Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Marek Zieńczuk: Może to był mój ostatni mecz w karierze. Chciałbym, żeby Ruch powiedział mi wcześniej

- Uzbierałem trochę medali. Mogę być zadowolony z tego, co osiągnąłem tym bardziej, że nie byłem najzdolniejszy w swojej grupie juniorów. Doszedłem do wszystkiego ciężką pracą. Mam satysfakcję, ale brakuje mi pozytywnego zakończenia. Innego niż porażka 0:3 w Poznaniu - powiedział w rozmowie z Sport.pl Marek Zieńczuk, 38-letni piłkarz Ruchu Chorzów.
Jacek Staszak: Pana kontrakt kończy się 30 czerwca. Wie pan już, co dalej?

Marek Zieńczuk, skrzydłowy Ruchu Chorzów: - Nic nie wiadomo. Może był to mój ostatni mecz. Szkoda, że przegrany. Przede wszystkim jednak zdecydowanie wolałbym się pożegnać jak "Kotor" [Krzysztof Kotorowski, bramkarz Lecha - JS] z własnymi kibicami. Ubolewam, że nie było mi to dane. Jeśli to rzeczywiście był to mój ostatni mecz, to dziękuję naszym kibicom za wsparcie. Dwa medale w pięć lat w Chorzowie to bardzo przyzwoity wynik. Grubo ponad stan.

Mówiąc ostatni mecz ma pan na myśli Ruch czy piłkę nożną?

- Nie zdecydowałem jeszcze. Przed tym spotkaniem bardziej skłaniałem się ku opcji, że to rzeczywiście będzie mój ostatni mecz w karierze, ale jeszcze nie podjąłem decyzji. Mam jakieś plany na przyszłość. W tym tygodniu zdecyduję, czy skorzystam z takiej opcji, która mi się pojawiła, nie będę wchodził w szczegóły, bo jeszcze za wcześnie o tym mówić. Może jeszcze podejmę rękawicę i będę grał przez kolejny rok.

Ta opcja jest związana z zakończeniem kariery?

- Tak, ze zmianą statusu w futbolu. Z piłkarza na, można powiedzieć, trenera. Czuję się jeszcze dobrze i gdzieś targają mną emocje, szkoda byłoby się już żegnać. Wiadomo - gdy się to kończy, to bezpowrotnie. Ciężko jest podjąć taką decyzje, ale nic nie będę robił na siłę. Nie uzależniam gry w piłkę od własnego widzimisię. W tydzień-dwa podejmę decyzję co do mojej przyszłości. Wolałbym, żeby działacze i trener powiedzieli wcześniej, czy chcą, żebym grał w Chorzowie, ale niestety przyznaję z bólem, że tak to tu się nie odbywa. Zwykle w Ruchu decyzje podejmuje się po powrocie z urlopów. Jestem dorosłym człowiekiem i muszę sobie życie, także prywatne, układać. Nie mogę długo czekać.

To by się wiązało z przeprowadzkami, a pan mieszka w Krakowie.

- Tak, ale docelowo będę mieszkał w Gdańsku. Moja córka chodzi do gimnazjum i chciałbym już konkretnie zmienić środowisko, a nie być na rozdrożu jak przez całą karierę.

W niedzielę grał pan na lewej obronie. Aż przypomniała się pana fenomenalna runda przed dziewięcioma laty, gdy zdobywał pan gola za golem.

- Wtedy prawie całą rundę tam grałem. Różnica między tamtą Wisłą a dzisiejszym Ruchem jest taka, że graliśmy wtedy w dużo ataku pozycyjnym, zadań w defensywnie było o wiele mniej. Było łatwiej o bramki.

Arkadiusz Głowacki mówił przed przedłużeniem umowy z Wisłą mówił, że każdego dnia wstaje rano z inną myślą - raz chciałby grać dłużej, by później w to wątpić. U pana jest tak samo?

