Górnik Polkowice - Amica Wronki 1:0 (0:0)

Marcin Wojtarowicz bohaterem Polkowic! Jego bramka cztery minuty przed końcem meczu dała Górnikowi Polkowice pierwsze, historyczne zwycięstwo w ekstraklasie. - Zagraliśmy jak barany. Całe szczęście, że nie przytrafiło nam się zmierzyć z Legią albo Groclinem, bo skończyłoby się dwucyfrówką - podsumował występ swojego zespołu kapitan Amiki Grzegorz Szamotulski


Do końca tego potwornie nudnego meczu pozostawały cztery minuty, gdy Marcin Wojtarowicz wystartował do długiego podania z połowy Górnika. Napastnik polkowiczan pobiegł co sił w nogach za piłką, a obok siebie miał dwóch obrońców Amiki Veselina Djokovicia i Dariusza Dudkę. Żaden z nich jednak specjalnie nie kwapił się, aby przynajmniej go zablokować, Szamotulski też nie za bardzo wiedział, co ma zrobić. W efekcie Wojtarowicz, który w pierwszej połowie zmarnował identyczną okazję, posłał piłkę spokojnie obok niego. Tak padła historyczna, bo pierwsza bramka Górnika w ekstraklasie.

- Sam nie wiem, dlaczego tak to się skończyło, przecież biegło jeszcze dwóch kolegów z obrony - zastanawiał się po meczu Szamotulski. - Musiałbym całą sytuację obejrzeć w telewizji. W pierwszej połowie była podobna sytuacja, wyszedłem z bramki i obroniłem. Teraz się nie udało.

Górnik może nie zasłużył w tym meczu na zwycięstwo, ale z całą pewnością na żaden punkt nie zasłużył zespół z Wronek. Mecz w ogóle był słaby, o ile jednak po beniaminku nikt się nie spodziewał wielkiej piłki, to piłkarze z Wronek najwyraźniej zakpili z kibiców. Napastnicy w ogóle nie dostawali piłek, lecz inna sprawa, że sprawiali wrażenie, jakby im na tym kompletnie nie zależało. Obrońcy w kilku sytuacjach tak bronili na radar, że przy lepszych napastnikach polkowiczanie do przerwy mogli zdobyć przynajmniej dwie bramki. O tym, że Arkadiusz Bąk w ogóle przebywał na boisku, można było się dowiedzieć po godzinie, gdy został zmieniony. Chwilę później przy akompaniamencie gwizdów boisko opuszczał Paweł Kryszałowicz. Wprowadzony po przerwie Tomasz Dawidowski (pierwsze spotkanie po kontuzji) wyróżnił się tylko żółtą kartką.

- Nie grali nic wielkiego, nawet nie dali nam się zmęczyć - stwierdził obrońca Górnika Arkadiusz Żyluk.

W całym meczu goście tylko raz zagrozili bramce Jacka Banaszyńskiego, ale golkiper Górnika pewnie obronił strzał głową Mamiji Dżikiji. I właściwie tyle, a to nawet nie była stuprocentowa okazja! Przy dwóch pozostałych celnych strzałach piłka ledwie doturlała się do bramki.

- Graliśmy jak barany! Dlatego przegraliśmy - wściekał się po meczu Szamotulski. - Może po dwóch zwycięstwach za bardzo uwierzyliśmy w swoje umiejętności. A teraz podeszliśmy do tego meczu nie jak zespół. Bo gdybyśmy trafili na drużynę klasy Legii czy Groclinu, to dwucyfrówką by się skończyło. Całe szczęście, że Polkowice wyszły trochę przestraszone, bo lepszy zespół zlałby nas dychą. A wystarczyła odrobinę lepsza gra i wynik byłby inny.

Gospodarze bowiem poza ambicją nic wielkiego również nie pokazali. Widać przede wszystkim braki w środku boiska, gdzie po przesunięciu Jamroza do obrony operują Milan Bosanac i Maciej Soboń. O ile ten pierwszy jeszcze czasami zaskoczy jakimś niekonwencjonalnym zagraniem, o tyle drugi gra w stylu archaicznym. Zamiast podawać wozi piłkę i choć już po kwadransie zwykle jest bardziej ubrudzony, niż większość piłkarzy po całym meczu, to z jego ambicji niewiele wynika. Gdy w sobotę dwukrotnie zdecydował się na szybkie prostopadłe podanie do Wojtarowicza, wówczas było największe zagrożenie od bramką Szamotulskiego (tak też padła bramka). Częściej jednak podawał w bok lub do tyłu i w ogóle nie zauważał biegającego po prawej stronie Roberta Malawskiego, który kilka razy ze zdenerwowania tylko machnął ręką.

- Z Soboniem jest ten problem, że gra tylko lewą nogą i widzi tylko to, co się dzieje po lewej stronie boiska. Robiliśmy mu oczywiście badania i wyszło, że widzi wszystko, ale na boisku to się jakoś nie przekłada. Bosanac ma przegląd na całe boisko, ale Soboń widzi tylko od środka w lewo - mówił trener Mirosław Dragan. - Zresztą mamy problem też z napastnikami. Dla Narwojsza w tej chwili każdy by był alternatywą. Robię mu krzywdę, w ogóle wypuszczając go na boisko, bo jest kompletnie nieprzygotowany. Wszyscy znają jednak jego podejście do pracy. Musimy się przemęczyć do końca rundy i zimą zrobić z niego piłkarza.

Pod koniec meczu gospodarze już bardziej myśleli o dowiezieniu bezbramkowego wyniku do końca i zdobyciu pierwszego punktu w ekstraklasie. Jedna akcja dała im jednak trzy.

- Po pierwszej bardzo słabej połowie w drugiej kontrolowaliśmy sytuację - mówił obrońca Amiki Paweł Skrzypek. - Przeważaliśmy, ale jedna przypadkowa akcja, błąd w ustawieniu, zrozumieniu i straciliśmy bramkę. Cały wysiłek został zniweczony.

Goście, schodząc do szatni, trzymali się za głowy, zaledwie kilku podeszło do sektora swoich kibiców podziękować na doping. Trener Stefan Majewski wymieniał uwagi jeszcze na płycie boiska z kapitanem zespołu Szamotulskim. W tym czasie w szatni Górnika trwały chóralne śpiewy. W końcu pierwsze zwycięstwo w ekstraklasie zdarza się tylko raz.



ZDANIEM TRENERÓW

Mirosław Dragan

Górnik Polkowice

Było widać na boisku, kto jest beniaminkiem, a kto dłużej występuje w ekstraklasie. Założyliśmy sobie jednak taką grę, aby jak najprostszymi środkami zdobyć bramkę. Nie chcieliśmy zostać tak skarceni, jak w meczach z Górnikiem i Wisłą, dlatego nie zdecydowaliśmy się na bardziej otwartą grę.

Stefan Majewski

Amica Wronki

Gratuluję Górnikowi i przepraszam kibiców i Amiki, i Górnika za to, co zaprezentował mój zespół. Tak się nie gra w piłkę, bo to wstyd.

ZMIANY DRAGANA

Trzech piłkarzy zmienił trener Mirosław Dragan w podstawowej jedenastce Górnika po dwóch przegranych meczach w ekstraklasie. I wszystkie zmiany były udane.

Jednego zawodnika zmienił z konieczności, bo gdyby nie kontuzja Tomasza Moskala, to Marcin Wojtarowicz raczej by nie zagrał w ataku polkowiczan. Nie wiadomo jednak, czy wówczas Górnik wygrałby z Amicą.

Kolejny nowy piłkarz w składzie Górnika to obrońca Arkadiusz Żyluk, który zastąpił ukaranego czerwoną kartką w Zabrzu Bartłomieja Majewskiego. Żyluk poetą futbolu nie jest, ale też i wśród jego przeciwników takich nie było. Nie popełnił błędów i dlatego jego występ można ocenić pozytywnie.

Marcin Jeziorny tym razem usiadł na ławce rezerwowych, w podstawowej jedenastce wybiegł Milan Bosanac. Serb był pierwszoplanowa postacią pomocy Górnika. Może nie był tak często przy piłce jak na przykład Maciej Soboń, ale więcej potrafił z nią zrobić, z korzyścią dla drużyny. To jednak Soboń asystował przy golu.

LICZBY GÓRNIKA

1

tyle bramek jak na razie strzelili w ekstraklasie piłkarze Górnika Polkowice

3

tyle mają punktów po trzech rozegranych meczach

266

tyle minut czekali kibice Górnika Polkowice na pierwszą bramkę swojej drużyny w rozgrywkach I ligi

Marcin Wojtarowicz - Bohater meczu

- Nic dziwnego, że piłkarze wychodzą na boisko z respektem dla rywala, skoro taki Kryszałowicz zwiedził wszystkie największe stadiony w Bundeslidze, a u nas część piłkarzy jeszcze do niedawna grała w czwartej lidze. Taki Wojtarowicz widział na trybunach może z czterech kibiców i co najwyżej przebiegającego psa - mówił po spotkaniu trener Górnika Mirosław Dragan.

"Taki Wojtarowicz" został jednak w sobotę bohaterem całych Polkowic i strzelając bramkę, przeszedł do historii klubu.

25-letni zawodnik w tym sezonie debiutuje w ekstraklasie, jest wychowankiem Górnika Wałbrzych, a w ostatnim sezonie występował w czwartoligowych Łużycach Lubań. Jego największy dotychczasowy sukces to zdobycie miana króla strzelców w lidze międzyokręgowej.

W pierwszych dwóch meczach zagrał w sumie 36 minut, nie oddał nawet strzału na bramkę. Spotkanie z Amicą zapewne też rozpocząłby na ławce rezerwowych, gdyby na rozgrzewce kontuzji nie nabawił się najlepszy napastnik Górnika Tomasz Moskal. Wojtarowicz w ostatniej chwili wskoczył do podstawowej jedenastki, by po meczu zapewnić sobie w niej miejsce przynajmniej na kilka najbliższych spotkań.

Choć w ankiecie portalu gazeta.pl na pytanie o najsłabszą stronę odpowiedział, że nie ma takiej, to nie jest wybitnym technikiem, z racji wzrostu przeciętnie gra głową, a i szybkość (jego najlepsza strona) w ekstraklasie nie jest już takim atutem. W meczu z Amicą resztkami sił dobiegł do długiego podania i w najważniejszym momencie wyprzedził jeszcze bardziej zmęczonych rywali. Nie popełnił również błędu z pierwszej połowy, gdy w identycznej sytuacji trafił w Szamotulskiego. Tym razem pewnie trafił do siatki i pobiegł w kierunku trybuny głównej. Nie zdążył do niej dobiec, bo tuż przed ławką Amiki koledzy rzucili się na niego i przygnietli do murawy. Radość polkowiczan rozgrywała się tuż pod oczami załamanych i nieco też zawstydzonych rywali.

Po meczu Wojtarowicz udzielił natomiast więcej wywiadów niż w całej swojej dotychczasowej karierze. Do końca sezonu może już nawet nie strzelić gola, ale swoje miejsce w historii klubu ma.

Górnik Polkowice 1 (0)

Amica Wronki 0

10strzały6
3celne3
0słupki 0
13faule23
2spalone2
7rożne5
Bramka:

Górnik: Wojtarowicz (86, po podaniu Sobonia).

Widzów: 2,5 tys.

Górnik: Banaszyński - Żyluk, Romaniuk, Jamróz, Żelasko - Malawski, Bosanac (89. Adamski), Soboń, Gorząd - Narwojsz (74. Jeziorny), Wojtarowicz (90. Maciejewski).

Amica: Szamotulski - Skrzypek, Djoković, Dudka - Sobociński Ż (66. Bartczak), Zieńczuk, Bieniuk, Bąk (60. Dawidowski Ż), Kowalczyk - Dembiński, Kryszałowicz (72. Dżikija).

Zobacz także
  • 3. kolejka I ligi: Sensacyjna porażka Groclinu w Łęcznej!
  • Po-ligon Roberta Błońskiego: Powrót

Sport.pl na wideo

Najnowsze informacje