Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Snajperzy z importu

Ostatni selekcjonerzy naszej reprezentacji musieli (i wciąż muszą) w momencie rozsyłania powołań przeżywać chwile prawdziwej zadumy: choćby nie wiem jak się starali, w szeregach zespołów ekstraklasy ludzi bramkostrzelnych nie znajdą. Mówiąc o najlepszych snajperach rodzimej ligi, już od dawna nie mamy na myśli Polaków.
Problem jest znany od dawna: w ekstraklasie instytucja "polskiego napastnika" właściwie nie istnieje. Spośród 18 zawodników, którzy zdobyli 4 bramki i więcej, tylko ósemka to gracze krajowi. Potencjalni reprezentanci? Raczej nie. Brożek, Robak i Mila dawno już przekroczyli trzydziestkę, kadry nie podbili, powoływani są okazyjnie - gdy kogoś dotknie kontuzja, zniżka formy lub zostanie odsunięty od klubowego składu. Kamil Wilczek i Damian Chmiel to odpowiednio rocznik 1988 i 1987, a mimo to do tej pory nie udało im się potwierdzić odpowiedniej klasy. Najbliżej tego wyczynu był Mateusz Zachara, powoływany zresztą przez Nawałkę, ale też już 24-letni, chimeryczny w Górniku, kto wie, czy nie przegapił swojego momentu na transfer i wskoczenie o szczebel wyżej. Najbardziej perspektywiczny z polskiej czołówki strzelców wydaje się Łukasz Zwoliński - w tym sezonie prezentuje formę mocno nierówną, ale pewnym usprawiedliwieniem mogą być stosunkowo młody wiek (21 lat) i powrót do drużyny Marcina Robaka, co wyraźnie utrudniło mu utrzymanie dyspozycji. Żaden z tych piłkarzy nie przekroczył na razie bariery 5 bramek, sytuację ratuje

Rodzynek Piątkowski

Napastnik Jagiellonii uzbierał aż 9 trafień i pozornie to on powinien być rozpatrywany jako ewentualny partner dla Roberta Lewandowskiego. Sęk w tym, że Piątkowskiemu za nieco ponad miesiąc stuknie trzydziestka, a z Ekstraklasą przywitał się dopiero w zeszłym sezonie i nie zdążył potwierdzić skuteczności w dłuższym okresie. Owszem, potrafi znaleźć się w polu karnym, ale zdecydowanie bardziej perspektywiczny jest jego klubowy kolega, Patryk Tuszyński - tyle że on ustrzelił na razie tylko dwie bramki. Jeśli Piątkowski utrzyma dyspozycję, zostanie królem strzelców i wpisze się w trend panujący w tym tytule w ostatnich latach. Poza Robertem Lewandowskim korony zakładali m.in. Marcin Robak (w wieku 31 lat), Tomasz Frankowski (35), Piotr Reiss (35) czy Grzegorz Piechna (30).

Kwestia indywidualna przekłada się na zbiorową - w aż 8 na 16 zespołach za połowę i więcej bramek odpowiedzialni są piłkarze zagraniczni. Poniżej prezentujemy zestawienie pozwalające sprawdzić, jak wyglądałaby ligowa tabela, gdyby w wynikach poszczególnych spotkań uwzględnić wyłącznie bramki strzelane przez polskich zawodników. Nie może być to rzecz jasna podstawa do głębszych analiz, bo gdyby nagle usunąć z zespołów obcokrajowców, to w ich miejsce graliby inni - i wyniki wyglądałyby zapewne inaczej. Poniższe zestawienie (a zwłaszcza procent bramek "zagranicznych") daje jednak pewien pogląd na to, które kluby na kim się opierają.

Tabela ekstraklasy z golami zdobytymi wyłącznie przez polskich piłkarzy:





DrużynaPunktyBramki zdobyte% bramek obcokrajowców
1. Górnik Zabrze25 (+4)2025%
2. Wisła22 (+4)1828%
3. Jagiellonia20 (-)1811%
4. Lech18 (+1)2458%
5. Podbeskidzie18 (+4)1817%
6. Pogoń17 (+1)176%
7. Bełchatów16 (-3)1020%
8. Śląsk15 (-5)1861%
9. Ruch15 (+7)1010%
10. Legia14 (-6)2568%
11. Lechia14 (-2)1753%
12. Korona13 (+6)60%
13. Piast12 (-3)1450%
14. Górnik Łęczna8 (-7)1663%
15. Cracovia7 (-4)1164%
16. Zawisza4 (-)1276%
Jak widać, na pozbyciu się obcokrajowców najwięcej straciłyby Górnik Łęczna i Legia. Znajduje to odbicie w udziale goli strzelanych przez graczy zagranicznych - odpowiednio 63% i 68% to czwarty i trzeci wynik w całej lidze. Co ciekawe nie straciłby (a nawet nieznacznie zyskał) Lech Poznań. Na swój 58% udział Ubiparip i spółka pracowali bowiem w meczach wygrywanych wysoko, lechici aż trzykrotnie pokonywali rywala strzelając cztery i więcej bramek. Na przeciwnym biegunie znalazła się Korona Kielce - ani jedno trafienie dla tego zespołu nie zostało zaliczone obcokrajowcowi i to kielczanie okazali się największymi beneficjentami naszej wirtualnej tabeli. Wyraźnie oparte na krajowych zawodnikach są jeszcze Pogoń, Ruch, Bełchatów, Podbeskidzie oraz Jagiellonia.

