- Od początku zimowych przygotowań opuściłem tylko jeden trening - mówi oficjalnej stronie klubowej pomocnik Lechii Marko Bajić. - Daję z siebie wszystko i jestem zadowolony z dotychczas wykonanej
pracy. Mam nadzieję, że wiosna będzie moja.
Bajić kontuzji doznał pod koniec poprzedniego sezonu w spotkaniu z Widzewem
Łódź. Od tamtej pory nie grał w piłkę, a teraz wraca do treningów z drużyną i
gry w sparingach.
W obu rozegranych w Turcji wystąpił od pierwszych minut. I choć trener Janas mieszał w składzie jak w kotle, Serb tylko w pierwszym z nich zszedł z boiska przed końcem meczu.
- Jak mam być szczery, to czuję jeszcze niewielką blokadę psychiczną po tej kontuzji, ale i tak jest już coraz lepiej. Muszę jednak na siebie cały czas uważać, bo wiadomo, że powrót po takiej przerwie to jedna wielka niewiadoma - przekonuje mówi piłkarz, który wiosną może na powrót stanowić o sile drugiej linii biało-zielonych. Jego powrót do gry jest o tyle bardziej wyczekiwany, że Bajić, jako jeden z nielicznych piłkarzy Lechii, wciąż czeka na debiut na PGE Arenie Gdańsk.
- No tak, wszystkie mecze oglądałem z trybun, bo leczyłem kontuzję. Ale mam to już za sobą i wiosną chcę pomóc kolegom z zespołu. Czekam też na pierwszy występ na tym świetnym stadionie i przed naszymi fantastycznymi kibicami. W końcu gramy dla nich i mam nadzieję, że wiosną damy im znacznie więcej powodów do radości niż to było jesienią. Wiem, że jesień nam nie wyszła, ale zapewniam, że nie zapomnieliśmy, jak się gra w piłkę.