Łódzka drużyna to najpoważniejszy kandydat do spadku z ekstraklasy. Choć przed rundą wiosenną zajmuje 14. miejsce, to nad zamykającym tabelę
Zagłębiem Lubin ma tylko dwa punkty przewagi.
Właściciele klubu zastanawiają się nad wnioskiem o upadłość spółki z powodu katastrofalnej sytuacji finansowej. Żeby dokończyć sezon, potrzeba 2 mln zł.
Od tygodnia w
Łodzi prowadzona jest zbiórka pieniędzy na pomoc klubowi. Na razie uzbierano 36 tys. zł.
Jakby tego było mało, z drużyny odeszło już pięciu podstawowych piłkarzy. We wtorek okazało się, że ich śladem może pójść trener. Tarasiewicz narzeka, że zespół jest coraz słabszy, że nie ma wzmocnień. Poza tym nie ma wpływu na transfery, a zawodnicy nie dość, że jako jedyni z ekstraklasy nie wyjechali na obóz, to nie mają gdzie trenować. - Mamy zbyt mało atutów, aby utrzymać się w lidze - powtarza trener.
Zniechęcenie szkoleniowca zauważyli też działacze. Według naszych informacji już od ubiegłego tygodnia szukali jego następcy. We wtorek pojawiła się informacja, że Tarasiewicz podał się do dymisji. Trener i właściciel klubu Filip Kenig zaprzeczyli. Wieczorem doszło jednak do spotkania Tarasiewicza z szefami ŁKS. Wtedy miała zapaść decyzja o ewentualnej zmianie. Podobno działacze mają już chętnego do przejęcia zespołu.
Byłaby to już piąta zmiana w tym sezonie. Beniaminek zaczął rozgrywki pod wodzą Andrzeja Pyrdoła, którego po porażce z Lechem
Poznań 0:5 zastąpił jego asystent Dariusz Bratkowski. Wytrzymał trzy kolejki (wywalczył jeden punkt), by ustąpić miejsca Michałowi Probierzowi. Ten niespodziewanie odmienił drużynę, zdobywając w siedmiu meczach 13 punktów. Zrezygnował, bo dostał propozycję z Arisu Saloniki.
Nowym szkoleniowcem został Tomasz Wieszczycki odpowiadający w klubie za sprawy sportowe. Na krótko. Przegrał jednak aż 0:4 z
Ruchem Chorzów i dał sobie spokój. Działacze postawili na Tarasiewicza, bo - tak jak Probierz - słynął z twardej ręki wobec piłkarzy. Ten w czterech kolejkach wywalczył jeden punkt.