisławiem. Czuję się jak w domu.

Jest różnica w tym, jak wyglądały nasze kluby przed Pana wyjazdem i teraz?

- Tutaj musimy dojeżdżać na treningi. Na Zachodzie takie rzeczy się nie zdarzają. Tam porządna baza treningowa jest na miejscu. Ale i tak idzie chyba ku lepszemu pod względem organizacyjnym. Kiedyś czekało się na pieniądze, granie w piłkę było wariackie. Obecnie zrobiło się bardziej profesjonalnie.

Koledzy z szatni nie przestraszyli się słynnego skandalisty?

- Nie jestem żadnym skandalistą! Nigdy, w żadnym z klubów nie miałem problemów, jeśli chodzi o kolegów. Z nikim się nie pobiłem, z trenerami się nie użerałem. Przez 11 lat grałem wszystkie mecze, a żaden trener nie posadził mnie na ławce. To prasa duńska wyciągnęła z mojej książki [manifestuje w niej nietolerancję wobec homoseksualistów i wyraża poparcie dla rasistowskiego gangu motocyklowego Hell's Angels - przyp. red.] kilka cytatów i zrobiła z tego aferę.

Ale ma Pan silną osobowość.

- Jak opuszczałem Polskę, to byłem strasznie zakompleksiony. Dopiero Zachód mnie zmienił. Zobaczyłem jak ludzie żyją, jak się zachowują, w jaki sposób odnoszą sukces i musiałem się dostosować. Tam nauczyłem się chodzić z klatą do przodu. Być może stałem się nawet trochę arogancki. Ale skromnością niczego bym nie osiągnął. Przejechano by się po mnie jak walcem. Jeśli ktoś jest dobry, to powinien to podkreślać na każdym kroku. Może właśnie przez to brakuje nam zawodników z charakterem, którzy byliby w stanie czegoś dokonać w zagranicznych klubach.

A Pan jest zadowolony ze swoich dokonań sportowych?

- Żyłem w kraju, gdzie ludziom wydaje się, że stanowią pępek świata. Skoro w ich lidze występowałem regularnie, musiałem coś umieć. Rozegrałem najwięcej meczów w lidze jako obcokrajowiec, do tego najwięcej z czystym kontem, byłem również wybierany najlepszym bramkarzem jako pierwszy spośród cudzoziemców. To mało?

Liga duńska znacznie przewyższa poziomem naszą ekstraklasę?

- Przez ten czas pobytu w Danii nie widziałem, żeby któryś duński klub odpadł w rywalizacji z naszym. Nie przypominam też sobie, aby nasza reprezentacja dała radę Duńczykom. Tak samo teraz: kadra złożona z duńskich ligowców na luzie ogrywa w Tajlandii Polaków. Wnioski nasuwają się chyba same.

To dlaczego był Pan systematycznie pomijany przez trenerów reprezentacji?

- Brało się to z takiego, a nie innego postrzegania przez nich ligi duńskiej. Jestem w stanie zrozumieć to, że zawsze mieliśmy urodzaj, jeśli chodzi o niezłych bramkarzy, ale przynajmniej jedną szansę mógłbym dostać, prawda? Nie tacy przecież je dostawali.

Żałuje Pan decyzji o napisaniu autobiografii?

- Absolutnie nie. Pewne rzeczy siedziały we mnie od lat i pokornie je znosiłem, aż w końcu miarka się przebrała i wywaliłem kawę na ławę. W ten sposób oczyściłem swoją duszę.

Zrobił Pan to z premedytacją? Żeby zyskać rozgłos?

- A skąd. Dla mnie chore jest to, że stałem się bardziej popularny dzięki tej książce, aniżeli solidnej grze. Zawsze byłem osobą barwną i rozpoznawalną, bo nie bałem się mówić, co myślę. Np. kiedy odpadliśmy z Pucharu UEFA powiedziałem, że to wina dyrektora sportowego, bo nie kupił napastnika. Więc ja tej dodatkowej popularności aż tak bardzo nie potrzebowałem. A na książkę mnie namówili. Nie wierzyłem nawet, że na tym zarobię.

A zarobił Pan?

- Zarobiłem.

Zdawał Pan chyba sobie sprawę, jak może zostać ona odebrana w Danii?

- Z tą przesadną poprawnością polityczną Duńczyków to jakaś kompletna bzdura. Jak tłukli pałami antyglobalistów i trzymali ich dziewięć godzin na mrozie, to miało to coś wspólnego z wolnością słowa i wolnym krajem? Dania to państwo policyjne, kraj obłudny i zakłamany. Gorzej niż u nas za komuny.

Dariusz Kozielski, człowiek odpowiedzialny za transfery w Odrze, zapowiedział, że zamówi Panu miejsce w pierwszej ławce w kościele jako wzorowemu katolikowi.

- Bardzo chętnie skorzystam. W ostatnim roku odsunąłem się od Boga i spotkała mnie za to kara. Bez Boga czułem się pusty, dlatego teraz jestem w trakcie ponownego pojednania się z Nim.

Dobrze się Panu współpracuje z Kozielskim?

- To niesamowity człowiek! Osoba na luzie, a przy tym szczera i uczciwa. Nie wiem, jacy są inni działacze w Polsce, ale on jest wyjątkowy. Co sobie założy, to realizuje.

Wy, nowi zawodnicy w Odrze, jesteście typowymi najemnikami, wynajętymi na pół roku. Czy daje Pan gwarancję, że będziecie się "zabijać" o tę Odrę w lidze?

- Po to tu jestem. Nie oszukujmy się: drużyna znalazła się w cholernie trudnej sytuacji, ale nie w beznadziejnej. Jeśli wszyscy się skonsolidujemy i sprężymy, to wierzę, że nam się uda.