Dospel Katowice - Świt Nowy Dwór 0:0

Piłkarze Dospelu Katowice bezbramkowo zremisowali ze Świtem Nowy Dwór. Gospodarze mimo sporej przewagi nie potrafili pokonać fantastycznie broniącego bramkarza Świtu Arkadiusza Malarza.


Katowiczanie zapowiadali, że to spotkanie wygrają, bo muszą. - Jeśli nie ze Świtem, to z kim mamy wygrywać? - zastanawiali się zawodnicy "Gieksy". Trzy punkty wydawały się formalnością, tym bardziej, że większość piłkarzy Świtu gra w tym klubie zaledwie od kilku tygodni. Początek zdawał się potwierdzać, że o zwycięstwo nie będzie trudno. Katowiczanie częściej byli w posiadaniu piłki, praktycznie przez cały czas stwarzali groźne sytuacje strzeleckie. Goście głównie skupili się na obronie, czasem wyprowadzając groźny kontratak.

W 16. min po rzucie wolnym, wykonywanym przez Mariusza Muszalika, Malarz z najwyższym trudem obronił strzał. Bliski pokonania bramkarza gości był trzykrotnie w pierwszej połowie Stanisław Wróbel. Jednak najpierw przegrał pojedynek sam na sam z Malarzem, a chwilę później piłka przeszła minimalnie obok słupka. W 29. min wydawało się, że prowadzanie dla "Gieksy" jest już faktem. Po doskonałym podaniu Marcina Bojarskiego na piąty metr w idealnej sytuacji znalazł się Wróbel, jednak bramkarz Świtu cudem wybił piłkę na rzut rożny.

Goście w pierwszej części gry tylko raz zagrozili poważnie bramce katowiczan. Mariusz Zganiacz zacentrował przed pole bramkowe do Artura Wyczałkowskiego, ale jego strzał obronił Jarosław Tkocz. W drugiej części obraz gry nieznacznie się zmienił - goście zaczęli częściej kontratakować. Na boisku w barwach katowickiej drużyny po raz pierwszy zaprezentował się Sebastian Kęska, który po przerwie zastąpił Tomasza Owczarka. Debiut nie wypadł jednak imponująco. - Wiem, że mecz wyszedł mi dzisiaj niezbyt dobrze. Mieliśmy ze Stasiem Wróblem gnębić obronę Świtu, ale zabrakło kropki nad "i". Gdyby padła jedna bramka, to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej - żałował piłkarz.

Katowiczanie nadal atakowali, licząc na zwycięską bramkę. Jednak na ich nieszczęście w bramce Świtu swój najlepszy mecz w ekstraklasie rozegrał 23-letni Malarz. - Dotychczasowe mecze może i były dobre, jak na przykład mój występ ze Stalą Stalowa Wola, ale jednak ten dzisiejszy był szczególny, bo pierwszoligowy - cieszył się bramkarz. W 53. min bramkarz Świtu obronił strzał Adama Bały, a minutę później wyszedł zwycięsko z konfrontacji z Wróblem. W 78. min Malarz długo się nie podnosił, kiedy wybijając zmierzającą pod poprzeczkę piłkę, uderzył plecami w słupek. - Dzięki Bogu nie stało mi się nic poważnego, chociaż w pierwszej chwili mogło to groźnie wyglądać - opowiadał piłkarz.

Piłkarze z Nowego Dworu najlepszą okazję do zdobycia bramki mieli w 61. min, kiedy to po strzale Zganiacza z 16 metrów Tkocz obronił nie bez problemów.

Miejscowi kibice długo "oszczędzali" nielubianego w Katowicach trenera Edwarda Lorensa. Miarka jednak się przebrała, kiedy ten w 75. min ściągnął z boiska Marcina Bojarskiego, najgroźniejszego piłkarza gospodarzy w tym meczu. - Czułem się jeszcze w pełni sił i mogłem grać do końca meczu. Mam jednak zasadę, że nigdy nie komentuję decyzji trenera. To on jest szefem i przywódcą, widzi najlepiej, co się dzieje na boisku, więc podejmuje decyzje - mówił piłkarz. Decyzja Lorensa rozwścieczyła kibiców, którzy już do końca meczu skandowali pod jego adresem wulgarne przyśpiewki. - Marcin nie dysponował już takim zasobem sił, żeby szarpnąć, kiedy trzeba. No a wejście na boisko Mierzejewskiego spowodowało, że trzeba było też wracać do tyłu. Mamy w perspektywie czwartkowy mecz z Cementarnicą Skopie, więc uznałem, że dam mu już odpocząć - tłumaczył potem Lorens.

