Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Warszawski stadion z nazwą Pepsi? Złoty interes Legii

Legia chce sprzedać prawa do nazwy stadionu przy Łazienkowskiej. Może za to dostać kwotę prawie dwa razy wyższą od czynszu, jaki płaci miastu. Ratusz, który zbudował stadion Legii, przyznaje, że tej możliwości zdobycia pieniędzy nie zauważył.
Jak podaliśmy w czwartek na ogólnopolskich stronach sportowych "Gazety", Legia finalizuje rozmowy z koncernem PepsiCo o sprzedaży praw do nazwy stadionu. Za to, by formalnie obiekt przy Łazienkowskiej zmienił nazwę na Pepsi Arena, producent napoju gazowanego miałby zapłacić klubowi 6 mln zł rocznie.

O obiekcie Legii mówi się "stadion Wojska Polskiego", czasami dodając jeszcze "im. Marszałka Józefa Piłsudskiego". - Ale formalnie rzecz biorąc, stadion Legii nie ma nazwy. To po prostu stadion miejski użytkowany przez Legię. Nazwa "stadion Wojska Polskiego" była nazwą zwyczajową, odnoszącą się na dodatek do obiektu, który dziś nie istnieje - mówi Wiesław Wilczyński, dyrektor miejskiego biura sportu.

Jego zdaniem prawo do nazwy stadionu ma warszawski samorząd. Obiekt stoi na miejskim gruncie, jest własnością miasta. Powstaje za pieniądze z miejskiego budżetu - będzie kosztować 465 mln zł (po odliczeniu podatku VAT, który wróci do kasy miasta - 374 mln zł). Jak więc możliwe, że to Legia sprzedaje prawa do jego nazwy? Wszystko przez umowę dzierżawy, jaką jesienią 2007 r., tuż przed wyborami samorządowymi, podpisał z koncernem ITI, właścicielem Legii, Kazimierz Marcinkiewicz, ówczesny PiS-owski komisarz miasta. Zawierała ona zapis: "Dzierżawca ma prawo pobierać pożytki z dzierżawionej nieruchomości w zakresie, jaki jest przyjęty dla prowadzonej przez dzierżawcę działalności (w tym pożytki z reklam, biletów, sponsoringu itp.)".

- Fundamentem umowy dzierżawy z miastem od początku było wykorzystanie przez klub jego możliwości marketingowych - przekonuje Marek Drabczyk z zarządu Legii.

Umowę w 2008 r. renegocjowała ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz. Zespół kierowany przez wiceprezydenta Andrzeja Jakubiaka wywalczył m.in., że po wybudowaniu stadionu czynsz z kwoty 560 tys. zł zapisanej w poprzedniej umowie wzrośnie do 3,7 mln zł. Zapisu stanowiącego furtkę do sprzedaży nazwy nie próbowano zmieniać.

- Negocjacje prowadzono tak, by polepszyć pozycję miasta w stosunku do umowy podpisanej przez Kazimierza Marcinkiewicza. Udało się, między innymi podniesiony został czynsz, jaki Legia płaci za stadion - mówi Wiesław Wilczyński. - Dziś, gdy sprzedano nazwę stadionu w Gdańsku, a do sprzedaży nazwy przymierza się operator Stadionu Narodowego, pewnie z większą uwagą analizowalibyśmy ten zapis. Ale trzy lata temu w Polsce nie było jeszcze żadnych doświadczeń ze sprzedażą praw do nazw obiektów sportowych - tłumaczy. Dopiero w lutym 2009 r. telefonia Dialog za 3 mln zł rocznie kupiła prawa do nazwy stadionu Zagłębia Lubin, a pół roku później za 1 mln zł rocznie firma Atlas przejęła prawa do nazwy łódzkiej hali sportowej.

Samorząd Gdańska zainkasuje za nazwę PGE Arena 7 mln zł rocznie.

- Chcemy się jeszcze w tym miesiącu spotkać z władzami Legii. Naszym zdaniem zapis z umowy dzierżawy nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, że to klub ma prawo do sprzedaży nazwy. Stadion oczywiście jest miejski - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

- Rozumiem, że klub musi mieć pieniądze, aby mógł się rozwijać i skutecznie rywalizować sportowo na arenie międzynarodowej. Ale chciałbym, żeby sytuacja była jasna. I czuję lekki zawód, że o tej sprawie dowiadujemy się z mediów. Legia powinna nas z wyprzedzeniem powiadomić o sprzedaży nazwy - narzeka dyrektor Wilczyński.

Więcej o: