We wtorek przed południem Świerczewski został oficjalnie przedstawiony jako nowy menedżer (czytaj: trener) drużyny z al. Unii. Co powiedział na swojej pierwszej konferencji w nowej roli? - Cieszę się, że mogę budować nowy klub, choć tak naprawdę budować nie mam z czego. Nie ma co się okłamywać, będziemy po prostu łatać dziury i próbować dokończyć ligę we w miarę przyzwoity sposób. Za 10 dni rozpoczyna się liga, a od nas odeszło dużo zawodników. Mamy więc wielki
ból głowy, co zrobić i jak to wszystko załatać. Tak, by ta drużyna nie była kompromitacją, a wręcz odwrotnie - żeby wyszarpała tych parę punktów i spokojnie utrzymała się w ekstraklasie.
Nowy menadżer ŁKS zapowiada, że klub nie przeprowadzi spektakularnych transferów. - Nie przewidujemy transferów, bo nie mamy na nie funduszy. Może pozyskać jedynie zawodnika, który zostanie oddany do nas za darmo albo - brzydko mówiąc - został wyrzucony z klubu - tłumaczy.
Dodaje, że w rundzie wiosennej nie należy spodziewać się po ŁKS pięknej
gry. - Moją rolą jest to, żeby wpoić chłopakom najważniejszą rzecz. Czyli to, że my punktów nie będziemy zdobywać po pięknych, finezyjnych meczach, lecz będziemy wydzierać je na siłę, jak tylko się da. Będziemy grali tymi, którzy mają charakter i którzy chcą powalczyć o to, aby ŁKS dalej grał w ekstraklasie. Choć jeszcze raz podkreślam, że nie będzie żadnych wielkich transferów, bo nas na to nie stać. Jest to więc trochę mission imposible, ale spróbujemy ją wykonać.
Świerczewski nie ukrywa, że
praca dla ŁKS jest dla niego zarówno szansą na wypromowanie się, jak i sporym wyzwaniem. - Nie boję się jednak, bo lubię wyzwania - zapewnia. - Mam nadzieję, że w tym wszystkim pomogą nam kibice. A ci, którzy będą niezadowoleni z czasami może nienajlepszej gry, niech sobie idą na Widzew. My tutaj walczymy o utrzymanie.