W końcówce meczu "Gieksa" mogła jeszcze strzelić zwycięskiego gola, jednak ani Brazylijczyk Leo, ani Muszalik nie potrafili pokonać pewnie broniącego Malarza.

Z wyniku meczu był zadowolony prezes Świtu Wojciech Szymański, który obserwował mecz z loży honorowej. - Ten wynik jest dobry, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że tę drużynę zbudowaliśmy w dwa tygodnie. Dla nas każdy punkt jest cenny, więc cieszę się z remisu - mówił Szymański.

Będą wzmocnienia?

Prawdopodobnie kadrę "Gieksy" uzupełni jednak Piotr Gierczak. Napastnik Górnika Zabrze w piątek był bliski podpisania umowy z katowickim klubem, jednak na drodze stanął menedżer piłkarza. Katowiccy działacze w poniedziałek mają zamiar kontynuować negocjacje. Być może w Katowicach pojawi się również nowy piłkarz z Nigerii.



ZDANIEM TRENERÓW

Edward Lorens (Katowice): - Goście mieli w bramce piłkarza, który okazał się bohaterem meczu. Biorąc pod uwagę te wszystkie sytuacje, które stworzyliśmy, nie potrafię znaleźć słów dlaczego, nie padła bramka. Drużyna pokazała dzisiaj sporo zaangażowania, walki, ale zabrakło nam piłkarza, który potrafiłby skierować piłkę do siatki rywala.

Mirosław Copiak (Świt): - W pierwszej połowie katowiczanie byli lepsi, bo mieli dużo więcej sytuacji podbramkowych. Gospodarze nie wykorzystali jednak żadnej z nich, bo my mieliśmy w bramce Arka Malarza. W drugiej połowie gra już się wyrównała, nie było już tak dużej przewagi Katowic. Częściej dochodziliśmy też do sytuacji strzeleckich. Jestem bardzo zadowolony z remisu i jednego punktu wywiezionego z tego trudnego terenu.

not. rg



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Jarosław Tkocz (Katowice): - W szatni była grobowa atmosfera, bo każdy liczył, że wygramy ze Świtem. Ten mecz trzeba było wygrać. Żeby tylko się nie okazało na koniec sezonu, że tych punktów brakuje nam do czegoś bardzo ważnego...

Mariusz Zganiacz (Świt): - Remis w Katowicach to dla nas duży sukces, szczególnie, że jesteśmy beniaminkiem. Ten punkt bardzo nas ucieszył i na pewno pozwoli nam uwierzyć w siebie jeszcze bardziej. Bardzo dużo zawdzięczamy dzisiaj naszemu bramkarzowi Arkowi Malarzowi, który praktycznie wybronił ten remis.

Mirosław Widuch (Katowice): - Ten remis nas w ogóle nie cieszy. Stworzyliśmy tak wiele sytuacji strzeleckich, że przynajmniej jedną powinniśmy wykorzystać i wtedy trzy punkty zostałyby w Katowicach. Na pewno nie odpowiada nam styl gry, jaki prezentuje Świt, który głównie skupia się na obronie i muruje bramkę. Ale mimo wszystko uważam, że powinniśmy wygrać to spotkanie.

Arkadiusz Malarz (Świt): - Uwierzyłem, że jesteśmy w stanie zremisować po trzech groźnych akcjach katowiczan na początku drugiej połowy meczu. Stwierdziłem, że jeśli udało mi się wybronić takie sytuacje, to przynajmniej remis wywieziemy.

not. rg



Dospel Katowice - Świt Nowy Dwór 0:0

Katowice: Tkocz - Sadzawicki (65. Fonfara), Kowalczyk, Adamczyk, Adżem - Bojarski (76. Leo), Widuch, Owczarek (46. Kęska), Bała - Muszalik, Wróbel.

Świt: Malarz - Karwan (58. Mierzejewski), Unierzyski, Malinowski, Bystroń - Orliński, Wiechowski (67. Gołębiewski), Zganiacz, Szeremet, Wojtaś (32. Wyczałkowski) - Kalu.

Sędzia: Zdzisław Bakaluk (Olsztyn), Widzów: 2 tys.

Katowice-Świt
13strzały7
8celne4
12faule23
2spalone0
7rzuty rożne1
0żółte kartki1
BOHATER MECZU

Arkadiusz Malarz

Bramkarz Świtu skutecznie i z poświęceniem wybronił dla swojej drużyny jeden punkt.

Zobacz także
  • 3. kolejka I ligi: Sensacyjna porażka Groclinu w Łęcznej!
  • Po-ligon Roberta Błońskiego: Powrót

Sport.pl na wideo

Najnowsze informacje