Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mielcarski: Rudniew w Porto? Życzę mu, ale to może być tylko plotka

Z Porto nie wyciekają informacje o transferach, a mistrzowie Portugalii rzadko kupują zimą. Ale życzę Artjomowi, żeby mu się udało. Kandydatów na miejsce po Hulku jest wielu - mówi sport.pl były reprezentant Polski, który w latach 1995-99 grał w FC Porto
Robert Błoński: Portugalskie gazety napisały, że napastnik Lecha Artjom Rudniew może przejść do Porto za 9-12 milionów euro i zastąpić Brazylijczyka Hulka, za którego Chelsea jest gotowa zapłacić aż 40 milionów euro.

Grzegorz Mielcarski: Porto słynie z polityki "tanio kupić, drogo sprzedać". To jest fabryka do zarabiania pieniędzy, powtarzalność sukcesów w Europie ma tam mniejsze znaczenie. Nie muszą wygrywać pucharów za wszelką cenę. Zdarzyło się, że po wygraniu Ligi Mistrzów, latem 2004 roku odeszli trener Mourinho i piłkarze Deco, Ferreira i Carvalho. Było na nich zapotrzebowanie, Barcelona i Chelsea płaciły słono, więc zostali sprzedani. Klub zarobił ponad 70 milionów euro. Nie było ciśnienia, żeby zostawić liderów i za rok znowu powalczyć o Ligę Mistrzów. W miejsce gwiazd Porto zawsze ma kandydatów za mniejsze pieniądze, których później promuje w Europie. Rok temu wygrali Ligę Europejską, a po Falcao zgłosiło się Atletico Madryt i król strzelców LE odszedł za prawie 40 milionów euro.

Gdyby teraz miał odejść Hulk, wcale bym się nie zdziwił, gdyby jednym z kandydatów na jego miejsce był łotewski napastnik. Ale te dziewięć milionów euro to mocno zawyżona kwota. Bardziej realną, którą Porto mogłoby zapłacić, jest cztery czy pięć milionów. Na pewno jednak Artjom nie będzie jedynym kandydatem, na liście jest siedem-dziesięć nazwisk.

Łotysz poradziłby sobie w Porto?

- Na pewno. Jedynym problemem mogłaby być aklimatyzacja, ale widzę, że mentalnie to dojrzały piłkarz. W każdy mecz angażuje się maksymalnie. W Porto lubią piłkarzy ciężko pracujących na boisku, a Rudniew, nawet kiedy nie idzie mu pod bramką, dużo walczy i biega między obrońcami. Nie chodzi po boisku, nie wybiera sobie meczów, w których chce mu się grać bardziej. W ustawieniu 4-2-3-1 spokojnie dałby sobie radę jako wysunięty napastnik.

Wierzysz w ten transfer?

- Życzę mu, ale Porto to hermetyczne środowisko, bardzo rzadko zdarzają się przecieki prasowe. Doskonale zdają sobie sprawę, że są kluby, które mogłyby przebić ich ofertę. Tak jak kiedyś Porto przechytrzyło Benfikę. Portugalskie gazety napisały, że klub z Lizbony kupuje Brazylijczyka Jardela za sześć milionów dolarów. Porto wyłożyło milion więcej i sprzątnęło rywalowi piłkarza sprzed nosa. A gdy bramkarz Vitor Baia wracał z Barcelony, gazety napisały o tym dopiero wtedy, kiedy był w szatni.

Czyli znów może to być gra menedżerów? Wiadomo, że Rudniew będzie na sprzedaż za spore pieniądze. Fajnie jest napisać, że interesuje się nim Porto. A wtedy Łotyszem zainteresują się też inni.

- Nie wykluczam i takiego scenariusza. Choć życzę Artjomowi, żeby trafił do Porto, żeby te informacje nie okazały się tylko plotkami albo spekulacjami mającymi na celu podbić cenę. Pamiętam, jak przedstawiciele Porto mieli przyjechać do Łodzi na mecz Widzewa, żeby mnie oglądać. Zadzwonił do mnie Józef Młynarczyk [były bramkarz reprezentacji Polski i FC Porto - rb] i mi o tym powiedział, a ja się pochwaliłem w klubie. Następnego dnia w prasie ukazała się informacja, że...Mielcarskiego chce Tottenham. A to była wierutna bzdura. Chodziło tylko o to, by podbić za mnie cenę. Ciekawe, jak będzie w przypadku Rudniewa, ale zimą Porto nie robi rewolucji w szatni. Jeśli sprzedaje i kupuje, to niemal wyłącznie latem.



Więcej o: