W niedzielnym finale kobiecych mistrzostw świata we Frankfurcie doszło do jednej z większych sportowych sensacji roku. Skazywana na porażkę drużyna Japonii, która dotąd tylko raz wyszła z grupy na MŚ, pokonała po rzutach karnych
USA, czyli największą potęgę - dwukrotne mistrzynie świata i trzykrotne mistrzynie olimpijskie. Japonki nigdy wcześniej - na 25 rozegranych meczów - nie zdołały zwyciężyć z Amerykankami. Tylko w tym roku przegrały z nimi dwukrotnie, nie strzelając nawet bramki.
Amerykanki są od Japonek nie tylko bardziej utytułowane i doświadczone. Ich przewagę na boisku widać gołym okiem - we wzroście (większym średnio o 7 cm), szybkości i sile fizycznej. USA w finale od początku przeważały, dwukrotnie obejmowały prowadzenie, ale
Japonia wyrównywała. Bramkę na 2:2 strzeliła w 117. minucie. W serii rzutów karnych zespół USA pękł psychicznie - spudłował trzy pierwsze próby i poległ 1:3.
Trudno racjonalnie wytłumaczyć ten niespodziewany sukces. W japońskich szkołach w piłkę gra ok. 25 tys. dziewczynek. W Stanach tylko w Kalifornii - 200 tys., w całym kraju - 1,2 mln. Podobna dysproporcja jest wśród seniorek. Większość japońskich piłkarek pracuje - finalistka Aya Sameshima była kiedyś zatrudniona dorywczo w elektrowni atomowej w Fukushimie. Tylko cztery zawodniczki występują za granicą - m.in. w USA, gdzie liga od lat jest zawodowa. Pieniędzy w japońskiej piłce kobiecej też nie ma dużo, większość bogatych sponsorów wspiera męską kadrę, choć pięć lat temu federacja zaczęła dawać ciut więcej na kobiety. Być może to zaowocowało czwartym miejscem na igrzyskach w Pekinie. Jedyną wielką gwiazdą z własnym kontraktem sponsorskim z Nike jest grająca na piątym mundialu 32-letnia Homare Sawa. Strzeliła 80 goli w 173 meczach. W Niemczech z pięcioma trafieniami została najskuteczniejszą w turnieju.
Szukając podstaw sukcesu, fachowcy wskazują głównie na technikę - Japonki od małego rywalizują z silniejszymi chłopcami, co uczy je płynnej gry i panowania nad piłką. Są też niezwykle zgrane - narodowe
kadry tworzy się już u 12-latek. Treningi w szkołach trwają cały rok bez zimowych przerw.
To wszystko wciąż nie tłumaczy jednak fenomenalnych zwycięstw nad USA, Niemkami i Szwedkami.
- Dziewczyny zagrały turniej z sercem na dłoni, dały z siebie absolutnie wszystko - mówi trener Norio Sasaki, który puszczał piłkarkom na odprawach slajdy ze zdjęciami miast zrujnowanych przez marcowe trzęsienie ziemi i tsunami. Motywował drużynę, że trzeba dać ludziom w kraju nadzieję i odwagę. - To zwycięstwo jest symboliczne, pokazuje, że Japonia nigdy się nie poddaje - wtórowali mu ludzie w Tokio, którzy o 6 rano (wtedy wg ich czasu skończył się mecz) wyszli świętować na ulice. Wszyscy przypominali o trzęsieniu i ponad 20 tys. ofiar.
Nadeshiko Japan - to pełna nazywa reprezentacji. Nadeshiko wzięło się od goździka, symbolizującego w Japonii niezłomną naturę kobiety. - Biegałyśmy, choć nie miałyśmy już sił. Amerykanki grały lepiej, miały więcej szans. Być może w ogóle są lepsze, ale my byłyśmy wytrwalsze - stwierdziła Homare Sawa.
Sześć miesięcy wcześniej japońscy mężczyźni zdobyli mistrzostwo Azji. Japońskie kobiety są jednak lepsze, one panują nad całym światem.
845 tys. ludzi obejrzało w Niemczech na żywo kobiece MŚ (średnio 26 tys. widzów na mecz)