Sport.pl

MŚ 2014. Psycholog Graczyk: Brazylia się podniesie. Gorzej z Holandią

0 : 3
Informacje
Mistrzostwa Świata 2014 - Mecz o 3. miejsce
Sobota 12.07.2014 godzina 22:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Brazylia
0
Holandia
3
Agnieszka Radwańska zrobiła Dominice Cibulkovej ?rowerek?, a następnym razem z nią przegrała, bo Słowaczka nie miała już nic do stracenia. Czasem łatwiej wrócić do normy po tym, jak się sięgnie dna - mówi dr Marek Graczyk. Psycholog polskich olimpijczyków tłumaczy, dlaczego Brazylia, która przegrała półfinał z Niemcami aż 1:7, w meczu o trzecie miejsce nie da się rozbić Holandii, która Argentynie uległa dopiero po rzutach karnych. Relacja na żywo w sobotę o godz. 22.
Łukasz Jachimiak: Wierzy pan, że Brazylia podniesie się na mecz o trzecie miejsce po półfinałowym laniu od reprezentacji Niemiec?

Marek Graczyk, kierownik Katedry Nauk Społecznych AWFiS w Gdańsku, wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, główny psycholog polskich reprezentacji olimpijskich: Brazylijczycy są w dobrej sytuacji, bo Holandia dopiero co pokazała swoją słabość. Do rzutów karnych jej piłkarze podeszli z apatią, z taką wręcz wyuczoną bezradnością. Od ich pierwszego strzału było widać, że w siebie nie wierzą. Mamy więc sytuację, w której obie drużyny przystąpią do meczu o trzecie miejsce w stanie tzw. fobii startowej.

Uważa pan, że Holandia, która przegrała po rzutach karnych, i rozbita 7:1 Brazylia są w podobnym stanie mentalnym?

- W mózgu nie ma wielkich kalkulacji, jest stan zero-jedynkowy. Albo jest sukces, albo nie ma. Obie drużyny cierpią mocno. Holendrzy może nawet teraz jeszcze mocniej. Nie wiem, co się z nimi dzieje, że oni często dochodzą do pewnego punktu i dalej nie potrafią, mimo że ewidentnie mają możliwości. Dziwię się, że Louis van Gaal nagle przestał reagować. W ćwierćfinale z Kostaryką bardzo pomógł drużynie, dodał jej pewności, zmieniając przed rzutami karnymi bramkarza. A przed karnymi z Argentyną ze wszystkich w obozie holenderskim uszło powietrze.

Z psychologicznego punktu widzenia van Gaal popełnił błąd, ponownie nie stawiając na Tima Krula? Widząc, że trener wcześniej wykorzystuje limit zmian, zawodnicy nie wierzyli, że są w stanie wygrać w karnych z Argentyną, kiedy nie będzie bronił Krul?

- Tę ich niewiarę, rezygnację było widać. Najmocniej pokazywał to van Gaal, pewnie od niego trochę to się udzieliło piłkarzom. Ale oni sami też nie wierzyli, odmawiali strzelania. Od 20 lat moja siostra mieszka w Holandii, dlatego ich reprezentację obserwujemy od dawna i często dyskutujemy o tym, co siedzi w głowach tamtejszych zawodników.

Proszę konkretnie powiedzieć - jakie zachowania, gesty świadczyły o braku wiary Holendrów?

- Chwalony wcześniej van Gaal w przerwach stał biernie, nie umiał tak mobilizować zawodników jak Alejandro Sabella, który w stresujących chwilach reagował żywiołowo, pobudzał swoich piłkarzy do walki. Dziwne były też nerwowe uśmiechy Arjena Robbena. A jeśli teraz dodamy do tego jego słowa i słowa van Gaala o bezsensownej ich zdaniem grze o trzecie miejsce, to możemy być pewni, że w sobotę staną naprzeciwko siebie drużyny w bardzo podobnym stanie emocjonalnym. I Brazylia, i Holandia są teraz w hipomobilizacji startowej. To stan zdecydowanie obniżonego nastroju. Dlatego wygra ta drużyna, która będzie zwyczajnie sprawniejsza fizycznie. Reguły psychologii mówią, że na wielką walkę, na gryzienie trawy w tym meczu nie mamy co liczyć. Najpewniej wygra ten, kto pierwszy zdobędzie bramkę.

Pamięta pan Holandię z mundialu 1998?

- Oczywiście, była w takiej sytuacji, w jakiej jest teraz. Po półfinałowej porażce z Brazylią w rzutach karnych w meczu o trzecie miejsce Holendrzy nie potrafili powalczyć z Chorwacją. Oni to na pewno pamiętają. Mówią, że mecz o trzecie miejsce nie ma sensu, bo mentalnie nie potrafią się przygotować na takie spotkanie.

Brazylijczycy będą potrafili?

- W psychologii mówi się, że czasem łatwiej wrócić do normy po tym, jak się sięgnie dna. Bo po czymś takim nie ma już żadnej presji. Np. w tenisie rozbitemu zawodnikowi mówimy, że skoro przegrał mecz, nie zdobywając nawet gema, to teraz nie ma już nic do stracenia, może tylko pokazać się lepiej niż poprzednio, ma już tylko po prostu grać. Agnieszka Radwańska jakiś czas temu zrobiła "rowerek" [wygrała 6:0, 6:0 w styczniu 2013 roku, w finale turnieju w Sydney] Dominice Cibulkovej, a w ich następnym meczu lepsza była Słowaczka [w lipcu 2013 roku pokonała Polkę 3:6, 6:4, 6:4]. Ciekawe, jak w tej chwili wygląda praca w obozie Brazylii. Chciałbym zobaczyć, jak trener z pomocą całego sztabu próbuje zmobilizować piłkarzy. Boję się nie tyle ich słabości mentalnej i nawet nie tego, że nie ma w ich drużynie człowieka, który by stworzył z bezładnej grupy prawdziwy zespół. Największym problemem jest fakt, że Niemcy obnażyli absolutnie wszystkie piłkarskie braki tej drużyny. Pokazali, jak ją wypunktować. Ale Holendrzy wykazują straszną nieskuteczność, czują się przegrani, rozczarowani, trudno będzie im wykorzystać tę słabość brazylijskiej kadry. Zresztą, u południowców normą są huśtawki nastrojów. Oni z głębokiej depresji mogą szybko wejść w euforię. Mogą mimo wszystko w siebie uwierzyć. Chłodniejszym, europejskim narodom trudno coś takiego zrobić. Dlatego wbrew pozorom Brazylijczycy są w lepszej sytuacji psychicznej.

Mają więcej czasu na oswojenie się z porażką, ale też więcej czasu na mówienie i pisanie o niej mają media. Scolari jest teraz nieudacznikiem, a nie wielkim trenerem, który doprowadził reprezentację do mistrzostwa w 2002 roku, napastnik Fred stał się najbardziej wyszydzanym Brazylijczykiem w 200-milionowym kraju. Krótko mówiąc - gospodarze mierzą się z tym, czego Holendrzy nie przeżywają.

- Proszę zauważyć, że ta fala kulminacyjna krytyki zaczęła odpływać już dwa dni po meczu. Trenerowi tej porażki nigdy nie wybaczą, bardzo mi go szkoda, ale teraz jednak szybko zaczęło się życie meczem o trzecie miejsce i nawet on na chwilę został oszczędzony. Generalnie po tym wszystkim, co przeżyli, Brazylijczycy mogą już tylko iść w górę. Chociaż w psychikę południowców trudno wejść. Kiedyś rozmawiałem z trenerem Kuleszą, ale tym od podnoszenia ciężarów, nie od piłki nożnej. On pracował w Argentynie. Mówił, że tamtejsi sztangiści mają naturalną siłę, świetnie się odżywiają swoimi znakomitymi stekami, ale zupełnie nie mają psychiki. Opowiadał, że przychodzą na trening i bardzo szybko biją rekordy życiowe. Więc wtedy przez dwa tygodnie się bawią. Kiedy wracają, nie są w stanie zbliżyć się do wyników, jakie już mieli, więc dwa tygodnie płaczą. Kulesza psychicznie tego nie wytrzymał, zrezygnował. Brazylijczycy swoje już na tym mundialu wypłakali. Myślę, że fala krytyki ich teraz oczyści i znów uwierzą w siebie.

W porządku - tak może być, ale raczej żaden z piłkarzy nagle nie okaże się mentalnym liderem. Zauważył pan, że bardzo brakowało kogoś, kto scaliłby zespół w obliczu kontuzji Neymara i zawieszenia za kartki Thiago Silvy. Po 1:7 z Niemcami taki lider jest chyba jeszcze bardziej potrzebny?

- Zdecydowanie, i to jest największy problem Brazylii przed meczem z Holandią. Brak jednej mocnej postaci w tej ekipie to jej największa słabość.

Z tym wszystkim mierzy się psycholog Regina Brandao. Zazdrości jej pan czy współczuje?

- Bardzo jej zazdroszczę, bo to dla psychologa superciekawa sytuacja i fantastyczne wyzwanie. A jeśli zaskoczy to, co ona wymyśli, to przez całe życie będzie do tej sytuacji wracać. Ale broń Boże nie chciałbym, żeby coś takiego przeżyła kiedyś któraś z naszych drużyn.

Nie pomagał pan nikomu po takiej klęsce? Od lat pracuje pan z najlepszymi polskimi sportowcami, na pewno różnie bywało?

- To prawda, bywało bardzo ciężko. Takie sytuacje zwykle powodują, że emocje kanalizują się później, a dopóki sportowiec ma coś do zrobienia, to cały czas myśli zadaniowo. Przestaje, gdy jest po wszystkim. Sam też to przeżywałem. Kilka razy byłem w depresji nawet po paradoksalnie udanych dla nas igrzyskach. Kiedy się kończyły, to dopadało mnie bardzo mocne obniżenie nastroju. Proszę więc sobie wyobrazić, jak mocno skupiony na zadaniu jest ten, kto ma je wykonać. Sportowiec myśli o wyzwaniu i emocji zupełnie nie odczuwa. Żyje koncentracją, może nie spać, nie jeść - tak jest wtopiony w to, co robi. Brazylijczycy cały czas są w tej sytuacji "tu i teraz". Bazując na swoim doświadczeniu, myślę, że u nich nie ma teraz lęku, nie ma kalkulowania, myślenia o tym, co będzie i co było. Jest tylko działanie w danej sytuacji.

Po półfinałowej klęsce Brazylijczycy płakali, przepraszali rodaków. Chyba jednak emocje wzięły górę nad koncentracją, chyba wytrąciły ich z tego - jak pan mówi - myślenia tylko o "tu i teraz".

- Rola psychologa, który z nimi pracuje, polega na tym, żeby po tej klęsce ich podnieść. Trzeba to robić bardzo rozmyślnie, wiedzieć, że ich stan po meczu z Niemcami był naturalny, pozwolić im odreagować i dopiero po chwili delikatnie wchodzić z mobilizacją, z szukaniem jakiegoś motywatora dla każdego z zawodników. Ale dopiero wtedy, kiedy zaczynają odbudowywać swoją energię. Nie może być ładowania się z butami w trudny czas sportowca. Mała dygresja - my w Polsce teraz się tego mocno uczymy, ostatnio mamy dużo pracy. To dzięki Justynie Kowalczyk. Po jej wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" sportowcy przestali się bać mówić o depresji. Sam miałem kilka sygnałów o depresji, która była długo maskowana. Justyna kolejny raz zrobiła coś wielkiego. A wracając do Brazylijczyków, dodam jeszcze, że ich psycholog na pewno pracuje z nimi spokojnie i nie bazuje na zbyt modnej psychologii pozytywnej. Taka byłaby niewiarygodna i denerwująca kogoś, kto jest zdruzgotany. Bardzo ważne, że Brazylijczycy swój półfinał zagrali dzień wcześniej niż Holendrzy. Dzięki temu i oni mieli czas na rozpacz, i kibice oraz przedstawiciele mediów go mieli. Moim zdaniem ich drużyna zdąży się odbudować.

Więcej o: