Trener Kamil Kiereś zdecydował się na pokerowe zagranie i zamiast Marcina Żewłakowa na boisku pojawił się sprowadzony do PGE GKS-u z Lechii Paweł Buzała. I gdyby był skuteczniejszy, w Bełchatowie ogłoszono by zakończenie złej passy. Przegrał jednak cztery pojedynki z 18-letnim bramkarzem gospodarzy, który debiutował w ekstraklasie.
Szkoda, bo PGE GKS był drużyną wcale nie gorszą od mającej duże aspiracje Lechii. Po dwóch porażkach PGE GKS zdobył wreszcie punkt, lecz i tak nie opuścił strefy spadkowej. Mogło być gorzej, ale w końcówce Łukasz Sapela obronił strzała Ivansa Lukjanovsa. Wcześniej doszło jednak do bardzo kontrowersyjnej sytuacji, kiedy wychodzący sam na sam z bramkarzem Tomasz Wróbel został podcięty przez Marcina Pietrowskiego. PGE GKS należał się rzut karny, a obrońcy Lechii czerwona kartka. Sędzia jednak nie chciał chyba jednak pogrążać zespołu z Gdańska i nie odgwizdał faulu.
Lechia - PGE GKS 0:0
Lechia: Pawłowski Ż - Janicki, Bąk Ż, Vucko, Pietrowski - Nowak (76. Traore), Surma - Dawidowski, Benson (46. Lukjanovs), Wiśniewski - Tadić
PGE GKS: Sapela - Tanevski, Szmatiuk, Lacić, Popek (8. Modelski) - Baran, Fonfara - Wróbel, Bożok (83. Sawala), Kosowski - Buzała (58. Żewłakow)