Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wojciech Szczęsny dla Sport.pl: Co będzie, jak się nie uda? Nic. Bo się uda

- Turniej się zacznie dopiero wtedy, gdy wyjdziemy z grupy. Jeśli osiem lat temu udało się Grekom, to dlaczego ja mam teraz nie marzyć o tytule mistrza Europy? - mówi w rozmowie ze Sport.pl Wojciech Szczęsny, nasz bramkarz. Mecz Polska - Grecja o 18.00. Relacja Z czuba i na żywo na Sport.pl
1 : 1
Informacje
Euro 2012 - Grupa A
Piątek 08.06.2012 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Polska
1
Grecja
1
Robert Błoński: Na co was stać w mistrzostwach Europy? Argumenty mają optymiści i pesymiści. Twoim zdaniem szklanka jest do połowy pełna czy pusta?

Wojciech Szczęsny: Tego nie wie nikt. Odkąd dostaliśmy Euro, wiadomo było, że będziemy losowani z pierwszego koszyka, dlatego celem numer jeden było wyjście z grupy. Gdy okazało się, że gramy z Rosją, Czechami i Grecją, ten cel stał się jak najbardziej możliwy do zrealizowania. Ale moim marzeniem jest tytuł mistrza Europy i dopóki nie przegramy meczu, będę w to wierzył. Przecież wyjście z grupy nie będzie oznaczało, że Euro się dla nas skończyło i możemy wracać do domów z głowami w chmurach. Przeciwnie, dopiero wtedy turniej się zacznie. Dlatego ćwierćfinał nie da nam poczucia spełnienia i dalej będziemy musieli grać o zwycięstwo. Wiem, że nie jesteśmy faworytem, ale skoro osiem lat temu w Portugalii udało się Grekom, to dlaczego mnie nie wolno marzyć teraz?

Patrząc realnie, każda pojedyncza wygrana Polski będzie niespodzianką.

- Zdaję sobie sprawę, z jakiej pozycji przystępujemy do gry, ale mnie ta rola się podoba i mam nadzieję, że okażemy się czarnym koniem imprezy. W Europie nikt niczego wielkiego się po nas nie spodziewa, ale polscy kibice czekają na dobre mecze i zwycięstwa. Mam nadzieję, że pomogą nam osiągnąć coś fajnego.

Polska, Grecja, Rosja i Czechy to grupa...

- ...na papierze na pewno marzeń. Problem jest taki, że identycznie myślimy we wszystkich czterech krajach. Dla każdego zespołu brak awansu do ćwierćfinału będzie narodową tragedią. Każdy może wygrać z każdym, ale mam nadzieję, że to jednak my awansujemy do ćwierćfinału. Mamy dobrych zawodników. Nasz trener mawia co prawda, że rywale to także nie "ogórki", tylko piłkarze światowej klasy, ale wierzę, że damy radę.

Z piłkarską reprezentacją Polski byłem na trzech wielkich imprezach w XXI w. i...

- ...nie popisuj się.

...i moim zdaniem nigdy nie miała tak mocnych piłkarzy. Widzę w zespole przynajmniej cztery gwiazdy na europejskim poziomie. Do tego kilku solidnych piłkarzy, którzy na co dzień grali w swoich klubach.

- Moim zdaniem w Europie niewielu jest lepszych prawych obrońców od Łukasza Piszczka. Może tylko Dani Alves z Barcelony i Bacary Sagna z Arsenalu. Piszczek jest fantastyczny. Kapitan Kuba Błaszczykowski w każdym występie reprezentacji jest jej gwiazdą. Gra genialnie, świetny sezon potwierdził zresztą w klubie. Robert Lewandowski w obecnej formie poradziłby sobie w każdym klubie i każdej lidze świata, nawet w Barcelonie. Może to duże słowa, ale uważam, że to napastnik klasy światowej. Chętnie bym go widział w Arsenalu, ale nie szepnę niczego Arsene'owi Wengerowi, bo jestem w klubie od bronienia, a nie od transferów. Nasza nadzieja na Euro leży w tym, że mamy kilku zawodników wysokiej klasy, jakich wcześniej nie mieliśmy.



Jak tego nie zepsuć? Czy trener Franciszek Smuda stworzył z was silną drużynę?

- Jeśli chodzi o umiejętności typowo piłkarskie, nie mamy najmniejszego powodu do zmartwienia. Jestem przekonany, że trener złoży dobry zespół i wykrzesze z nas maksimum możliwości. Na boisku sobie poradzimy. Większą wagę trzeba przyłożyć do sfery mentalnej. Dla wielu z nas to będzie pierwsza tak poważna impreza w życiu. Będziemy grać pod ogromną presją przed tłumami naszych kibiców.

A ty, jak sobie poradzisz?

- Nie wiem jak koledzy, ale na pewno skorzystam z pomocy psychologa. Od ponad roku pracuję z psychologiem. Miałem z nim kontakt, zanim przyszedł do Arsenalu. Kilkanaście miesięcy temu miałem taki moment, że przeżywałem ciężkie chwile. Problemy osobiste nałożyły się na kłopoty w klubie i wtedy właśnie przyszedł mi do głowy psycholog. Jego pomoc okazała się nieoceniona, teraz wiem, jak nie przenosić problemów na boisko. W trakcie meczu potrafię wyłączyć się totalnie i myśleć tylko o tym, co dzieje się na murawie.

Po raz ostatni na wielkiej imprezie Polacy wyszli z grupy w 1986 r. Na ostatnich trzech turniejach mogli się pakować już po dwóch meczach. Może przydałoby się spotkanie z Jackiem Bąkiem, Michałem Żewłakowem czy Maciejem Żurawskim, żeby powiedzieli, jakich błędów nie popełnić, przede wszystkim poza boiskiem?

- Jak mecz meczowi nierówny, tak i turniej turniejowi. Może przydałoby się takie spotkanie, może by pomogło, ale ja nie czuję takiej potrzeby. Zawodnicy, których mamy w kadrze, grają w mocnych klubach i mam nadzieję, że wiedzą, jak radzić sobie z presją.

Od listopada 2009 r. reprezentacja Polski grała tylko sparingi bez stawki. Zderzenie z presją i oczekiwaniami przed inauguracją Euro z Grecją może być piekielnie ciężkie.

- W ogóle się tym nie martwię. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z nas mógł niepoważnie traktować jakikolwiek występ w reprezentacji. Grając z orłem na piersi albo i bez niego - na szczęście znowu już z orłem - honor jest ogromny. Musisz dać z siebie absolutnie wszystko, czy walczysz o mistrzostwo Europy, nieistotny sparing, czy tylko treningową gierkę paka na pakę. Nie wydaje mi się, żeby brak meczów o stawkę miał wpływ na naszą formę, ale przekonamy się 8 czerwca.

Niemcy, z którymi zremisowaliście 2:2, zagrali w Gdańsku bez podstawowego bramkarza i trzech najlepszych pomocników. Także po remisie z Portugalią pojawiały się opinie, że rywalom się nie chciało.

- A z Włochami przegraliśmy, bo w bramce stał inwalida [Szczęsny popełnił błąd przy strzale Balotellego]. Remis z Niemcami poszedł w świat, zagraliśmy dobre spotkanie, a od zwycięstwa dzieliły nas ułamki sekund. To, czy grali w pełnym składzie, czy kogoś u nich brakowało, nie ma dla mnie znaczenia. Zmiennicy też potrafią grać w piłkę. Przecież na mecz z nami nie wyszło sześciu rywali, tylko jedenastu. Z Portugalią w lutym też zagraliśmy dobrze. Nikt nie powie, że brakowało im zaangażowania albo, że przyjechali rezerwowi. Stworzyli sobie jedną czy dwie okazje, skończyło się 0:0. Pokazaliśmy, że możemy rywalizować także z faworytami Euro. Na czerwcową imprezę czekam bez kompleksów i strachu. Naprawdę.

Mecz z Niemcami był twoim najlepszym występem w kadrze?

- Bardziej podobał mi się z Portugalią, bo nie puściłem gola. Tak samo z Gruzją w Lubinie i jeszcze w debiucie z Kanadą w Bydgoszczy. Zdecydowanie bardziej wolę nudzić się przez 90 minut, ale mieć czyste konto.

Po meczu z Niemcami byłeś wyjątkowo zdenerwowany. Kamery telewizyjne to wychwyciły.

- Można się było zorientować, co mówiłem, ściągając rękawice?

Zdecydowanie. Ale lepiej nie cytować nawet jednego słowa.

- Ała... Ale to pokazuje, że nawet podczas meczu towarzyskiego emocje są ogromne. Kibicom mecz zapadł w pamięci także ze względu na kilka moich fajnych interwencji, ale dla mnie najważniejsze jest zwycięstwo drużyny i "zero z tyłu". Z Niemcami nie udało się ani jedno, ani drugie, więc traktuję spotkanie jak jedno z wielu. Żadna rewelacja.

