Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polska - Niemcy. Co z dopingiem na PGE Arenie? Kibice myśleli, że zagra... Krzynówek

Choć w meczu Polska - Niemcy emocji nie brakowało, a końcówka spotkania była wyjątkowo dramatyczna, kibice na PGE Arenie Gdańsk zawiedli. Do chóralnego i zorganizowanego dopingu podrywali się tylko momentami, w wielu momentach na stadionie było cicho. Ale czy mogło być inaczej, skoro niektórzy fani stawiali, że bramki dla biało-czerwonych będzie strzelał Jacek Krzynówek?
Mecz Polski z Niemcami, pierwsze w historii spotkanie reprezentacji na PGE Arenie Gdańsk, obejrzało blisko 40 tys. widzów. Na zbudowanym na Euro 2012 stadionie, oprócz sektorów buforowych, było widać tylko dwa place wolnych miejsc. Pozostałe krzesełka były zajęte prze kibiców ubranych na biało-czerwono.

Choć mecz z Niemcami to najbardziej prestiżowa rywalizacja dla polskiej piłki, a wtorkowe spotkanie było dla kadry najważniejszym testem przed Euro 2012, kibice totalnie zawiedli. Od początku doping był chaotyczny, niezorganizowany i przede wszystkim cichy. Wielokrotnie podkreślali to podczas transmisji telewizyjnej komentatorzy TVP Dariusz Szpakowski i Włodzimierz Lubański, którzy dziwili się ciszy na stadionie. Zwłaszcza, po pierwszej bramce dla Niemców. Szpakowski apelował wtedy: Przecież teraz powinno być "Nic się nie stało!".

Podczas hymnu gości nie zabrakło też kibiców, którzy gwizdali, choć akurat oni szybko zostali zagłuszeni gromkimi brawami. Wcześniej, kiedy kapitan Niemców Philipp Lahm odczytywał deklarację o grze fair play, stadion też gwizdał. I tych gwizdów nikt już nie zagłuszał.

Kiedy tylko w grze Polaków były przestoje, a tych nie brakowało, na trybunach było kompletnie cicho. Kibice nie podrywali Polaków do walki, a nieśmiałe próby wyglądały czasami żałośnie. Jedyne, co się udawało, to fala, która przechodziła przez cały stadion.

PGE Arena zatrzęsła się tylko kilka razy, w tym oczywiście najbardziej przy dwóch bramkach dla Polski. Po drugim golu Jakuba Błaszczykowskiego z rzutu karnego, po którym wydawało się, że Polska odniesie historyczną wygraną z Niemcami, kibice na gdańskim stadionie byli już w ekstazie, ale szybko uciszył ich Cacau, który w ostatniej sekundzie meczu wyrównał na 2:2.

Trenerzy Franciszek Smuda i Joachim Loew, a także piłkarze, chwalili po meczu kibiców i doping, ale więcej w tym było kurtuazji. Bo doping był słaby. Wyraźnie zabrakło grupy, która prowadziłaby zorganizowany doping, która poderwałaby za sobą tłumy.

Klub Kibica Reprezentacji Polski, który powstał m.in. po to, aby uporządkować relacje między PZPN i kibicami, a także między samymi kibicami, totalnie się nie sprawdził, kilka dni przed meczem bojkot spotkania z Niemcami ogłosili też kibice Lechii Gdańsk, którzy narzekali na wysokie ceny oraz nieprzyjazny kibicowi sposób dystrybucji biletów (właśnie za pośrednictwem Klubu Kibica Reprezentacji Polski).

Aż do 3 września, czyli na trzy dni przed meczem, bilety na mecz z Niemcami mogli kupić tylko członkowie Klubu Kibica RP. Aby to zrobić trzeba się było do tego klubu zapisać i zapłacić za członkostwo oraz kartę 32 zł. Dopiero od soboty uruchomiono tzw. wolną sprzedaż, ale w niej zostało już tylko ok. 2 tys. wejściówek. W sumie kibice mogli kupić tylko ok. 30 tys. biletów, pozostałe wejściówki były dla sponsorów i... "piłkarskiej rodziny" PZPN.

We wtorek tłumy biało-czerwonych fanów szły w kierunku PGE Areny już na blisko cztery godziny przed rozpoczęciem meczu. Każdy, dosłownie każdy kibic zapytany o wynik, nie miał wątpliwości: "Wygra Polska!". Zmieniały się tylko typy na wynik - najczęściej pojawiał się rezultat 2:1 lub 3:1, a wśród strzelców bramek wymieniano głównie Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i... Jacka Krzynówka, który skończył niedawno karierę. Krzynówek, owszem, był na stadionie, ale tylko po to, aby odebrać nagrodę za lata gry dla reprezentacji.

Horror w Gdańsku. Polska - Niemcy 2:2 [ZDJĘCIA Z MECZU]




Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