Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rusza 39. sezon Bundesligi

Bayern Monachium co roku jest faworytem, ale dawno nie był tak żelaznym jak teraz. Po serii spektakularnych transferów Bawarczycy po prostu nie mają wyjścia. Muszą odzyskać tytuł mistrza Niemiec.
Bayern to faworyt 79 proc. kibiców (w internetowej ankiecie "Kickera") i aż 15 z 18 trenerów Bundesligi. Trzech z nich - trener broniącej tytułu Borussii Matthias Sammer, Benno Moehlmann z Arminii Bielefeld i Hans Mayer z Moenchengladbach - odmówiło udziału w zabawie, ale kto wie, czy prywatnie także nie są pewni wygranej drużyny Ottmara Hitzfelda.

Ten ostatni po sprowadzeniu do Monachium znakomitych pomocników Bayeru Leverkusen Michaela Ballacka i Ze Roberto oraz Sebastiana Deisler z Herthy Berlin, jeśli znów nie zdobędzie w sezonie żadnego tytułu - w ubiegłym Bawarczykom przydarzyła się taka sytuacja po raz pierwszy od 1995 roku - zapłaci za to głową, choć kontrakt ma ważny jeszcze przez dwa lata.

Spóźniona rewolucja

Ubiegły sezon był dla 17-krotnych mistrzów Niemiec wyjątkowo nieudany: wyrównali pechową passę z 1969 roku, nie wygrywając ośmiu kolejnych spotkań, a przegrywając z Schalke 1:5, doznali najwyższej porażki od 1994 roku. Ostatecznie zajęli trzecie miejsce, zapewniając sobie start w eliminacjach do Ligi Mistrzów. W Champions League broniący trofeum Bawarczycy odpadli w ćwierćfinale z późniejszym triumfatorem Realem Madryt.

Bayern najwyraźniej podążył tą samą drogą w dół, co Borussia Dortmund w 1997 roku, po zdobyciu dwóch tytułów mistrza Niemiec i wygraniu Ligi Mistrzów. Wówczas pod wodzą tego samego trenera Hitzfelda drużyna w kolejnym sezonie zajęła dopiero dziesiąte miejsce. Zdaniem obserwatorów zadziałał "syndrom nasyconych lwów". Nawet tak znakomitemu trenerowi jak Hitzfeld ciężko zmobilizować na mecz z przysłowiową Energie Cottbus piłkarza, który zasmakował w zwycięstwach w pojedynkach z Juventusem, Manchesterem i Realem. A Bayern stracił w ubiegłym sezonie większość punktów właśnie z Cottbus, Hansą Rostock i Borussią Moenchengladbach (z tą ostatnią aż cztery!).

Winowajcą słabej formy monachijczyków był też ich kapitan Stefan Effenberg, cień charyzmatycznego, pełnego inwencji i temperamentu rozgrywającego, a mimo to Hitzfeld konsekwentnie na niego stawiał. Dziś "Effe" nie ma już w kadrze, podobnie jak paru innych "wypalonych" wcześniejszymi sukcesami: Paulo Sergia, Carstena Janckera, Ciriaco Sforzy. Rewolucja była jednak spóźniona o rok. Jak obliczył menedżer Bayernu Uli Hoeness, klub stracił na niepowodzeniach 30 mln euro na różnego rodzaju kontraktach sponsorskich, sprzedaży koszulek i gadżetów oraz biletów wstępu na mecze. Z drugiej strony wstrzymanie się o rok z transferem trzech gwiazdorów sprawiło, że Hoeness zapłacił za całe trio Ballack, Deisler, Ze Roberto zaledwie 25,5 mln euro, zawodnikom kończyły się bowiem kontrakty i ich pracodawcy woleli wziąć cokolwiek niż nic.

Po przemeblowaniu kadry Hitzfeld jest dziś pewny swego. - Teraz mam na każdej pozycji najlepszych piłkarzy w tym kraju. Zawodnicy mają wystarczająco dużo motywacji, żeby wrócić z Bayernem tam, gdzie jego miejsce. Naszym celem jest mistrzostwo Niemiec. Naszymi najgroźniejszymi rywalami są tak jak w ubiegłym sezonie Dortmund i Leverkusen - powiedział trener.

Czarne chmury

Wydaje się jednak, że Bayer nie podniesie się po takich stratach. W miejsce Ballacka i Ze Roberto trener Klaus Toppmoeller ściągnął dwóch Brazylijczyków, których przydatność do gry w Europie jeszcze nie jest potwierdzona - obrońcę Flamengo Juana i napastnika Sao Paulo Francę. Nad klubem zbierają się czarne chmury, większe niż podczas "afery kokainowej" Christopha Dauma. Urząd podatkowy oskarża władze Bayeru o oszustwo. Podejrzani to Daum i obrońca reprezentacji Niemiec Jens Nowotny. Ten ostatni miał pominąć w zeznaniu podatkowym 10 mln marek, które otrzymał w 1996 roku przy okazji transferu z Karlsruher SC. Daum także dostał "pod stołem" pieniądze za transfer, których nie ujawnił w zeznaniu.

- Nie wierzę w faworytów, a poza tym mam zdrową zasadę - nigdy nie typuję zwycięzców w czymkolwiek - tłumaczył niechęć do wskazania mistrza Mathias Sammer. - Co do Borussii, chcielibyśmy utrzymać status w Bundeslidze i zrobić krok naprzód w europejskich pucharach - dodał trener, którego zespół wystąpił w finale Pucharu UEFA.

Borussia wzmocniła się tylko jednym zawodnikiem, ale za to bardzo dobrym - prawoskrzydłowym Torstenem Fringsem, który zebrał znakomite recenzje na mistrzostwach świata. Doszedł też Argentyńczyk Juan Ramon Fernandez, a w drugiej linii są przecież jeszcze Tomas Rosicki, Lars Ricken, Sunday Oliseh, Joerg Heinrich i Brazylijczyk Evanilson.

Po tym jak karierę skończył Juergen Kohler, kierownictwo w obronie przejmą dwaj inni solidni zawodnicy reprezentacji wicemistrzów świata - Sebastian Kehl i Christoph Metzelder. Atak to Brazylijczyk Ewerthon i "król strzelców" ubiegłego sezonu Amoroso.

Do walki o mistrzostwo powinna się też włączyć Hertha Berlin, która zaprezentowała znakomitą formę w wygranym Pucharze Ligi Niemieckiej (niestety nie za sprawą Bartosza Karwana, który nie zaaklimatyzował się jeszcze w drużynie). Znakomicie gra duet Brazylijczyków Alex Alves i Marcelinho, a przecież menedżerowi Dieterowi Hoenessowi udało się jeszcze pozyskać za darmo członka reprezentacji mistrzów świata Luizao. Nad całością czuwa trener Huub Stevens - twórca sukcesów Schalke 04.

Krajobraz po plajcie

Mimo olbrzymiego zainteresowania Bundesligą po sukcesie drużyny Rudi Voellera na mistrzostwach świata po plajcie grupy medialnej Leo Kircha kluby muszą się liczyć z obcięciem o 20 proc. pieniędzy za prawa telewizyjne (wcześniej było to 600 mln marek), które stanowiły główną podporę budżetów większości drużyn.

Jak radzą sobie z tą sytuacją? Różnie. Tylko dwa zadeklarowały renegocjację kontraktów i zmniejszenie pensji zawodnikom - to mistrzowie Niemiec z Dortmundu i VfB Stuttgart.

Jeśli chodzi ten pierwszy klub, jego kapitan Stefan Reuter oznajmił, że piłkarze są realistami i zdają sobie sprawę, iż musi być przez chwilę źle, jeśli ma być znów dobrze. Zawodnicy akceptują działania władz, tym bardziej że obcinają one także własne pensje. Lepiej ma być już za rok, kiedy na Westfalenstadion będzie mogło zasiąść 83 tys. widzów. Za to w Stuttgarcie trwają zażarte negocjacje, tam nikt nie chce zarabiać mniej.

Arminia Artura Wichniarka zdecydowała się płacić piłkarzom mniejsze premie za wygrane mecze. Inne kluby wystawiają zawodników na listy transferowe lub pozwalają im odejść za darmo. Rekordzistką jest tu Hansa Rostock, która zwolniła aż 13 zawodników!