W poniedziałkowej "Gazecie" i na lodz.sport.pl przedstawiliśmy
apel Zbigniewa Bońka . Legendarny piłkarz Widzewa i reprezentacji Polski zaproponował połączenie Widzewa i ŁKS w jeden klub. Według niego to jedyny sposób na to, by uratować je przed upadkiem.
Rozmowa z Kacprem Kozłowskim*
Szymon Bujalski: Jak z poziomu infrastrukturalnego i biznesowego ocenia pan o pomysł połączenia Widzewa i ŁKS w jeden klub? Kacper Kozłowski: To bardzo ciekawy i bardzo dobry pomysł. Pamiętam, że przy wcześniejszych dyskusjach o przyszłości stadionów w
Łodzi zastanawialiśmy się, czy lepiej wybudować jeden obiekt, czy dwa. To był w Łodzi odwieczny problem, a stadionu wciąż nie ma. W międzyczasie
Łódź przestała być drugim największym miastem w Polsce, ludzie zaczęli się wyprowadzać, a co za tym idzie - przestali płacić podatki. Miasto staje się więc coraz mniejsze i biedniejsze.
Ale jakie to ma przełożenie na stworzenie jednego klubu? - Ogromne. Z punktu widzenia finansów jest to bardzo sensowne rozwiązanie. Dzisiaj Łódź ma dwa kluby w ekstraklasie, które nie mają stabilnej przyszłości finansowej. Oba zmagają się z ogromnym problemem, jakim jest brak dostępu do zamożnych sponsorów. To widać zarówno w ŁKS, jak i Widzewie. Ten problem wynika m.in. właśnie z otoczenia gospodarczego, w którym działają aktualni i potencjalni sponsorzy. Skoro sytuacja w mieście jest coraz trudniejsza, to trudno się dziwić, że firmy nie są zainteresowane sponsorowaniem sportu. A to sprowadza nas do pytania, czy miasto - jako aglomeracja, jako mieszkańcy czy wreszcie jako magistrat - stać na ciągłe pompowanie pieniędzy w dwa kluby. Co prawda derby to piękna sprawa, ale z powodu zachowań chuliganów ostatnio często przynosiły więcej szkód niż korzyści. I to zarówno dla wizerunku miasta, jak i wizerunku klubów.
Pomysł pana Bońka i jego argumenty, które padły w artykule, są więc z wielu powodów bardzo sensowne. W Łodzi najlepszym rozwiązaniem byłoby powstanie jednego klubu grającego na jednym, typowo miejskim stadionie. Takie rozwiązanie pozwoliłoby zaoszczędzić na kosztach utrzymania infrastruktury sportowej, a także pozwoliło uzyskać większe przychody. Bo łatwiej zarządzać i organizować koncerty na jednym stadionie niż na dwóch.
Co jeszcze zmieniłoby istnienie jednego klubu? - Ułatwiłoby chociażby konkurowanie na rynku w kontekście pozyskiwania sponsorów pochodzących z Łodzi, utożsamiających się z nią czy robiących w niej interesy. Nie czarujmy się - nie ma w Polsce wielu osób, które hojnie finansowałyby piłkę nożną. A jeszcze trudniej sprowadzić takiego kogoś do miasta, które jest podzielone. Lepiej mieć jeden silny klub, który ma poparcie ze strony miasta i integruje Łódź, niż dwa kluby, których kibice są zwaśnieni i doprowadzają do ciągłych konfliktów. Łodzi potrzeba integracji i wiary mieszkańców w to, że żyją w wyjątkowym mieście. Konflikty i różnice między Widzewem i ŁKS poczuciu tej integracji na pewno nie służą.
Pytanie, czy taki klub byłby dla łodzian powodem do dumy? Przecież pomijając skandaliczne zachowania chuliganów, pojedynki Widzewa i ŁKS to przede wszystkim trwająca przez kilkadziesiąt lat piękna rywalizacja sportowa. - Rzeczywiście, to jest problem, i to chyba największy. Jeżeli sytuacja finansowa obu klubów będzie się jednak pogarszała - a w moim odczuciu tak będzie - to rodzi się pytanie o to, co dalej. Czy chodzi o to, żeby oba kluby upadły, grały w czwartej lidze, a na ich meczach był tysiąc kibiców, czy też o to, żeby w Łodzi był profesjonalnie zarządzany silny klub, który będzie dawał radość sporej grupie mieszkańców? Tak jak powiedział pan Jan Tomaszewski - albo powstanie jeden klub, albo Widzew i ŁKS skończą w niższej lidze.
Jeden klub miałby również o wiele większą siłę przebicia w rozmowach z miastem. Wówczas magistrat nie mógłby się tłumaczyć, że nie może pomóc Widzewowi czy ŁKS-owi, bo co na to powiedzą w drugim klubie. Takie rozwiązanie zwiększyłoby więc siłę przebicia nowego klubu i zarazem zmniejszyło opór miasta. To nie jest
praca na kilka dni. Nie będzie tak, że dzisiaj podejmę decyzję, jutro powstanie klub, a pojutrze wszyscy kibice będą pogodzeni. Zasypać te rowy nie będzie łatwo, to zajmie mnóstwo czasu, ale ten kierunek jest sensowny.
W takiej sytuacji miasto pieniądze zaoszczędzone na budowie trybuny i dróg na Widzewie mogłoby dołożyć do budowy czwartej trybuny przy al. Unii... - Dokładnie tak. W Łodzi jest mało pieniędzy, a z powodu kryzysu lepiej nie będzie, w tym także w kontekście finansowania różnego typu inwestycji. A szczerze mówiąc, wydaje mi się, że dla wielu łodzian wydawanie setek milionów złotych na dwa stadiony nie jest czymś, co budzi w nim zadowolenie. Zamiast budować więc dwa stadiony można zrobić jeden, a pozostałe pieniądze przeznaczyć na inne kluczowe dla Łodzi inwestycje, jak chociażby rewitalizacja miasta.
Kacper Kozłowski jest dyrektorem firmy Investment Support - firmy doradczej wspierającej przygotowania i realizację prywatnych i publicznych inwestycji. Investment Support wygrało m.in. przetarg na stworzenie analiz do budowy stadionu przy al. Unii. Firma wzięła również udział w przetargu na doradztwo i opracowanie dokumentacji, która pozwoli wybrać dla miasta partnera do budowy stadionu na Widzewie.