Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Świetni bramkarze czy marni strzelcy? Jak ligowcy marnują "jedenastki"

Strzelcy są coraz słabsi czy bramkarze coraz lepsi? W obecnym sezonie ekstraklasy wykonujący rzuty karne są rekordowo nieskuteczni. Fenomenem jest golkiper Górnika Łęczna, Silvio Rodić.
Ostatni weekend w lidze był wyjątkowy - na pięć podyktowanych rzutów karnych aż trzy nie zakończyły się golem. Strzały Patryka Lipskiego (Ruch Chorzów) i Kamila Vacka (Piast Gliwice) zostały obronione, a Michal Papadopulos (Zagłębie Lubin) spudłował. Dzięki temu piłkarze ekstraklasy w nieskuteczności z jedenastego metra już po trzynastej kolejce nie wykorzystali takiej samej liczby rzutów karnych (11), co w całym poprzednim sezonie. Na tę chwilę ich skuteczność jest najgorsza od dziesięciu lat.

W ostatnich dwóch sezonach skuteczność nie spadała poniżej 85 proc., co było bardzo przyzwoitym wynikiem nawet w porównaniu ze średnią pięciu najlepszych lig europejskich (78 proc.). - Każdy wynik poniżej 70 proc. oznacza zdecydowaną anomalię - tłumaczy Ben Lyttelton, autor książki "Twelve Yards" poświęconej w całości historii oraz technice wykonania rzutów karnych. Angielski dziennikarz udowadnia, że "jedenastka" to wcale nie loteria, jak się powszechnie uważa.

- Lubię powiedzenie, że nie ma karnych obronionych tylko źle wykonane. Zauważmy, że nie ma zbyt wielu "jedenastek" perfekcyjnie strzelonych, ale i tak obronionych. Na poziomie profesjonalnym każdy piłkarz powinien potrafić wykorzystać taką okazję. Jednak piękno rzutów karnych polega na tym, że nie chodzi tylko o umiejętności i technikę, lecz także nerwy i mentalność - tłumaczy Lyttelton.

W ekstraklasie nie ma zbyt wielu wykonawców, którzy byliby ekspertami. W Wiśle Kraków już dwukrotnie dochodziło do zmiany strzelców - najpierw próbował Rafael Crivellaro, potem nie sprawdził się Rafał Boguski, a ostatnio okazję wykorzystał Paweł Brożek. W każdym klubie trenerzy zwykle wybierają trzech lub pięciu wykonawców, którzy zmieniają się zależnie od skuteczności lub sytuacji na boisku. W Legii Warszawa tę rolę spełnia Nemanja Nikolić, w Lechii Gdańsk Grzegorz Kuświk - obaj napastnicy wykorzystali po dwie "jedenastki".

- Jest kilka powodów, dla których skuteczność w całej lidze mogła spaść. Może to po prostu zbyt wczesny etap sezonu i liczba wykorzystanych rzutów karnych wróci na swój poziom? - zastanawia się Lyttelton. Faktycznie, w porównaniu do poprzedniego sezonu średnia przyznanych "jedenastek" na kolejkę wzrosła o ponad 30 proc. Obecny wynik (2,6 "jedenastki" na rundę) jest najwyższy od wielu lat.

Lyttelton sugeruje również, że nieskuteczność strzelców może wynikać z sytuacji w trakcie spotkań, presji na zawodniku. W ostatniej kolejce Vacek (Piast) strzelał przy prowadzeniu rywali z Kielc, ale do końca spotkania wciąż pozostawała godzina gry. Papadopulos pomylił się w 80. minucie przy bezbramkowym wyniku meczu Zagłębia z Górnikiem Łęczną. Lipski w ostatnich sekundach nie wykorzystał szansy, ale jego drużyna i tak już wygrywała. W pięciu innych sytuacjach piłkarze mylili się, choć ich gole mogły zdecydowanie odwrócić wynik rywalizacji. Słabe nerwy ligowców? Niekoniecznie - aż dziesięć razy, wykonując "jedenastki" w ostatnich trzydziestu minutach meczów, piłkarze pewnie je strzelali. Nawet w miniony weekend Kuświk dał zwycięstwo Lechii już w doliczonym czasie gry, wykorzystując kontrowersyjny rzut karny.

- Oczywiście to może być też zasługa bramkarzy i ich większej wiedzy na temat tego, jak strzelają rywale. W teorii ci najlepsi strzelcy powinni potrafić zmieniać sposób wykonania "jedenastek", ale wielu tak nie robi - tłumaczy Lyttelton. W obecnym sezonie w ekstraklasie w połowie z 34 przypadków bramkarze odgadywali kierunek strzałów z jedenastu metrów. W klubach posiadających odpowiednie oprogramowanie analiza techniki oraz wyborów przy uderzeniu głównych wykonawców jest na wysokim poziomie.

