Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jak PZPN ocieplacza szukał

Grzegorz Mielcarski opowiada nam, jak prezes Grzegorz Lato proponował mu posadę dyrektora reprezentacji Polski, ale słowem nie wspomniał, czym dyrektor miałby się zajmować. Poza jednym - ochroną kadry i PZPN przed mediami.
Grzegorz Mielcarski - srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, ostatnio ekspert Canal+, rozmawiał z prezesem o pracy przy drużynie Franciszka Smudy.

Robert Błoński: Dlaczego odmówiłeś?

Grzegorz Mielcarski: Bo oprócz tego, że w mediach miałem ocieplić wizerunek kadry i PZPN, nie usłyszałem od prezesa zdania o zakresie swoich kompetencji. Nie wiem, przed kim miałbym odpowiadać, kogo nadzorować, na co mieć realny wpływ, na ile podpisałbym kontrakt. Z prezesem rozmawiałem długo, ale nie zapytał np., jakie znam języki obce. A to chyba podstawa w pracy na tym stanowisku.

Ledwo zdążyłem usiąść w gabinecie i powiedzieć: "Witam, prezesie", już usłyszałem: "Słuchaj, krótko. Ile chcesz zarabiać". Mało nie spadłem z krzesła. Powiedziałem: "Prezesie, spokojnie, dopiero usiadłem. To chyba powinno być przedostatnie pytanie".

Oczekiwałem kompetentnej rozmowy, a wyszło, że mam zostać "ocieplaczem". Kimś, kto przy okazji meczów i zgrupowań będzie się tłumaczył mediom. Miałem być wsparciem dla trenera Smudy. Zresztą to od niego wszystko się zaczęło. Pierwszy spytał, czy bym nie chciał być przy reprezentacji i nie porozmawiał z prezesem. Zdziwiłem się, bo trener jest od trenowania, a nie od szukania sobie zwierzchnika. No, ale wszystko wytłumaczyłem sobie tak, że obaj mieszkamy w Krakowie, więc łatwo nam się spotkać.

Po rozmowie z prezesem stwierdziłem, że nie chcę pełnić funkcji dla samego pełnienia, nie wiedząc, czego od kogo mogę wymagać. Nie chcę być kojarzony z korupcją, wobec której PZPN cały czas jest delikatny. Nie chciałem też tłumaczyć się z nie swoich działań. A pewnie musiałbym - np. z wysokich cen biletów na mecze z Argentyną i Francją, które potem, na szczęście, zostały obniżone. Miałem być z drużyną już na zgrupowaniu przed tymi spotkaniami, ale czułem, że pozycja Smudy mocno się chwieje. Gazety pisały, że w razie kiepskich wyników i gry zastąpi go Orest Lenczyk. I co, gdyby nie poszło, Mielcarski ogłaszałby dymisję Smudy? Nie, nie mogłem się na to zgodzić.

Ambicjonalnie to był dla mnie trudny moment. Grałem w młodzieżowych reprezentacjach, w seniorach, w Porto... Odmawiałem z bólem serca, przecież każdy marzy o byciu przy pierwszej reprezentacji przed Euro, które organizujemy. Ale powiedziałem sobie: "Nie, Grzesiek, nie w tym towarzystwie".

Spytałeś, dlaczego prezes szuka dyrektora, skoro funkcję tę pełni Konrad Paśniewski ze Sportfive?

- On jest dyrektorem technicznym. Ale spytałem, jaką funkcję pełni w PZPN Jerzy Engel, też dyrektor. Usłyszałem, że "dyrektora sportowego". To kim miałbym być ja? Wszystko mieliśmy ustalić, dopiero gdy się zgodzę. Paranoja. Nawet nazwa proponowanej mi funkcji nie była doprecyzowana.

PZPN ma wolny etat, ale nie bardzo wie, kogo chce zatrudnić, jak i po co?

- A czy to w ogóle jest odpowiedni moment na wybór dyrektora kadry? Czemu wcześniej nikt o tym nie pomyślał? Trener Smuda pracuje prawie dwa lata, do Euro został niecały rok.

Jaka była twoja wizja tej pracy?

- Inna, dużo szersza, agresywniejsza, niepolegająca na ocieplaniu wizerunku drużyny i odciążaniu trenera w rozmowach z mediami. Chciałem wprowadzać normalne standardy.

Dyrektor musi mieć dobry kontakt z klubami kadrowiczów i ich trenerami. Powinien odpowiadać za drużyny U-21 czy U-19. Mieć wpływ - razem z selekcjonerem - na dobór rywali. Chciałem wiedzieć, ile PZPN może zapłacić dobremu przeciwnikowi. Nie zaakceptowałbym tej głęboko rezerwowej Argentyny, która niedawno grała z nami w Warszawie. Fajnie, że firma Sportfive, której PZPN sprzedał wszelkie prawa na dziesięć lat, ma kontakty na całym świecie, ale uważam, że nie ma sensu grać z byle kim. Zamiast grać z dwoma słabymi rywalami, lepiej wybrać jednego dobrego. Nie może chodzić tylko o to, by mecz pokazała telewizja, a PZPN i Sportfive miał wpływy z reklam i transmisji. Nigdy nie zgodziłbym się na grę na takim klepisku jak w marcu w Kownie. Sparing z Litwą zupełnie nie miał sensu.

Obawiałem się jednak, że kiedy będę wprowadzał własne pomysły, ktoś wciśnie hamulec, a ja będę musiał robić dobrą minę do złej gry. Działaczy bardzo boli wrogość kibiców, wizerunkowo PZPN wygląda tragicznie. I jedna osoba na pewno tego nie zmieni.

Stałbyś się człowiekiem prezesa Laty.

- Nigdy nie byłem "czyjś". Pracowałem dla kogoś, ale realizowałem własne pomysły. Jako dyrektor Wisły Kraków nie byłem człowiekiem prezesa Cupiała. W PZPN nie zrobiłbym niczego dla prezesa, lecz wszystko dla drużyn, za które bym odpowiadał. I robiłbym to według własnych, subiektywnych ocen. Nie przestałbym krytykować związku, dlatego że "przeszedłem na drugą stronę barykady". Wreszcie ktoś stamtąd mówiłby uczciwie, a nie mydlił oczy.

W PZPN jest za dużo osób, z którymi od początku musiałbym toczyć mniejsze lub większe wojny. I tylko bym jego wizerunek pogorszył. Dlatego na końcu powiedziałem: "Najlepszym ociepleniem będzie, jeśli Mielcarski pana propozycji nie przyjmie".

Dla Sport.pl Agnieszka Olejkowska, rzecznik PZPN:

W ogóle nie ma tematu zatrudnienia dyrektora reprezentacji. Konrad Paśniewski jest kierownikiem zespołu i tyle. Nie interesują mnie plotki o których gazety piszą od dwóch miesięcy. Nic nie wiem o zatrudnieniu pana Lubańskiego czy Mielcarskiego. Może i spotykali się z prezesem w ostatnim półroczu, ale nie mam pojęcia o czym rozmawiali.

Masz dla nas temat? Propozycję? Zgłoś to na Facebook.com/Sportpl »


Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