Sport.pl

Po-ligon Roberta Błońskiego: Powrót

- Jeśli nie uda mi się na Zachodzie, zawsze mogę wrócić do Polski - z rozbrajającą szczerością powiedział mi w Tallinie Kamil Kosowski.
Liga polska - przez polskich piłkarzy - postrzegana jest jak spokojna przystań, do której po miesiącach (latach) na obcych wodach, przeżytych sztormach (ławka rezerwowych, walka o miejsce w składzie, kontuzje) wracają, by się odbudować.

Witold Wawrzyczek, Andrzej Kobylański, Jakub Wierzchowski i Paweł Kryszałowicz przyjechali ostatnio z Niemiec. Teraz przybył Piotr Świerczewski - z Francji. Powroty polskich piłkarzy do polskiej ligi stają się coraz modniejsze. Tam się nie udało - w Polsce musi być lepiej. I w wielu wypadkach jest.

Kryszałowicz zagrał w Polsce dwa dobre mecze (strzelił w nich cztery gole) i natychmiast wrócił do reprezentacji. Wawrzyczek miał pomóc Szczakowiance w ekstraklasie, teraz pomaga jej w II lidze. Z Polski wyjeżdżał jako utalentowany obrońca, ewentualnie defensywny pomocnik Ruchu Chorzów, na Zachodzie mu się nie powiodło - wrócił. To samo Wierzchowski - dwa lata siedzenia na ławce rezerwowych Werderu (z krótkim epizodem na granie, słabe zresztą) i starczy. Już jest w Płocku, tyle że tam - obojętnie, kto jest trenerem, prezesem i jacy są piłkarze - wyników brak.

W powrocie Świerczewskiego jest coś symbolicznego. Oto wraca piłkarz, który jeszcze kilkanaście miesięcy temu (przed mundialem) od pewnego trenera słyszał, że jest trzecim rozgrywającym świata... Piłkarz, który - jak powiedział jeden z jego bliskich znajomych - "nie jest bogaty. Jest bardzo bogaty". Piłkarz, któremu - cokolwiek by o nim mówić - zawsze zależało na grze w reprezentacji. I nie tylko o tym mówił, ale i pokazywał na boisku - nawet kiedy był bez formy, nie grał w klubie - zaangażowania, ambicji nigdy nie brakowało (czasem nawet w przeciwieństwie do aktualnych możliwości).

"Świr" nie wraca dla pieniędzy (choć oczywiście chce zarabiać najwięcej, ile można), nie wraca, by odcinać kupony od dawnej sławy (Markowi Koźmińskiemu nie powiodło się w Górniku). Nie wraca też z powodu odwiecznej miłości do Lecha i spełnienia marzenia z dzieciństwa, jakim od zawsze była gra w poznańskiej "Lokomotywie".

Świerczewski wraca po to, by jeszcze trafić do kadry. Pomoże mu w tym świadomość, że już na pierwszym treningu usłyszał od trenera Pali, że "ma być liderem, wystawiam go w ciemno". 31-letni pomocnik był chyba ostatnią deską ratunku czeskiego trenera. I, jak na razie, okręt uratował. Lech wygrał 4:1, bez konkretnego udziału Świerczewskiego (nie strzelił, nie asystował). Ale był i grał. A to ostatnie nie zdarzało mu się często. Dzięki takim powrotom polska liga jest lepsza. Czy "Świr" będzie dobry na tyle, by dostać powołanie? Szanse są spore.

Kto wróci następny? Stawiam na Bartosza Karwana, którego Hertha Berlin próbowała pozbyć się już tego lata. A może inny piłkarz, także z Berlina, świetny i utalentowany bramkarz Tomasz Kuszczak. Broni w młodzieżówce, która walczy o awans na olimpiadę. Z nim sytuacja będzie o tyle łatwiejsza, że w czerwcu kończy mu się kontrakt z Herthą i to on będzie wybierał, gdzie zagra.

Kryszałowiczowi wystarczyły dwa mecze w polskiej lidze, by dostał powołanie do kadry. Czy wystarczą Świerczewskiemu?

Nos Zielińskiego

Chcesz być bohaterem Górnika Łęczna? Zacznij mecz na ławce rezerwowych! Przekonali się o tym już Grzegorz Skwara (wszedł na boisko w pierwszej kolejce w meczu z Wisłą Płock i strzelił gola) oraz Krzysztof Kłosiński (podobny wyczyn w spotkaniu z Groclinem).

A gole gdzie?

21 w pierwszej, 13 w drugiej, na razie 10 (bez meczu Polonii z Legią) w trzeciej kolejce. Po niezłym początku polskie drużyny nie rozpieszczają kibiców, którzy przychodzą na mecze, by oglądać gole. Ale nic dziwnego. Liga podzielona jest na zespoły, które: chcą za wszelką cenę wygrać (czytaj strzelić gola) i za wszelką cenę nie przegrać (czytaj nie stracić gola). Tych pierwszych jest zdecydowanie mniej, szkoda, że znowu zaczyna dominować minimalizm - zdobyć punkty jak najmniejszym kosztem...

Usłyszane (autentyczne)

Trener do prezesa: Drużynie potrzebny jest obrońca. Mam już jednego kandydata. Kosztuje 900 tys. zł.

Prezes do trenera: Za dużo. Za tyle to ja kupię dziewięć punktów.

Liczba kolejek

9 - tyle strzałów obronił w tej rundzie bramkarz Wisły Kraków Adam Piekutowski. Każdy z rywali - Górnik Polkowice, Świt i Górnik Zabrze - miał po trzy okazje, ale nie pokonał go ani razu. Mistrz Polski jako jedyny w tym sezonie nie stracił jeszcze gola.