Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reakcje po wtorkowych meczach Ligi Mistrzów

Jak feniks z popiołów - tak tureckie gazety opisały sukces Galatasaray, które przegrywało do przerwy z Realem Madryt dwiema bramkami, ale wygrało 3:2. Radość także w Monachium. "Udany rewanż! Bayern się cieszy, Manchester płacze" - doniósł "Bild" po wygranej mistrzów Niemiec na Old Trafford 1:0
Według dziennika "Hurriyet" trener tureckiego zespołu Rumun Mircea Lucescu ostro "przemówił" do swych piłkarzy w przerwie. - Powiedziałem, że wstydzę się za nich. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi honoru. Pozwólmy więc kibicom wrócić do domów w radosnych nastrojach - mówił szkoleniowiec.

Jego prośby i groźby pomogły. Hiszpanie, którzy prowadzili do przerwy po golach Ivana Helguery'ego i Claude'a Makelele, w drugiej połowie rzadko przekraczali środek boiska. Tuż po przerwie z karnego gola zdobył Umit Davala, wyrównał Hasan Sas, a kwadrans przed końcem Mario Jardel strzałem głową przypieczętował zwycięstwo miejscowych. Pomocnik Galatasaray Okan Buruk powiedział: - Radość po wygranej to zaledwie przedsmak tego, co nas czeka w Madrycie.

- W pierwszej połowie graliśmy świetnie, za drugą powinniśmy się wstydzić - mówił Luis Figo, który zaliczył asystę przy bramce Helguery'ego. - Futbol jest nieprzewidywalny. Takie sytuacje jak ta w Stambule zdarzały się już nieraz. Miejmy nadzieję, że w rewanżu spiszemy się tak jak w pierwszej połowie środowego spotkania.

Trener Realu Vicente del Bosque stwierdził na łamach hiszpańskich gazet: - Po przerwie nie umieliśmy zachować koncentracji, ale w rewanżu powinniśmy sobie poradzić. Na naszym stadionie jesteśmy nie do pobicia.

Spotkanie w Stambule było ekscytujące, ale uwagę Europy zwracała przede wszystkim konfrontacja w drugim wtorkowym ćwierćfinale. Był to rewanż za finał Ligi Mistrzów z 1999 roku między Manchesterem a Bayernem. Na Old Trafford Anglicy byli bezradni. Pięć minut przed końcem Brazylijczyk Paulo Sergio dał bawarczykom zwycięstwo.

Menedżer "Diabłów" Alex Ferguson stwierdził jednak: - Mamy do czynienia z taką samą sytuacją jak dwa lata temu, gdy w półfinale zremisowaliśmy z Juventusem 1:1 u siebie, a w rewanżu zwyciężyliśmy 3:2, choć przegrywaliśmy już 0:2, po jednym z najlepszych meczów w historii. A potem w finale pokonaliśmy Bayern - mówił menedżer MU chwilę po porażce. - Jeżeli w Monachium pierwsi strzelimy gola, to układ sił znów się zmieni. Wiedzą to nasi rywale.

Ferguson musi jednak zmienić taktykę. We wtorek pomimo nie najlepszej gry cały czas trzymał na placu tych samych piłkarzy - Dwight Yorke wszedł dopiero w końcówce. Wygląda na to, że za dwa tygodnie zawodnik z Trynidadu/Tobago wesprze w ataku Andy'ego Cole'a. Ferguson liczy też na najskuteczniejszego w tym sezonie Teddy'ego Sheringhama. Pierwsza linia w składzie Cole - Ole-Gunnar Solskajaer miała bowiem małą siłę rażenia.

- Wygraliśmy bitwę, ale kampania o awans do półfinału Ligi Mistrzów jeszcze nie zakończona - tonował euforię w Niemczech trener Ottmar Hitzfeld. - Nasze szanse na awans ani nie wzrosły, ani nie zmalały, nadal wynoszą 50 procent. Tym bardziej, że dla piłkarzy Manchesteru zdobywanie goli na wyjeździe to nic niezwykłego.

Hitzfeld stwierdził, że przed meczem nie myślał, by zrewanżować się MU za przegrany finał w Barcelonie. - Jestem wdzięczny moim piłkarzom, że tak dokładnie, tak perfekcyjnie wykonali założenia taktyczne. Przede wszystkim bardzo zagęścili grę i nie zostawili rywalom miejsca na rozegranie piłki. Jeśli takiej drużynie jak MU zostawić choć odrobinę wolnej przestrzeni, natychmiast zostanie się ukaranym - dodał.

W rewanżu oba zespoły wystąpią bez podstawowych zawodników zawieszonych za żółte kartki. W MU zabraknie Davida Beckhama, a Francuza Bixente Lizarazu i Bośniaka Hasana Salihamidzicia w Bayernie.



Gracze mistrza Niemiec są mniej ostrożni od swego szkoleniowca. - To był prawdziwy FC Bayern - mówił Stefan Effenberg, nawiązując do fali krytyki, jaka spotkała drużynę po przegranym meczu ligowym z Werderem Brema na własnym terenie. - "Super Bayern" - napisał dziennik "Bild" na czołówce środowego wydania. - 18 kwietnia możemy powtórzyć ten wynik - stwierdził Paulo Sergio, strzelec zwycięskiego gola. A menedżer Bayernu Uli Hoenness nie krył zadowolenia z absencji w rewanżu Beckhama. - Tylko dziewczyny w Monachium pewnie będą zawiedzione - mówił. - To już jednak nie nasze zmartwienie.

Manchester Utd - Bayern Monachium 0:1 (0:0):

Paulo Sergio (86.).

Żółte kartki: Beckham - Effenberg, Lizarazu, Salihamidzić.

Manchester: Barthez - G. Neville, Stam, Brown, Silvestre; Beckham (87. Yorke), Keane, Scholes, Giggs; Cole, Solskjaer.

Bayern: Kahn - Linke, Kuffour, Andersson, Lizarazu; Salihamidzic, Effenberg, Scholl (69. Paulo Sergio), Jeremies, Elber, Janker (66. Zickler).

Galatasaray Stambuł - Real Madryt 3:2 (0:2):

Umit (47., karny), Hasan (65.), Jardel (75.) - Helguera (32.), Makelele (43.).

Żółte kartki: Okan, Popescu - Salgado.

Galatasaray: Taffarel - Capone (46. Fatih), Bulent Kortmaz, Popescu, Ergun, Suat (49. Bulent Akin), Umit, Jardel, Hasan, Okan, Hagi.

Real: Casillas - Salgado, Hierro, Karanka, Roberto Carlos, Helguera, Makelele (Celades), Figo, McManaman (89. Solari), Raul, Morientes (69. Guti).