Spiker na Pepsi Arenie kilka razy wzywał przed meczem kibiców z trybuny północnej, żeby ci nie rzucali śnieżkami, bo za to grożą kary, a nawet odwołanie meczu. - Mówię to, co przed chwilą powiedział mi delegat - dodał spiker 20 minut przed spotkaniem.
Portugalczycy najpierw się porozciągali, potem trenowali w bramce, ale śnieżki co chwila leciały w ich kierunku. Bramkarze pokazywali w kierunku ławki, żeby ktoś widział, że są obrzucani śniegiem.
W pierwszej połowie sytuacja się nie zmieniła - sędzia spotkania musiał podbiec do linii bocznej i przez swojego technicznego asystenta przekazać spikerowi, by ten ponownie apelował o spokój do kibiców.
W 34. minucie sędzia po raz kolejny rozmawiał z asystentem i ogłosił, że jeśli jeszcze raz śnieżki polecą z trybun, przerwie spotkanie. Chwilę wcześniej, co pokazały powtórki telewizyjne, kibice trafili w plecy jednego z piłkarzy gości.
Cztery minuty później Legia po strzale Jakuba Wawrzyniaka pokonała bramkarza gości i objęła prowadzenie. W drugiej połowie kibice z trybuny północnej będą mieli przed sobą bramkarza Legii Dusana Kuciaka, więc powodu do rzucania śnieżkami mieć nie powinni.