31-letni pomocnik na rozegranie 100 spotkań w ekstraklasie potrzebował 13 lat. Budka trafił do Widzewa w 1998 roku z MOS Zduńska Wola. W rundzie jesiennej rozegrał siedem spotkań, ale później został przesunięty do rezerw. Przez kilka kolejnych lat tułał się po klubach występujących w niższych ligach, Był m.in. piłkarzem Włókniarza Konstantynów, Unii Skierniewice, Włókniarza Mirsk i Polaru
Wrocław.
Wiosną 2005 roku przeszedł do Górnika Łęczna, w którym trzykrotnie zagrał w ekstraklasie. Ale latem trafił do walczącego o awans do ekstraklasy Śląska Wrocław. Był podstawowym zawodnikiem (strzelił dwa gole), ale jego drużyna zajęła czwarte miejsce. Dwukrotnie wystąpił przeciwko Widzewowi i dwa razy cieszył się z wygranych (1:0 we
Wrocławiu i 2:1 w
Łodzi).
Przypomnieli sobie o nim szefowie klubu z al. Piłsudskiego i po awansie ściągnęli go do Łodzi. Został w Widzewie aż do dziś i razem z sobotnim spotkaniem z Lechią rozegrał 90 meczów w ekstraklasie, strzelając dziewięć goli. Ostatniego
(zobacz) we wrześniowym meczu z Jagiellonią
Białystok, wygranym 4:2.
W Gdańsku też miał okazję do pokonania bramkarza, ale ten obronił jego mocne uderzenie z ostrego kąta
(zobacz strzał) - Szkoda, że nie udało mu się przypieczętować jubileuszu, bo miał szansę - żałuje trener Widzewa.
W tym sezonie Budka rozegrał w Widzewie 13 spotkań i tylko raz został zmieniony. Choć jest prawym pomocnikiem, to już wiosną był wystawiany na prawej obronie. Z dobrym skutkiem.
- Nasi młodzi piłkarze mogą się od niego uczyć charakteru i zaangażowania - komplementuje swojego zawodnika Mroczkowski. - Adrian ma prawdziwe widzewskie serce i w naszym klubie jest świetnym przykładem dla innych. I to zarówno w szatni, jak i na treningu. Nie ma co ukrywać, że ma pewne braki w wyszkoleniu. Ale potrafi nadrobić to walecznością i charakterem na boisku. Ważne jest też, że nigdy nie narzeka, nie użala się nad sobą. Poddaje się, gdy już naprawdę nie może.