Legia Warszawa jest tego doskonałym przykładem. Na dziesięć ostatnich "jedenastek", z którymi jej bramkarze musieli sobie radzić, aż siedem zostało niewykorzystanych. Duszan Kuciak wpuścił tylko jeden z siedmiu ostatnich rzutów karnych przeciwników. W poprzednim sezonie w serii karnych półfinału Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław tylko jedna z czterech prób rywali była skuteczna.

Jednak bohaterem obecnych rozgrywek jest Silvio Rodić, 28-letni bramkarz Górnika Łęczna. On już pięciokrotnie mierzył się z "jedenastkami" i tylko dwie rywale wykorzystali. Swój sukces zawdzięcza... Larsowi Hoghowi, byłemu golkiperowi duńskiego Odense i bohaterowi "cudu z Madrytu" - w 1994 roku jego zespół potrzebował dwubramkowego zwycięstwa z Realem na Santiago Bernabeu w Pucharze UEFA i głównie dzięki paradom bramkarza udało się sensacyjnie awansować do ćwierćfinału.

Tylko co Hogh ma wspólnego z Górnikiem? W Łęcznej trenerem bramkarzy jest jego były podopieczny właśnie z Odense, Arkadiusz Onyszko, który wiele lat grał w Danii, a wcześniej m.in. w Lechu Poznań i Widzewie Łódź. - Hogh był ekspertem od rzutów karnych i nauczył mnie pewnego triku, który stosujemy do dziś - tłumaczy.

- Nie widzę w ekstraklasie większego eksperta od "jedenastek" niż Silvio. Nie wierzymy w analizę, ale w trening. Rodić ma dar i najważniejsze cechy potrzebne do bronienia karnych, czyli stalowe nerwy, duży zasięg rąk oraz to, że do momentu strzału stoi na nogach - tłumaczy Onyszko. Dzięki temu nabiegający na piłkę rywale gubią się, w ostatniej chwili zmieniają decyzję o strzale. A trik? - Nie mogę zdradzić wszystkiego. Chodzi o to, żeby jednym ruchem naprowadzić przeciwnika na strzał w ten róg, który chce bramkarz - mówi trener Rodicia.

- Zostajemy po treningach i trenujemy ten zwód. Czasem zostają z nami zawodnicy z pola, ale nawet gdy zmieniają wybrany róg, to Silvio i tak ich strzały broni. Jego reputacja eksperta rośnie, każdy następny przeciwnik podchodzący do "jedenastki" będzie miał w głowie skuteczność Rodicia - dodaje Onyszko. Warto zauważyć, że nie tylko w ekstraklasie piłkarze mają kiepską skuteczność. W Hiszpanii strzelają z karnych na podobnym poziomie (68 proc.), w Lidze Mistrzów do siatki nie wpadło osiem z 20 prób, ale najgorzej jest w lidze francuskiej. Tam bramkarze poradzili sobie niemal z połową strzałów, broniąc 12 z 26 "jedenastek".

Gdyby koszulki NBA były strojami piłkarskimi [PROJEKTY]


Nowy Sport.pl wkrótce! [SPRAWDŹ]




Kto jest winny dużej liczby zmarnowanych karnych?
Więcej o:
Komentarze (5)
Ekstraklasa w Sport.pl. Świetni bramkarze czy marni strzelcy? Jak ligowcy marnują "jedenastki"
Zaloguj się
  • scierplaminoga

    0

    z roku na rok ekstraklasa co raz słabsza, z roku na rok, trzeba starać się co raz mniej, żeby się wyróżniać i przejść za granicę grzać ławę za 3x tyle co w Polsce za granie, więc i na karnych się to odbija

  • Rafal Louth

    0

    Jak powiedział kiedyś Pam Tomek (Jan Tomaszewski) - 'nie ma karnych obronionych, są tylko źle strzelone'

  • kibleg

    0

    Karny strzelony przy dowolnym słupku (do 0,5 m. od słupka) z przynajmniej średnią siłą jest nie do obrony nawet jeśli bramkarz rzuci się na ślepo. Wniosek prosty - kopacze nie potrafią strzelać kierunkowo.

  • zostawciemniewspokoju

    0

    Jeśli kopacze potrafią strzelać tylko w miejsca oznaczone na diagramie to bida, panie bida. W górnej połowie bramki 3 strzały, w strefie 1,50 metra od słupka, ZERO!

  • bigosmiszcz

    Oceniono 1 raz -1

    Marni sczelcy się skończyli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX