Sport.pl

Piłka nożna - terminarz, wyniki »

Serie A. Juventus, przypadek niepojęty

Rafał Stec
2010-02-07 , aktualizacja: 07.02.2010 20:32
A A A Drukuj
Brazylijczyk Diego w barwach Juventusu Turyn Fot. ANTONIO CALANNI AP Brazylijczyk Diego w barwach Juventusu Turyn
Piłkarze z Turynu znów zawiedli, tylko remisując w Livorno, i zsunęli się na siódme miejsce, które w ogóle nie daje awansu do europejskich pucharów. Wyhamował też Milan, pędzi już tylko Inter
SERWISY
Liverpool z Juventusem szli łeb w łeb. Oba kluby zdobyły w minionym sezonie wicemistrzostwo swoich krajów, oba planowały szturm na sam szczyt, oba całkowicie rozczarowały, oba wyleciały z hukiem z Ligi Mistrzów. I oba stanęły przed dylematem: zwalniać czy nie zwalniać trenera?

Rafa Benitez ocalał, a Liverpool odzyskuje równowagę. Ciro Ferrara nie ocalał (jak zwykle w Turynie), a Juventus wciąż się nad fanami znęca. W sobotę po koszmarnej grze zremisował w Livorno, serię bez zwycięstwa wydłużył do pięciu meczów. Alberto Zaccheroni piłkarzy nie ocucił, zgodnie z oczekiwaniami wrócił za to do swojego ulubionego ustawienia z trzema obrońcami, dzięki czemu gospodarze znaleźli mnóstwo wolnej przestrzeni na obu flankach. I nieprzypadkowo gola strzelili po dośrodkowaniu Luigiego Vitalego, po którym piłkę do siatki wepchnął głową mierzący 168 cm Antonio Filippini. Od listopada turyńczycy tylko raz - w meczu Pucharu Włoch z Napoli - zdołali zachować czyste konto. W Livorno znów też nie potrafili płynnie nacierać, zagrażali rywalom tylko przy stałych fragmentach gry, remis uratowali dzięki rzutowi wolnemu Diego i uderzeniu głową Nicoli Legrottagliego.

Przebudzenia nie było, a posada Zaccheroniego - na razie uciułał dwa remisy - pozostaje być może najbardziej niepojętą trenerską nominacją sezonu 2009/2010 w wielkim futbolu. Wyjąwszy kilkumiesięczny epizod w Torino, szkoleniowiec ten spędził na bezrobociu całą piłkarską epokę, a sukcesy - też incydentalne - odnosił tak dawno temu, że nikt nie ma pewności. Piłkarze Juve wciąż wyglądają na zrezygnowanych i zdezorientowanych, a czekają ich niesłychanie trudne wyzwania, z niemal wszystkimi najmocniejszymi przeciwnikami - Interem, Romą, Milanem, Napoli, Fiorentiną i Sampdorią - zmierzą się na wyjazdach.

Wszystkie personalne decyzje szefów Juve z najbliższej przeszłości były jednak kontrowersyjne. Nie wiadomo, dlaczego po awansie do Serie A nie zatrzymali Didiera Deschamps'a, zwolnili w środku sezonu Claudia Ranieriego, nie kłopocząc się brakiem renomowanego następcy, dlaczego Ferrary też nie wymienili na wytrawnego zawodowca, który samym wejściem do szatni tchnąłby w nią trochę życia. Ich plan zatrudnienia latem Beniteza może nie wypalić, jeśli będą usiłowali skazać go na pracę poza Ligą Mistrzów. A na razie Juventus zsunął się jeszcze niżej - poza czołową szóstkę, która daje awans do drugorzędnej Ligi Europejskiej.

Tako rzecze Mourinho

"Jeśli młody ma więcej niż jeden neuron - a Mariga ma ich miliony - w Interze, trenując z Zanettim, Cordobą, Cambiasso, Materazzim i innymi, może tylko się rozwijać" - tak trener mediolańczyków chwalił kenijskiego pomocnika ściągniętego z Parmy. Wszyscy zgromadzeni w mig jednak pojęli, kogo Mourinho podejrzewa o najwyżej jeden neuron. To Mario Balotelli ukarany właśnie grzywną za obrażanie Portugalczyka, gdy ten zdejmował go z boiska w pucharowym meczu z Fiorentiną. "Zgubiłem szkło kontaktowe" - tłumaczył piłkarz, dlaczego nie wrócił w tamtym meczu do obrony. Trenera nie przekonał. Niedzielny mecz z Cagliari odsiedział do 83. minuty, choć Mourinho wystawił aż trzech napastników.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się