Niespodzianek nie ma

To bogatsze kluby mogą pozwolić sobie na kontraktowanie zawodników droższych, w tym również zza granicy. Rzecz jasna sprowadzają ich masowo także inni, ale to Lech i Legia mogą liczyć na lepszą skuteczność swoich zakupów spoza kraju. Osobnym przypadkiem są tutaj Górnik Łęczna i Śląsk Wrocław. W obu zespołach większą gotówkę można zobaczyć głównie przy okazji gry w Monopoly, ale za to działacze trafili z transferami. Na wyniki Łęcznej duży wpływ ma sprowadzony latem z Litwy Fedor Cernych, dla wrocławian najwięcej strzelili do tej pory Flavio Paixao oraz wzięty zimą Robert Pich. Za pierwszych dwóch nie zapłacono ani grosza.

Zaskakiwać za to może sposób budowania drużyny - jak wynika z zestawienia, większość zespołów opiera się albo niemal wyłącznie na bramkach Polaków, albo zaufała trafieniom obcokrajowców na poziomie zdecydowanie wyższym niż połowa. Ta pierwsza opcja najbardziej opłaciła się do tej pory Jagiellonii, Wiśle oraz beniaminkowi z Bełchatowa. Z kolei na obcokrajowcach nie zawodzą się Legia i Śląsk, a forma z ostatnich meczów wskazuje, że niebawem dołączy do nich także Lech. Przykłady trzech ostatnich drużyn z "rzeczywistej" tabeli pokazują za to, że wtopić można na oba sposoby. Najsłabszym zespołem ligi jest najbardziej uzależniony od obcokrajowców Zawisza, ale kroku starają się mu dotrzymać Ruch i Korona, najmniej obok GKS-u wykorzystujące piłkarzy zagranicznych.

Powyższa klasyfikacja pokazuje jeszcze coś. Jeśli brać pod uwagę bramki, to okazuje się, że ciągle nie potrafimy wychowywać zawodników. Wśród rodaków prym wiodą przede wszystkim piłkarze doświadczeni, również pozaekstraklasową tułaczką (Brożek, Robak), a także ci, którzy rozwinęli się zbyt późno (Piątkowski, Wilczek, Chmiel). Pocieszający może być fakt, że chociaż nie potrafimy szkolić, to udaje nam się wyszukać na rynku ludzi o umiejętnościach co najmniej przyzwoitych, jak Sa, Radović, bracia Paixao czy Hamalainen. Pytanie, czy wśród nich są osobowości na miarę Rudnevsa, pozostaje otwarte. Zamknięty wydaje się za to temat ligowców w reprezentacji: są, ale właściwie równie dobrze mogłoby ich nie być. Dlatego nie zdziwcie się, jeśli w którejś z następnych kolejek Adam Nawałka zamiast pilnie śledzić poczynania w Szczecinie czy Bielsku, uda się raczej w podróż do Chin.

Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!


Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (5)
Ekstraklasa. Snajperzy z importu
Zaloguj się
  • Nokan Nokan

    Oceniono 16 razy 16

    "Mówiąc o najlepszych snajperach rodzimej ligi, już od dawna nie mamy na myśli Polaków." Jaja sobie robicie?? Sezon 2012/13:

    1) Marcin Robak 22 gole
    2) Marco Paixao 21
    3) Lukasz Teodorczyk 20
    4) Pawel Brozek 17

  • matiwidz

    Oceniono 11 razy 11

    Chyba z importu, ciężko myślący redaktorze.

  • castorskellige

    Oceniono 4 razy 2

    TYTUŁ z głównej: ------> W ekstraklasie brakuje rodzimy snajperów
    Czy debile to piszą i debile to redagują??
    CENISZ DOBRE DZIENNIKARSTWO??!! WTF!!!!

  • juventusiak87

    0

    Nie ważne kto strzela w polskich klubach piłkarskich. Ważne żeby te polskie kluby zaczęły istnieć w pucharach europejskich wreszcie!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX