Pisząc o sytuacji w ŁKS trudno używać słów:
dobrze,
pozytywnie,
optymistycznie. Wybór Piotra Świerczewskiego na menedżera (czytaj: trenera) drużyny oceniam jednak
dobrze, uważam, że może
pozytywnie wpłynąć na zespół i dać większe (a właściwie pierwsze tej zimy) powody do
optymizmu. W sytuacji, jakiej znalazła się drużyna (a raczej to co z niej zostało), z której zimą wyrzucono dużą grupę piłkarzy, z której w każdym tygodniu ktoś odchodzi, która wreszcie przez prawie tydzień nie miała trenera i która nie była na żadnym zgrupowaniu, postawienie na Świerczewskiego to strzał w "dziesiątkę". To, że nowy trener ŁKS nie ma trenerskiej licencji, nie interesuje mnie w ogóle, bo nie raz i nie dwa przekonaliśmy się wszyscy, że licencje PZPN są niewiele warte (przypominam wyrzucenie ŁKS z ekstraklasy i wcześniejsze przyznanie pozwolenia na grę w niej
Polonii Bytom). Świerczewski zagrał w 70 meczach reprezentacji, 228 w polskiej lidze i prawie 300 we francuskiej i z pewnością ma piłkarzom do przekazania więcej niż niejeden trener w naszej ekstraklasie. Zresztą chyba nie trener jest w tej chwili najbardziej potrzebny drużynie z al. Unii. Do ligi zostało półtora tygodnia, czasu na fizyczne, techniczne i taktyczne przygotowanie piłkarzy już nie ma. Teraz potrzebna jest przede wszystkim odpowiednia motywacja, potrzebny jest ktoś, kto poprowadzi drużynę do boju, wojownik. A chyba nikt nie ma wątpliwości, że Świerczewski nim jest. Nie wiem, czy ŁKS wybroni się przed spadkiem, mam poważne wątpliwości, ale teraz mam też niemal pewność, że o ekstraklasę będzie walczył do końca.