Były golkiper Bayernu Oliver Kahn nazwał cię bramkarzem klasy światowej, bo ratowałeś zespół w beznadziejnych sytuacjach. Miroslav Klose dodawał, że jesteś kandydatem na gwiazdę Euro.

- Komplementy są przyjemne, szczególnie gdy mówią je zawodnicy, którzy byli czy są ode mnie lepsi i więcej w piłce osiągnęli. Może kibice, kiedy czasem mnie słuchają, nie bardzo w to wierzą, ale naprawdę staram się być skromny i pochwały traktuję jako motywację do dalszej pracy. Chciałbym, żeby tak oceniono całą moją karierę, a nie tylko pojedyncze mecze. Jeśli za 10 czy 15 lat Oliver Kahn powie: "Szczęsny to najlepszy bramkarz świata", wtedy naprawdę się ucieszę.

Dopiero za 10 lat?

- Za dwa lata tego nie przyjmę, bo wciąż będę chciał pracować na to, by być coraz lepszy. Jeśli u schyłku kariery usłyszę takie słowa, będę szczęśliwy. Na razie staram się słuchać mądrzejszych i robić to, co mówią. Zdaję sobie sprawę, jak jestem postrzegany. Wiele osób myśli, że mam o sobie wielkie mniemanie i że zdaniem Wojtka Szczęsnego to Wojtek Szczęsny jest najlepszy na świecie. Ale wiem, że w futbolu są ludzie, którzy wiedzą i przeżyli więcej ode mnie. Ich rad słucham, na tym polega edukacja piłkarza. Trenerzy doceniają zawodników, którzy ich słuchają i starają się poprawić wady. A ja wciąż uważam się za piłkarza, który musi się jeszcze sporo uczyć.



Trzej najlepsi bramkarze świata to...

- Anglik Joe Hart z Manchesteru City, Hiszpan Iker Casillas z Realu i Hiszpan Pepe Reina z Liverpoolu. Najlepszy z nich jest Hart. Moim wielkim idolem był kiedyś Włoch Gianluigi Buffon.

Czego ci brakuje, żeby wskoczyć do czołowej trójki?

- Bramkarz światowej czołówki musi rozegrać kilkaset meczów na najwyższym poziomie. Ja w Arsenalu nie rozegrałem nawet 80, choć jak na 22-latka to i tak sporo. Miewam wahania formy, popełniam drobne błędy. Zdarzają się też fajne interwencje, ale na razie bardziej zwracam uwagę na to, co mi się nie udaje, i próbuję to poprawiać. Nie uważam się za najlepszego na świecie, ale dążę do tego.

Za tobą pierwszy pełny sezon w Premier League i występy w Lidze Mistrzów. Rozegrałeś 48 meczów. Jesteś zmęczony?

- W lidze grałem wszystkie mecze. Żartowaliśmy w szatni, że dawno się to nie zdarzyło bramkarzowi Arsenalu [ostatnio Niemcowi Jensowi Lehmannowi w sezonie 2006/07]. Fizycznie nie jestem zmęczony. Chętnie bym rozegrał tyle meczów w kolejnym sezonie i kolejnym, i kolejnym... Żałuję, że nie wywalczyliśmy żadnego trofeum, a to było naszym celem. Cieszę się, że uniknąłem poważniejszych urazów. Ale ostatnie miesiące wyczerpały mnie psychicznie. Ciężko się koncentrować co trzy dni, do tego dochodzą podróże itd. Ale kocham swoją robotę i nie zamieniłbym jej na żadną inną. Jeśli musiałbym grać co dwa dni, też dałbym radę. Regularna gra w klubie mogła mi tylko pomóc w występie na Euro. Między ostatnim występem w Arsenalu a meczem z Grecją jest prawie miesiąc przerwy, ale mam nadzieję być w najwyższej formie.

Zdarza ci się jeździć taksówką po Londynie?

- Ech, wiem, do czego zmierzasz... Tak, i to dość często. Ale w londyńskich cabach taksometry są za szybą i nie ma jak w nie kopnąć. Dostęp do kierowcy też jest utrudniony. Chodzi o sprawę Sławka Peszki, który w Wielkanoc narozrabiał w Kolonii, spędził noc w komisariacie i trener Smuda wyrzucił go z kadry. Nie chcę się wypowiadać na ten temat, choć swoje zdanie mam. Szkoda mi kolegi, ale ta sprawa mnie w ogóle nie dotyczy. Mam nadzieję, że poradzimy sobie bez niego. Nie ma ludzi niezastąpionych.

Ale to chyba żenujące, że noc z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną reprezentant Polski spędza w komisariacie.

- To aż tak było? Każdy ma swoją Wielkanoc. Widać Sławek świętował po polsku (śmiech ). Ja tamtą noc spędziłem w hotelu, bo w niedzielę graliśmy mecz.

Peszkę, a wcześniej Artura Boruca i Michała Żewłakowa trener wyrzucił z kadry z powodów dyscyplinarnych.

- Ciężki temat. Zapewniam, że żaden z nich nie chciał wylecieć z reprezentacji. Wolałbym, żeby już nikt z tej drużyny nie wylatywał.

Boruc, twój poprzednik w bramce reprezentacji, na dwóch ostatnich turniejach mawiał o sobie, że jest tak spokojny, jakby brakowało mu układu nerwowego.

- Za mnie denerwuje się rodzina. Tata ma już na głowie wyłącznie siwe włosy. Mama nie ma ich wcale, bo wszystkie sobie wyrwała. Brat też. Biorą wszystko na siebie, a ja spokojnie robię to, co do mnie należy - gram w piłkę, zarabiam spore pieniądze i wiodę fajne życie. O to chodzi. Podczas Euro też chcę się dobrze bawić. Oczywiście grając w piłkę.

Pod nieobecność Boruca twoja pozycja w kadrze jest niepodważalna. Odpowiada ci status pewniaka? Numerem dwa kadry jest Łukasz Fabiański, twój zmiennik z Arsenalu.

- Nie czuję się pewniakiem ani w klubie, ani w kadrze. Kilka słabszych występów i Łukasz mnie zastąpi. Kiedy w tym sezonie wchodził między słupki, nie popełniał błędów. Dlatego na każdy trening staram się wyjść maksymalnie skoncentrowany. Ale rzeczywiście, obecnie czuję się komfortowo i odpowiada mi to. Potrzebny mi jest luz psychiczny, zdecydowanie lepiej się czuję, kiedy wiem, że jestem numerem jeden. Nie wiem, jakby to było, gdybym cały czas musiał walczyć o miejsce w składzie.

Wielu polskich piłkarzy prosi, by ich przygody z piłką nie nazywać karierą, bo karierę to robił Zbigniew Boniek. Ty nie unikasz słowa "kariera".

- Tym, którzy swoją karierę nazywają przygodą z futbolem, proponuję wpisać w Google słowo "kariera". Wtedy zobaczą, co to znaczy. Jeśli ktoś gra w piłkę i zarabia dzięki temu pieniądze, to jest to jego kariera. Jeśli ktoś zarabia na życie, sprzątając biura, to też jest to jego kariera. Ja się nie boję mówić, że to, co robię, to moja kariera piłkarska.

Dobrze się czujesz w roli celebryty?

- W ogóle się nie czuję, bo jestem wyłącznie sportowcem. Nie chcę być celebrytą. Wystąpiłem w reklamie, ale nie wiem, czy udział w niej spowodował, że moja popularność wzrosła. Szczerze mówiąc, nie bardzo mnie to obchodzi.

Gdybyś porównał reprezentację Polski z Arsenalem...

- Obie drużyny to emocjonalny rollercoaster. Raz idzie dobrze, raz źle, ale trzeba je kochać takie, jakie są. O, to do żony chyba też można porównać. Nie mam, ale znam ze słyszenia.

Gdyby polskiego kibica zapytać o receptę na sukces w Euro, odpowie: Robert Lewandowski coś na pewno strzeli, a Wojtek Szczęsny wszystko obroni.

- Czemu nie? Mnie ten scenariusz odpowiada.

A twój plan na trzy mecze grupowe?

- Wygrywamy z Grecją, remisujemy z Rosją. Chodzi o to, żeby emocje były do końca. Nie możemy wygrać obu pierwszych spotkań przede wszystkim dlatego, że trener mógłby wpaść na pomysł, żeby - mając pewny awans - w trzecim wystawić rezerwowych, a najlepszych oszczędzić na ćwierćfinał. A ja chcę grać jak najwięcej.

A co będzie, jeśli się nie uda?

- Nic się nie stanie, bo się uda.

Zdobądź piłkę, buty i koszulki z autografami Podolskiego!


Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