Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niemcy - Argentyna. Słaby finał mundialu? To możliwe. Z aż pięciu powodów

Piłkarscy kibice na całym świecie ostrzą sobie apetyty na niedzielny finał mundialu. Tymczasem może się okazać, że ostateczna batalia brazylijskiego turnieju rozczaruje i pozostawi po sobie pokaźny niesmak. Paradoksalnie, wiele na to wskazuje. Mecz Niemcy - Argentyna w niedzielę o godz. 21. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl.
1 : 0
Informacje
Mistrzostwa Świata 2014 - Finał
Niedziela 13.07.2014 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Niemcy
1
Argentyna
0
W idealnym świecie futbolu ostatni mecz turnieju byłby nienagannym zwieńczeniem miesięcznych wysiłków piłkarzy aż 32 reprezentacji. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której finał mundialu zamienia się w niezapomniany bój współczesnych gladiatorów. A im przecież niestraszny ból, pot i znój. Każda zawijasowata akcja zachwyca, nawet najsubtelniejszej interwencji w destrukcji towarzyszy kunszt defensora. Ostateczna batalia nie kończy się na 90. minucie, bo i takie też jest życzenie publiczności, spragnionej dalszych igrzysk, jakby zaklętej w czarującym zbiorowym uniesieniu. Dogrywka trwa i trwa, a całość wieńczy spektakularny konkurs rzutów karnych. Nikt się nie myli, bo przecież mamy do czynienia z istotami niemal nadludzkimi, więc gramy dalej, do skutku, aż do wyczerpania wszystkich stadionowych luksów.

Ale idealny świat nie istnieje, tak jak materia piłki nożnej daleka jest od perfekcyjnych kształtów. Łatwo wynaleźć aż 5 poważnych przesłanek, które kibicowskie marzenia o finale jak z bajki zamieniają w irracjonalne mrzonki.

1. Argentyna nie zagrała na tym mundialu choćby jednego dobrego meczu w całości

Argentyna do finału mundialu człapała. Nie zachwyciła całościowo choćby w jednym meczu. Solidnie prezentowała się z Belgią (1:0), ze Szwajcarią (0:0, d. 1:0) jedyną bramkę meczu wtłoczyła dopiero w 118. minucie. Jakby tego było mało, już w grupowych grach wstępnych drużynę Alejandro Sabelli mocno nastraszyły Bośnia i Hercegowina (2:1) i Iran (1:0). "Albicelestes" zależni są od Leo Messiego, który na brazylijskim turnieju dozuje swój geniusz. Niby uaktywnia się zawsze wtedy, gdy zachodzi taka konieczność, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że półfinał z Holandią, w którym Argentyna musiała sobie radzić bez Angela di Marii i Sergio Aguero (częściowo), obnażył wszystkie ofensywne braki "Albicelestes". A z tyłu jest jeszcze gorzej...

2. Bo Romero i obrońcy nie gwarantują jakości w obronie Argentyny

Piłkarski świat zachwycił się półfinałowym wyczynem Sergio Romero, zapominając przy tym, że to pierwszy tak spektakularny wieczór bramkarza Sampdorii Genua. W minionym sezonie w barwach AS Monaco rozegrał raptem 3 ligowe spotkania. Przegrał rywalizację z Danijelem Subasiciem, rezerwowym w reprezentacji Chorwacji. Przed mundialem fani "Albicelestes" najbardziej obawiali się właśnie o obsadę bramki, domagając się powołania Willy'ego Caballero. Nowy bramkarz Manchesteru City został w domu, a Romero kunsztem błysnął dopiero w 6. meczu imprezy (i nieco ze Szwajcarią). Zadania nie ułatwiają mu obrońcy. Niby liczby nie są złe (tylko 3 stracone gole), ale gra obronna drużyny Sabelli przypomina spacer po linii wysokiego napięcia. Jedynie Pablo Zabaleta jest piłkarzem światowego topu.

3. Przesadna pewność siebie Niemców

Niemcy to doskonała drużyna turniejowa. Zadaniowcy intensywnie skupieni na realizacji precyzyjnie nakreślonego celu. Zawsze lub prawie zawsze postępujący według przygotowanego wcześniej planu. Do półfinałów dobrnęli w najlepszym stylu, choć na tym mundialu nie ustrzegli się momentów słabszych (np. wygrana z Algierią 2:1 dopiero po dogrywce). Niby nie ma powodów do lęku o ich kunktatorstwo, tym bardziej że staną naprzeciwko Messiego. Ten mundial pokazał jednak, że wszystkie dotychczasowe sprawdzone prawdy, schematy i stereotypy możemy odłożyć do lamusa. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której drużyna Loewa pilnuje tyłów i wymienia nieskończoną liczbę podań, tkwiąc w przekonaniu, że wreszcie się uda, bo przecież wcześniej też wpadało. A z Brazylią to nawet seriami.

4. Presja, które plącze nogi

Każdy z piłkarzy biorących udział w niedzielnym finale będzie miał świadomość, że staje przed życiową szansą. Niby Niemcy podobnych przepraw mieli ostatnio wiele, ale - będąc w przedpokoju raju - nie wykonali ostatecznego kroku naprzód. Oni przyjechali do Brazylii wygrać, Joachim Loew i spółka mają już dość meczów pocieszenia i przymilnych zachwytów nad ich grą. Wściekłość i głód zwycięstw pokazali w rywalizacjach z Portugalią (4:0) i Brazylią (7:1). Finał na Maracanie to ma być ich mecz, tym bardziej ciśnienie, presja i oczekiwania fanów będą odczuwalne na ich barkach w stopniu wręcz nieznośnym. A co dopiero mają powiedzieć Messi i spółka? Przecież Argentyna ma powtórzyć sukces z 1986 roku, a as FC Barcelony już został oddelegowany do odegrania roli Diego Maradony. Wchodzą w wielkie buty. Oby nie za duże.

5. Wilgotność powietrza

Prognozowane warunki pogodowe na niedzielny mecz pozornie są niezłe. Termometry mają wskazywać 22 stopnie Celsjusza. Wilgotność powietrza przekroczy jednak 80 procent, co nie pomoże piłkarzom w swobodnym oddychaniu i regeneracji sił. Będzie parno, duszno i "lepko". Warunki atmosferyczne nie będą zachęcały do nadludzkiego wysiłku.

Przesadny pesymizm nie jest jednak wskazany. Do tej pory z wielkich meczów rozczarował jedynie półfinał z udziałem Argentyny i Holandii. Niemal każda pucharowa gra wprawiała w osłupienie i wzbudzała zachwyt. Czy los może aż tak brutalnie zadrwić z kibicowskiej nacji?

Więcej o: