Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mistrzostwa świata w piłce nożnej, półfinały. Siedem strzałów w serce

Ludzie płakali, zasłaniali oczy, stali jak sparaliżowani. A Niemcy strzelali Brazylii kolejne gole, pięć do przerwy. To nie koniec mundialu dla gospodarzy. To koniec świata brazylijskiego futbolu.
1 : 7
Informacje
Mistrzostwa Świata 2014 - Półfinały
Wtorek 08.07.2014 godzina 22:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Brazylia
1
Niemcy
7
Było 64 lat temu Maracanazo, klęska w mundialu u siebie z Urugwajem. Teraz jest Mineirazo, od nazwy stadionu w Belo Horizonte. Nie w meczu o tytuł, a w półfinale. Nie skromne 1:2, ale 1:7. Brazylijczycy nigdy jeszcze nie przegrali tak wysoko. O tamtej porażce mówiono, że była dla Brazylii tym, czym zabójstwo Kennedy'ego dla Ameryki: utratą niewinności. Ta może być okazją, by coś odzyskać: futbol, zawłaszczony od kilkudziesięciu lat przez jedną z najbardziej skorumpowanych federacji na świecie. A pewnie i rozliczyć polityków. To jest, jak 64 lata temu, rok wyborczy. Teraz może się zacząć wyliczanie: ile wydaliśmy na mundial, czy było warto. Akurat w Belo Horizonte miała kilka dni temu miejsce jedyna mundialowa katastrofa: zawalił się zbudowany na mistrzostwa wiadukt, przygniótł autobus i samochody, zginęły dwie osoby.

Maracanazo to była cisza i łzy. Mineirazo - łzy i gniew. Na piłkarzy też, ale nie tylko. Ich wygwizdano w przerwie, bo ani się nie bronili, ani nie atakowali, popełniali kompromitujące błędy i też najchętniej przerwaliby grę, żeby płakać. Od tej drużyny nikt nie wymagał pięknej gry. Było jasne, że talentu do tego ma za mało. Wystarczyłoby, żeby walczyła. A rozpadła się już po pierwszym golu, Thomasa Muellera w 11. minucie. Przez ostatnie dni Brazylijczycy rozhuśtali emocje wokół kontuzji Neymara, swojej największej gwiazdy, skopanej w ćwierćfinale z Kolumbią. Neymar przez pęknięty kręg nie mógł grać, piłkarze wyszli na boisko z jego koszulką, kibice przynieśli maski z wizerunkiem Neymara. Tylko obiecywanej gry dla Neymara nie było. To nie przez jego brak ta klęska. Już prędzej przez nieobecność zawieszonego za kartki Thiago Silvy, dowódcy obrony. Zupełnie zagubiona bez niego, dopuściła do najczarniejszych chwil brazylijskiej piłki: czterech goli straconych między 23. a 29. minutą.

To było jak kpina z całej mundialowej tradycji Brazylii. Miała pięć tytułów mistrza świata, dostała pięć goli do przerwy. Miała Ronaldo jako mundialowego strzelca wszech czasów. Wyprzedził go właśnie w tym meczu Miroslav Klose, strzelec drugiego gola. Po trzecim golu zrobiło się tłoczno przy wyjściach, choć nie minęło 25 minut ćwierćfinału. Ale kibice zostali. Nawoływali się: zostajemy, dopingujemy. Wyzywamy. Wyzwiska były dla prezydent Dilmy Rousseff. Dla piłkarzy szyderstwa po szóstej bramce. A przy siódmej już oklaski dla Niemców. Gdy jedynego gola strzelił Oscar, dostał brawa. A potem, na pożegnanie, był nieoficjalny mundialowy hymn: "Eu sou Brasileiro...". "Jestem Brazylijczykiem, z wielką dumą i wielką miłością". Dopiero potem zaczęły się długie gwizdy.

Nie wszędzie kibice wytrzymali tak długo. W Rio strefa kibica na Copacabanie zaczęła pustoszeć już w przerwie. Ci, którzy zostali, wygwizdywali puszczane w przerwie reklamy kolejnych sponsorów kadry. W Vila Madalena, strefie kibiców Sao Paulo, ktoś podpalił brazylijską flagę. To może być w Brazylii bardzo długa noc.

Brazylia płacze po klęsce w półfinale. Zobacz zdjęcia


Więcej o: