Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Męczarnie pod Klimczokiem, ale Podbeskidzie znowu górą

Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała nie zwalniają tempa. Pomimo słabej gry w sobotę ograli outsidera ligi Dolcan Ząbki i nadal pewnie przewodzą pierwszoligowej stawce
W starciu z ostatnim zespołem zaplecza ekstraklasy katusze bielszczan trwały do 75. min. Wówczas, wprowadzony dziesięć minut wcześniej supersnajper Adam Cieśliński pewnie wykorzystał rzut karny, który powalił na kolana nadspodziewanie solidną ekipę trenera Roberta Moskala. Do tego momentu liderowi gra nie układała się. Akcje Podbeskidzia były prowadzone w wolnym tempie, a ich czytelne ataki goście rozbijali daleko od bramki Rafała Misztala. O płynności i spokoju w poczynaniach bielskiej drużyny nie było mowy. Ileż to razy przy kluczowych dośrodkowaniach w pole karne piłka uciekała bocznym pomocnikom! A wykonanie stałe fragmentów gry lepiej przemilczeć.

- Rywal grał praktycznie trzema środkowymi obrońcami, przed nimi było dwóch defensywnych pomocników. Środek pola był totalnie zagęszczony. Chcieliśmy położyć ciężar na grę bokami, ale też to nie szło - wyjaśniał przyczyny indolencji trener gospodarzy Robert Kasperczyk.

Ząbczanie, którzy swój jedyny punkcik w lidze uciułali ponad dwa miesiące temu, nie zamierzali się kurczowo bronić. Co jakiś czas potrafili wyprowadzić całkiem przyzwoity kontratak, ale brakowało im porządnych armat z przodu.

Po półgodzinie meczu na trybunach dało się usłyszeć pierwsze nieśmiałe gwizdy zniesmaczonych kibiców. Najwięcej pretensji było pod adresem jałowego w lataku Sylwestra Patejuka, który zmarnował dwie dobre okazje. Ostatnim powodem do uderzenia na alarm była kapitalna interwencja Richarda Zajaca przy rzucie wolnym Patryka Koziary. Szkoleniowiec Podbeskidzia widząc, co się dzieje, wpuścił wreszcie Cieślińskiego, który rozwiązał kłopoty lidera. 28-letni napastnik twardo zgarnął piłkę próbującemu interweniować Misztalowi i zasłaniając ją, dał się powalić bramkarzowi Dolcanu w polu karnym.

- Zostałem potrącony przez Cieślińskiego i za to powinien być odgwizdany rzut wolny! - twierdził bramkarz Dolcanu. Jednocześnie przyznał, że potem sfaulował piłkarza Podbeskidzia i karny został podyktowany słusznie. - Głupie tłumaczenia. Klasowy bramkarz idzie taranem. A on muchy łapał, a nie piłkę - dworował sobie z Misztala bohater spotkania, który parę minut później wyprowadził zabójczą kontrę, wyłożył piłkę Piotrowi Malinowskiemu, a ten ponownie nie dał szans bramkarzowi z Ząbek.

- Nie będę opowiadał bajek, że zagraliśmy kolejny bardzo dobry mecz, bo graliśmy słabo. Mieliśmy gorszy dzień, zanotowaliśmy mnóstwo niedokładnych podań, prostych strat. Nie było to coś, co sobie wymarzyłem, ale właśnie w takich meczach rodzą się sukcesy - przekonywał Kasperczyk. Nie zapomniał też podkreślić roli Cieślińskiego, dla którego było to już siódme trafienie w sezonie. - Adam od trzech tygodni boryka się z kontuzją kostki i w dalszym ciągu ma ją niewyleczoną. Może gdybyśmy zdecydowali się go nie wystawiać w Szczecinie, dzisiaj byłby w pełni zdrowy. Na odprawie powiedziałem chłopakom, że mają zagrać tak, by nie musiał wchodzić na boisko. Nie zrobili tego, o co mam do nich pretensje. Adam też powinien je mieć. Z drugiej strony, chłopak wszedł i wygrał nam mecz - komplementował swojego snajpera trener.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Dolcan Ząbki 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Cieśliński (75. - karny), 2:0 Malinowski (83.)

Podbeskidzie: Zajac - Cienciała, Dancik, Broniewicz, Osiński - Rogalski Ż(89. Łatka), Koman, Chmiel, Ziajka (46. Malinowski) - Patejuk (65. Cieśliński), Demjan.

Dolcan: Misztal - Dadacz, Wróbel, Ciesielski Ż, Unierzycki - Koziara Ż, Gawęcki (70. Stańczyk), Bazler, Kosiorowski Ż Cz - Kabala (70. Stretowicz Ż), Piesio (75. Zapaśnik).

Sędziował: Rafał Greń (Rzeszów). Widzów: 3300.