W końcówce ubiegłego sezonu Grzelczak zadziwiał wszystkich. W sześciu ostatnich meczach rozgrywek napastnik Widzewa zdobył pięć goli, które dały drużynie siedem punktów. Początek nowego sezonu
T-Mobile Ekstraklasy Grzelczak miał jednak nieudany. Gola nie zdobył w siedmiu spotkaniach, po trzech stracił miejsce w pierwszym składzie. Odzyskał je dopiero niedawno, przede wszystkim dlatego, że jego zmiennik - Przemysław Oziębała - spisywał się jeszcze gorzej.
W ostatnią niedzielę Grzelczak znów grał od pierwszej minuty i po kwadransie cieszył się z pierwszego gola w ekstraklasie w tym sezonie. - Przyznaję, że po tym meczu jestem już spokojniejszy, bo wcześniej siedziało mi w głowie, że nie strzelam bramek. Było ciężko - przyznaje wychowanek Widzewa.
W środę poczuł się jeszcze lepiej, bo jego gol w spotkaniu z OKS 1945
Olsztyn dał drużynie awans do 1/8 finału Pucharu Polski. Z przełamania napastnika bardzo cieszy się trener Radosław Mroczkowski. Według niego Grzelczak po strzeleniu gola, staje się zupełnie innym piłkarzem, nabiera pewności siebie i staje się bardzo pożyteczny dla drużyny. Mroczkowski podaje za przykład mecz z Jagiellonią. - Po zdobyciu bramki - pięknej zresztą - był zupełnie innym zawodnikiem, niż wcześniej. Długo utrzymywał się przy piłce, dużo robił dla drużyny - ocenia szkoleniowiec.
Mroczkowski trochę też tłumaczy Grzelczaka i jego wcześniejszą niemoc strzelecką. - Należy pamiętać, że w końcu dostał podanie jak należy, takie które otworzyło mu drogę do bramki - mówi. - Wcześniej przebłysk był w meczu ze Śląskiem, ale wtedy gola Piotrek nie strzelił. Teraz się na szczęście udało.
23-letni napastnik ma pewne miejsce w pierwszym składzie Widzewa na sobotni mecz z Ruchem. Musi jednak bardzo uważać, bo na koncie ma już trzy żółte karki, następna eliminuje go z gry w derbach za dwa tygodnie. - Ale nie będę o tym myślał. Zawsze myślę tylko o meczu, w którym gram. Zresztą przecież nie wszystko zależy ode mnie, ale też od sędziego - mówi.
Swoje kartki tłumaczy tym, że nigdy nie odpuszcza, walczy do końca o piłkę. - Jego faule wynikają z tego, że obrońcy twardo z nim postępują i te sytuacje nie zawsze dobrze są oceniane - uważa Mroczkowski. - Kiedyś jeden z sędziów powiedział mi, że w jego przypadku będzie się to powtarzało, bo takie starcia trudno ocenić, raz będzie faul w jedną, raz w drugą stronę.
Grzelczak cieszy się na mecz z Ruchem, bo zawsze dobrze grało mu się na Śląsku. Gole strzelał już w Chorzowie, Zabrzu i Bytomiu.