Wilk swój debiut w Lechii uważa za udany.
- Zagrałem na lewej obronie i myślę, że ten debiut był udany. Może nie było w mojej grze fajerwerków, ale nie mogę też narzekać. Mogliśmy i nawet powinniśmy wygrać to spotkanie. Z takimi zespołami jak Cracovia musimy zwyciężać. Mimo zdobycia pierwszej bramki, mieliśmy kolejne okazje, by podwyższyć wynik. Jestem przekonany, że gdybyśmy strzelili drugiego gola, w zasadzie rozstrzygnęlibyśmy mecz na swoją korzyść. A tak przez moment nieuwagi straciliśmy w końcówce wyrównującą bramkę. Uważam jednak, że nasza drużyna ma spore umiejętności i powinna być wyżej w tabeli - podkreślił Wilk, który cieszy się również, że w pierwszym meczu uniknął poważniejszych błędów.
- Jak napastnik czy pomocnik straci piłkę, to jeszcze jest kolega z obrony, który może zaasekurować i ten błąd naprawić. Zatem odpowiedzialność obrońcy jest spora, bo jak straci piłkę, to przeciwnik ma już przed sobą odsłoniętą bramkę. Mnie się udało uniknąć poważniejszych błędów, choć zawsze jest coś, co można w swojej grze poprawić.
Wilk w meczu z Cracovią zagrał w obronie z konieczności, gdyż za kartki pauzował Vytautas Andriuskevicius. Jednak przez większość kariery grał jako lewy pomocnik. Czy liczy, że w meczu z ŁKS zagra na swojej nominalnej pozycji.
- Najważniejsze, żeby grać w pierwszym składzie, a gdzie trener mnie ustawi, tam zagram i w każdym meczu dam z siebie wszystko. Jest u nas w zespole spora rywalizacja o miejsce w składzie. To oznacza, że podczas każdego treningu musisz dać z siebie wszystko. Tylko w ten sposób zwiększasz swoje szanse na występ w kolejnym ligowym meczu. A czy zagram w
Łodzi? To już nie zależy wyłącznie ode mnie. Miejsc na boisku jest tylko jedenaście, a nas jest zdecydowanie więcej. W czwartek po treningu poznamy kadrę na mecz z ŁKS-em. Oczywiście liczę, że znajdę się na liście. Chcę grać regularnie i pomóc Lechii w osiąganiu jak najlepszych wyników - podsumowuje Wilk.