Mecz dwóch ekstraklasowych zespołów toczył się w sennej atmosferze piątkowego popołudnia. Legia nieprzypadkowo zachęca warszawiaków m.in. doskonałą akustyką na stadionie, bo puste trybuny działały jak muszla koncertowa i każde słowo z boiska było doskonale słyszalne na najwyższych rzędach trybun. Na pustym stadionie było zaskakująco głośno, bo krzyczeli wszyscy - piłkarze do siebie, trenerzy do piłkarzy. Michał Probierz również do sędziów.
"Odwróć się Rado", "bliżej niego Maciek" krzyczał do swoich piłkarzy trener Maciej Skorża. Na boisko spoglądał z trybun. Oglądał uważnie, choć gdy piłka poszybowała na jego sektor wyręczył chłopców od podawania piłek, których zresztą nie było.
Ale zdecydowanie donioślejszy głos ma trener ŁKS. "Graj!" krzyczał do 18-letniego bramkarza Szymona Olszewskiego, gdy ten zwlekał z wybiciem piłki. "Tak masz grać Marek" - wołał do Saganowskiego, kolejnego ekslegionisty, gdy udała mu się akcja skrzydłem.
Nawet jednak on nie był w stanie zagłuszyć dwóch brzdąców, którzy mecz oglądali z jednej z lóż (wynajmujący mogą ich używać również gdy nie ma oficjalnego meczu - wczoraj trafili na sparing). Obaj kilkulatkowie głośno domagali się "Gola!" niezależnie od sytuacji na boisku. Wszelkie próby podejmowane przez mamę by coś zjedli, okazały się nieskuteczne.
Probierz do Warszawy zabrał kilku piłkarzy, którzy na co dzień nie mają szansy na występy w lidze. Wspomniany Olszewski, który zwykle broni w zespole Młodej Ekstraklasy, w pierwszej połowie wyciągał piłkę z siatki raz. W 24. minucie po dynamicznej akcji skrzydłem Jakuba Rzeźniczaka, kontrę wykończył Miroslav Radović. 45 minut zagrał też testowany 16-letni napastnik Adam Dźwigała (syn byłego pomocnika m.in. Polonii
Warszawa, Górnika Zabrze i Pogoni
Szczecin - Dariusza), ale niczym się nie wyróżnił.
Probierz w przerwie wymienił całą jedenastkę, ale w obu częściach gry zdecydowanie przeważała Legia. Zwłaszcza w środku pola. W pierwszej połowie goście w ogóle nie zagrozili legionistom. Mieli problem z rozegraniem piłki i przebiciem się przez pomoc rywali. Skorża po raz kolejny w sparingu ustawił na pozycji defensywnego pomocnika Srdję Kneżevicia. Serba kupiono przed rokiem z Partizana Belgrad za 350 tys. euro na pozycję prawego lub środkowego obrońcy. Grał niewiele, a jeśli już - to słabo. Trener Legii od lata próbuje jakoś wykorzystać piłkarza, który ma jeszcze dwa lata kontraktu, ale na razie nie zdecydował się dać mu szansy w lidze. W tym sezonie Kneżević zagrał tylko w kilkanaście minut przeciwko rezerwom Rozwoju
Katowice w Pucharze Polski.
Dużo lepiej zagrał drugi z defensywnych pomocników, 20-letni Daniel Łukasik. To jeden z grupy wychowanków legijnej Akademii Piłkarskiej, którzy w tym sezonie coraz częściej grywają w drużynie z Łazienkowskiej. W ataku zagrał starszy o rok Maciej Górski. Obaj mają już za sobą ligowy debiut w Legii. Za to czterej nastolatkowie - Bartosz Żurek, Aleksander Jagiełło, Marcin Stromecki i Bartłomiej Czarnecki, którzy pojawili się w drugiej połowie, na razie grają tylko w Młodej Legii.
Za to obrona warszawskiego zespołu wyglądała jak wyjęta z poprzedniego sezonu. Wtedy trudno było sobie wyobrazić, że coś może naruszyć kwartet Rzeźniczak - Astiz - Choto - Kiełbowicz. Pierwszy walczył o wyjazd na Euro 2012. Dwaj stoperzy byli wymieniani wśród najlepszych w lidze. Ten ostatni był przed rokiem najlepszym asystentem w zespole, a jego dośrodkowania i strzały z rzutów wolnych siały popłoch w obronie rywali. Teraz wszyscy czterej siedzą na ławce rezerwowych, choć umiejętności nie stracili. Jakub Rzeźniczak biegał do ataku co chwila i zaliczył asystę. Tomasz Kiełbowicz w 69. minucie lewy obrońca Legii uderzył z rzutu wolnego tak, jak ani razu w tym sezonie nie udało się to Danielowi Ljuboji. Bramkarz ŁKS tylko popatrzył jak piłka ląduje w bramce. Cały blok obronny zagrał prawie bezbłędnie.
ŁKS również po zmianach w przerwie nie miał pomysłu na podejście pod bramkę rywali. Wymiany podań kończyły się szybko, gdy piłka przekroczyła linię środkową. Podania na skrzydło nie dawały żadnego efektu, bo boczni pomocnicy zagrywali niedokładnie. Próby zagrania za plecy warszawskich obrońców kończyły się pozycją spaloną. Najgroźniejszą sytuację zmarnował w drugiej połowie trzeci z ekslegionistów, Sebastian Szałachowski. Miesiąc temu w lidze strzelił gola byłej drużynie (Legia wygrała 3:1), ale w piątek, w sytuacji sam na sam z Marijanem Antoloviciem, strzelił prosto w niego.
Legia zasłużenie pokonała ŁKS, choć w drugiej połowie bez tak intensywnego wsparcia kilkuletnich kibiców. Na kilkadziesiąt minut zamilkli. Zaczęli domagać się gola dopiero w końcówce meczu, a po ostatnim gwizdku pięknie w duecie powiedzieli "Dziękujemy". Może wcześniej zostali zmuszeni do jedzenia?
Legia Warszawa - ŁKS Łódź 2:0 (1:0) Bramki: Radović 24', Kiełbowicz 68'
Składy: Legia: Dusan Kuciak (46' Marijan Antolović) - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Dickson Choto, Tomasz Kiełbowicz - Srdja Kneżević (64' Michał Żewłakow), Daniel Łukasik (76' Marcin Stromecki), Miroslav Radović (46' Artur Jędrzejczyk), Manu (64' Bartłomiej Czarnecki), Jakub Kosecki (46' Bartosz Żurek) - Maciej Górski (76' Aleksander Jagiełło)
ŁKS: I połowa: Adrian Olszewski - Szymon Salski, Artur Gieraga, Piotr Klepczarek, Bartosz Romańczuk - Antoni Łukasiewicz, Tomasz Nowak, Marcin Mięciel, Adam Dźwigała, Artur Golański - Marek Saganowski
II połowa: Adrian Olszewski - Kamil Paluch, Radosław Pruchnik, Michał Łabędzki, Marcin Kaczmarek - Dariusz Kłus, Aghvan Papikjan, Marcin Smoliński, Cezary Stefańczyk, Sebastian Szałachowski - Maciej Bykowski