- Dokładnie. Wyobrażam sobie, jak wahał się Arek. Ciężko jest coś rzucić, gdy podporządkowało się całe życie piłce. Trudno teraz przejść na drugą stronę barykady. Są pewne przyzwyczajenia. Wiele treningów i meczów Arkowi sprawiało radość i stąd te różne przemyślenia, emocje. Cieszę się, że będzie jeszcze grał. Dla młodych chłopaków z Wisły jest to bardzo dobry wzór. Co by nie mówić - nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

A pan czuje tę radość?

- Czuję, ale nie wtedy, gdy siedzi się co spotkanie na ławce. Trudno wtedy czerpać z tego wiele przyjemności. Treningi też są fajne, ale sensem piłki są mecze ligowe. Ta atmosfera, napięcie przed meczami. Wolałbym być ważnym ogniwem zespołu niż zapchajdziurą, człowiekiem, który wchodzi raz na siedem spotkań z ławki.

Przez pana przemawia chyba obawa, że to rynek podejmie za pana tę decyzję.

- Tak, wolałbym być kowalem własnego losu, sam zdecydować. Ale nie będę czekał do ostatniego gwizdka, chodził, prosił. Czas na męską decyzję. Mam jednak perspektywy.

Pana sukcesy to trzy mistrzostwa Polski, wicemistrzostwo z Wisłą i Ruchem...

- ... i jeszcze dwa razy trzecie miejsce. Do tego Puchar Polski z Amiką Wronki, cztery kolejne finały. Uzbierałem trochę medali. Mogę być zadowolony z tego, co osiągnąłem tym bardziej, że nie byłem najzdolniejszy w swojej grupie juniorów. Doszedłem do wszystkiego ciężką pracą. Mam satysfakcję, ale brakuje mi pozytywnego zakończenia. Innego niż porażka 0:3 w Poznaniu.

Te pięć lat w Ruchu pozytywne tym bardziej po słabej przygodzie z Lechią?

- Zdobyliśmy tutaj dwa medale, teraz w grupie mistrzowskiej. Punkt od mistrzostwa Polski w 2012 roku... Wszyscy wiedzą, że nie jesteśmy krezusami. To była drużyna zbudowana z takich pieniędzy, jakie się znalazły. Może to było maksimum tego, co się dało tutaj osiągnąć, ale wielu chłopaków może się jeszcze rozwinąć. Pokazaliśmy nawet w tym sezonie, że możemy walczyć z najlepszymi. Wszystkie różnice przy odpowiedniej dyspozycji dnia nie są aż takie wielkie.

Mimo wieku już dość zaawansowanego wciąż grał pan z boku boiska. W czym leży recepta na długowieczność skrzydłowego?

- Nie wiem. Może to zależy od trenera, od moich predyspozycji czy ustawienia taktycznego. Gra w obronie w wieku 38 lat może być przyjemna i owocna dla drużyny. Wiele mogę dać w ofensywnie i przy rozegraniu piłki. Nie wykluczam, że nie powiedziałem ostatniego słowa, ale nie wykluczam też drugiej opcji.

Zastanawia się pan co by było, gdyby nikt z ekstraklasy się nie zgłosił?

- Raczej nie brałem tego pod uwagę, ale w życiu nic nie można powiedzieć na sto procent. Może się okazać, że klub pierwszoligowy z ambicjami i perspektywami awansu nie jest najgorszą opcją. Zobaczymy, co pokaże życie. Na pewno nie będę gorączkowo czekał na telefon. Jeśli ktoś będzie chciał, to z każdym porozmawiam i rozważę możliwości.

Piękniejsza strona ekstraklasy! Poznajcie dziewczynę napastnika Ruchu Chorzów!




Więcej o:
Komentarze (1)
Ekstraklasa w Sport.pl. Marek Zieńczuk: Może to był mój ostatni mecz w karierze. Chciałbym, żeby Ruch powiedział mi wcześniej
Zaloguj się
  • schwesta

    Oceniono 2 razy 2

    Marku ,pamiętaj ,żę Ruch to nie geszefciarz Smagorowicz i ta królewna ,która lansuje się naszym kosztem. Ruch to nie Mosór.
    Ruch to my kibice ci 10-12 letni i ci 80 letni
    Jeśli ktoś postąpi nie fair przepraszamy my kibice.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX